DRODZY CZYTELNICY

Bliższa ciału koszula – mówią praktyczni smakosze życia. Zawsze była, to prawda, więc dlaczego na początku lat transformacji oddaliśmy obcym nie tylko banki, fabryki, ale i media. A jeśli nie od razu, to bogaci mediożercy kupowali upadające tytuły i robili z nich czasopisma polskojęzyczne. Trzeba było czekać prawie trzy dekady na repolonizację zagrabionych myśli i opinii, ale czy warto się już cieszyć...

Media z sedna

DRODZY CZYTELNICY / Media z sedna

Kroi się ustawa dekoncentracyjna, czyli – jak mówią przeciwnicy rządu – zamach na media prywatne. Ustawa ma ustalić na 20 proc. pułap zagranicznych inwestycji w spółkach medialnych. To pierwszy konkret planu PiS dotyczący przyszłości polskiego rynku medialnego.

Jak PiS chce się zabrać za media prywatne? Chce zrepolonizować te, które zdaniem władzy nie reprezentują polskich interesów, tylko właścicieli, głównie Niemców. Takie zamiany w 2014 r. wprowadził Kreml – oponują fani medialnego liberalizmu.

W Polsce limit ten mógłby dotyczyć połowy rynku prasy, a prawie cały telewizji i internetu. Jeśli ktoś ma więcej, będzie musiał znaleźć polskiego kupca i odsprzedać mu swoje udziały.

Jednak obce koncerny w Polsce chroni prawo wspólnotowe. Unijne traktaty gwarantują swobodę przepływu kapitału. Ale jak zwykle są wyjątki, przede wszystkim w sytuacji, gdy w rachubę wchodzą kwestie porządku i bezpieczeństwa publicznego. Wtedy kraj członkowski UE może zablokować daną transakcję lub pewien ich szczególny rodzaj, co nie jest rzadkie. Ot na przykład limity dla zagranicznych inwestorów w mediach ma Francja i same Niemcy. Tam nie ma obcych mediów, nie ma TVN, bo w tę stację wprost ugodzi planowana dekoncentracja, bo ma negatywny wpływ na polskie życie polityczne.

Jednak atak na TVN zaszkodziłby stosunkom z USA. Czy PiS jest gotów na takie zwarcie? Do tego na repolonizację oburzają się dziennikarze pracujący w mediach, które mają zagranicznych właścicieli.

Na radość repolonizacyjną jeszcze za wcześnie, więc cieszmy się, że brak autoryzacji nie będzie przestępstwem. Rozmówca dziennikarza będzie miał 6 godzin, by autoryzować wypowiedź dla dziennika i portalu internetowego i 24 godziny w przypadku czasopism. Dziennikarz, który nie otrzyma autoryzacji w tym czasie, będzie miał prawo uznać, że rozmówca wyraża zgodę na publikację wypowiedzi bez zmian.

To mocne zliberalizowanie obowiązującego prawa sprawi, że nie będzie możliwości blokowania wywiadu przez osobę, która go udzieliła.

Teraz dziennikarz będzie musiał informować rozmówcę o przysługującym mu prawie do autoryzacji. Jednak osoba, która zechce skorzystać z tego prawa, będzie musiała zgłosić takie żądanie dziennikarzowi niezwłocznie po udzieleniu wypowiedzi. Jest także przepis zwalniający dziennikarza z obowiązku uzyskiwania autoryzacji wypowiedzi wygłoszonej publicznie, np. podczas konferencji prasowej lub sesji.

A tak w ogóle do zmiany jest nie tylko autoryzacja, ale i prawo do sprostowania. Ba całe prawo prasowe, które pochodzi jeszcze z czasów Gierka.

Wracanie do sedna nie jest łatwe, więc trwa latami. Dobrze, że są siły, które każdą zmianę nazywają dobrą. Ale czy dobra znaczy lepsza... Na razie musi wystarczyć...

Numer: 38 (1042) 2017   Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *