Siennica na ściekach

Władze gminy Siennica w ostatnich latach wydały ogromne pieniądze na rozbudowę kanalizacji, planując także kolejne inwestycje. Daleko im jednak do osiągnięcia zadowolenia, bo co roku system ten generuje straty finansowe, a według niektórych jest także niesprawiedliwy...

Brudy bez dowozu

Asumpt do dyskusji o ściekach dało wystąpienie wicewójta Tomasza Gójskiego. Przedstawił on szczegółową analizę funkcjonowania urządzeń komunalnych w 2017 roku. Spośród kilku poruszanych przez niego tematów radnych zainteresowały w szczególny sposób ścieki. Nie ma w tym nic dziwnego, bo kolejny rok z rzędu gminna oczyszczalnia wygenerowała straty – 176 884 zł. Systematycznie rosnące dochody niwelowane są przez raty spłacanych pożyczek (w minionym roku gmina zwróciła 228 094 zł).

Na problem strat nakładają się też inne kwestie. Hanna Dąbrowska zwróciła uwagę na rosnące ceny odbioru ścieków z posesji, gdzie nie ma doprowadzonej kanalizacji. Przewyższają one ponad 7-krotnie kwoty, które płacą sienniczanie podłączeni do systemu. – To jest anomalia i najważniejszy problem, przed którym stoi nasza gmina – przekonywała radna z Nowego Zglechowa. Ten problem się jednak nie zmniejszy. Gmina wprowadziła bowiem limity w przyjmowaniu dowożonych ścieków do oczyszczalni, a firmy, które odbierają odpady, muszą wywozić je do Mińska. To sprawia, że ceny rosną.

Skąd te limity? To wyjaśniali radny Marek Soćko i wicewójt Gójski. Okazuje się, że niezachowanie odpowiednich proporcji między ściekami dowożonymi a dopływowymi zachwiało biologią oczyszczalni. Słowem, odprowadzana woda śmierdziała i zatruwała rzekę Sienniczankę. Teraz jest już lepiej, ale władze nie mogą pozwolić na powrót takiej sytuacji. Kluczowe jest zachowanie proporcji, więc wraz ze zwiększeniem jednych ścieków, będzie można przyjmować więcej drugich. Poza tym, jak zaznaczył Gójski, gminna oczyszczalnia w ogólne nie ma obowiązku odbierania dowożonych odpadów. Robi to zresztą – obok mińskiej – jako jedyna w okolicy.

Stanisław Majszyk nie był zadowolony z takiego postawienia sprawy. Stwierdził, że przy planowaniu modernizacji nie było mowy o ograniczeniach. W takim wypadku pieniądze trzeba było przeznaczyć na dofinansowania przydomowych oczyszczalni ścieków, bo mieszkańcy muszą ponosić dodatkowe koszty za odwożenie nieczystości do Mińska, zamiast polegać na infrastrukturze swojej gminy.

Pojawiła się więc sugestia, aby kontrolować, jakie ścieki trafiają do siennickiej oczyszczalni. Jeśli gmina ma je odbierać, to powinny one pochodzić tylko od lokalnych mieszkańców. Dlatego radny Majszyk pochwalił wójta Zielińskiego za odmowę przyjmowania odpadów z Cegłowa, o co zabiegały tamtejsze władze. Trzeba też  ściślej przyglądać się pracy trzech firm, które mają zgodę na dowożenie ścieków do siennickiej oczyszczalni. Okazuje się, że pod pretekstem konieczności jechania do Mińska podnoszą ceny, a odpady i tak wywożą do Siennicy.

Wszystkie wątki dyskusji sumował przewodniczący rady Zenon Jurkowski. Apelował o wyeliminowanie wspomnianych wyżej procederów, a także postulował powołanie zakładu gospodarki komunalnej, który zajmie się kompleksowo nie tylko ściekami, ale także kwestią wodociągów i śmieci. To jednak zadanie na przyszłą kadencję.

Numer: 24 (1080) 2018 Autor: Łukasz Kuć



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *