Mińsk inwestycyjny

Zima nie sprzyja prowadzeniu prac budowlanych, ale wcale to nie znaczy, że przez aurę mają cierpieć ludzie. Jeszcze niedawno tak budowano drogi, a teraz... fontanny. Przykładem aż nadto rzucającym się w oczy jest rozkopany plac przed mińskim pałacem, gdzie właśnie ma powstać wielki wodotrysk za milion złotych. Mińszczanie nie przestają się dziwić, a burmistrz swój projekt budżetu nazywa śmiałym, a nawet agresywnym. To jednak tylko populistyczne pozory.

Pozory za miliony

Mińsk inwestycyjny / Pozory za miliony

Wszystkie wydatki pochłoną ponad 26 miliony, w tym 2 miliony na modernizację placu i alejek za pałacem oraz 300 tysięcy na miejski szalet. To niewiele wobec 10 milionów na drogi, 8 milionów na rozbudowę budynku szkoły
artystycznej i 5 milionów na poprawę miejskiego targowiska, które dzięki niej stanie się wiejskie.

Nie rzecz jednak w liczbach, a ich interpretacji w kontekście recesji. Jak do niej mają się te wszystkie mało potrzebne okazałości?

Właściwie nie należy pytać, a krzyczeć na znak protestu, że tak marnotrawić pieniędzy się nie godzi. Dlaczego? Odpowiedzi jest wiele, a najważniejsza z nich wynika z braku współpracy między samorządem miasta i powiatu. Przez niezrozumiałe animozje leży budowa hali widowiskowosportowej, miasto już trzeci rok nie ma kina, a o amfiteatrze możemy tylko pomarzyć. Dlatego podobno prestiżowy dla mińskiej władzy festiwal Himilsbacha organizuje się na ciasnej ul Piłsudskiego, a nasz Festiwal Chleba na częściowo i niezręcznie zmodernizowanym Starym Rynku. Dlatego również wizyty kabaretów, rewii i spektakli trzeba organizować w auli przy ul. Budowlanej, a pokazy mody na trzech kondygnacjach mińskiego pałacu.

Lekką ręką wydaje się ponad 3 miliony na mieszkania komunalne i tyle samo na graniczną Chochołowską, by jednocześnie utopić w błocie osiedle między ulicą Dąbrówki a torami kolejowymi. Nie lepiej jest na wszystkich ulicach przypominających polne drogi.

Dyskusja przed uchwalaniem budżetu była żenująco niska. I nie chodzi tutaj tylko o opisywaną dotację na działalność żłobka, a wszystkie próby wyrywania sobie choć paru groszy, by zaistnieć publicznie lub pochwalić się przed wyborcami.

Szczególnie newralgiczne są ulice, bo to z nich rozliczani są radni przez wyborców.

- Moimi priorytetami w nadchodzącym roku jest kontynuacja przebudowy ulic Chochołowskiej, Leśnej, Dźwigowej i
Rudzkiego. Z nowych inwestycji drogowych zaproponuję radzie miasta modernizację kanalizacji deszczowej w ulicy Sosnkowskiego, która determinuje możliwość budowy ulic Sosnowej i Wesołej – twierdził burmistrz Jakubowski.

Tymczasem wspominany przez burmistrza plan przebudowy ulic na lata do 2015 roku obejmował 16 nowych inwestycji drogowych. Są to oprócz wymienionych ulice Marii Konopnickiej, Królewiecka, Arynowska, Sikorskiego, Piasta, Długosza, Janusza Kusocińskiego, Łokietka, Berlinga, Borelowskiego, Huberta i Rapackiego, a także dodane ostatnio ulice Jagiellońska i Rodziny Łubieńskich.

Plan drogowy może się jednak zmienić, bo wielu radnych i mieszkańców ma do niego uzasadnione zarzuty.

Kilku za przewodniczącym Kulmą miało jednak odwagę przyznać, że to nie ich budżet i nie było ani za, ani przeciw. To dlatego wynik głosowania brzmiał 11:0:10, co oznacza, że o kształcie tegorocznych wydatków zdecydował tylko jeden głos. Czyj? Trudno dociec, gdy rada głosuje prawie anonimowo tj. przez pokazanie mandatów liczącemu i zgromadzonej publice z mediami
na czele. Teraz wszystko filmujemy, więc łatwiej ujawnić oportunistów wyłamujących się z opozycji ze znanych tylko sobie powodów.

Wnioski są proste – Mińsk nadal nie wykorzystuje swych rozwojowych szans, co wydawało się nieprawdopodobne po zmianie Grzesiaka na Jakubowskiego. Stało się mimo wszystko faktem i będzie ciążyło miastu przez długie lata pozorowanej agresji inwestycyjnej.

Numer: 7 (802) 2013   Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *