Powiat mińskiŚluby i wesela – zima 2014

Modę na bale towarzyszące uroczystym zaślubinom zapoczątkowali w Polsce monarchowie z dynastii Jagiellonów. Wcześniej królewskim ślubom towarzyszyły trwające długo w noc uczty urozmaicone popisami żonglerów i sztukmistrzów, występami muzyków i trubadurów. Państwo młodzi, dwór i goście mogli też wówczas przypatrywać się tańcom w wykonaniu trupy profesjonalnych tancerzy, ale sami nie ruszali w tany. Odwrotnie niż ludzie skromniejszego stanu, którzy wychyliwszy po kilka pucharków miodu czy piwa, ochoczo pląsali do rana.

Weselne bale

Śluby i wesela – zima 2014 / Weselne bale

Pierwszy weselny bal, opisany w kronikach państwa polskiego, nastąpił po ceremoniach ślubnych Zygmunta I Starego z dynastii Jagiellonów i księżniczki Bony Sforzy w ciepłą wiosenną noc, z 19 na 20 kwietnia 1518 roku – na Wawelu. Król święcił swe gody z włoską księżniczką niezwykle wystawnie i hucznie. Uczta połączona z balem dała pannie młodej okazję do popisania się przed mężem i gośćmi nie tylko urodą i wytwornością stroju, ale i gracją ruchów, i wdziękiem, z jakim – w towarzystwie dwóch dworek – wykonała kilka włoskich tańców. Bona była pierwszą królową, która pozwoliła sobie na taneczne popisy na własnym weselu. Obyczaj ten nie był w Polsce kultywowany ani nawet znany.

Czasy baroku i rokoka przyniosły modę na ślubne bale kostiumowe. Przebieranie się w stroje nawiązujące na ogół do postaci znanych ze starożytnej mitologii czy będących uosobieniem antycznych cnót było ulubioną rozrywką tak nowożeńców, jak i ich rodzin oraz gości. Kiedy król Zygmunt III Waza żenił się z księżniczką Anną Habsburżanką, opis „balu z maszkarami”, jaki urządzono w dwa dni po ślubie, wydrukowany przez jedną z krakowskich drukarni, krążył po Europie i był czytany równie chętnie jak współcześnie reportaże w kolorowych pismach dotyczące zaślubin celebrytów. Koronowany pan młody wystąpił w kostiumie pasterza z góry Parnas, w kompanii kilkunastu kawalerów z najpierwszych rodzin. Panny dworskie przebrane były za nimfy i „całe towarzystwo wdzięcznie pląsało w takt muzyki”. Panna młoda w otoczeniu austriackiej świty z pewnym zdumieniem patrzyła na tańczącego w tym kostiumowym balecie oblubieńca, jako że sztywna etykieta dworu Habsburgów nie zezwalała władcom na osobisty udział w podobnych rozrywkach.

Pod koniec XVIII stulecia i aż do lat 30. następnego wieku ślubom w wyższych sferach nieraz towarzyszyły ogrodowe zabawy zwane z racji idylliczno-sielskiej scenerii „arkadyjskimi balami”. Damy ubrane były w jasne powiewne toalety, panowie we fraki bądź surduty w kolorze błękitnym, ciemnozielonym, pąsowym. Dzieci oficjalistów i służby dworskiej obrzucały weselników płatkami róż i cukrowymi kuleczkami barwionymi złociście. Tańczono na placykach i w alejkach wysypywanych białym, drobnym piaskiem; biesiadnikom przygrywały ukryte wśród zieleni orkiestry. W wielkim namiocie stały obficie zastawione stoły. Gdy zapadał zmrok, zapalano zawieszone na gałęziach lampiony. Arkadyjskie bale cieszyły szczególnie młodych gości, gdyż wśród zieleni łatwiej było uwolnić się od towarzystwa przyzwoitek i spędzić kilka miłych chwil sam na sam z wybranką czy wybrańcem.

Kiedy XIX stulecie wkroczyło w swą drugą połowę, wśród zamożnej szlachty i bogatego mieszczaństwa przyjął się zwyczaj urządzania ślubów – przede wszystkim córek – w rodzinnych rezydencjach. Zaślubiny takie odbywały się w salonie przybranym kwiatami, z reguły późnym wieczorem. Kiedy zebrali się już wszyscy uczestnicy uroczystości, a druhny przypinały gościom mirtowe bukieciki szpilkami ze złota bądź pozłacanego srebra, ozdobionymi herbami albo monogramami nowożeńców – zjawiała się panna młoda. Siadała na fotelu oplecionym kwietnymi girlandami, a dwie starsze druhny wnosiły na srebrnych tacach welon i mirtowy wianek. Upinały je na głowie narzeczonej dwie najgodniejsze matrony obecne wśród gości. Następnie młodzi klękali do rodzicielskiego błogosławieństwa, a potem ksiądz udzielał im ślubu. Służba roznosiła tace z kielichami, w których perlił się szampan; składano życzenia i rozpoczynał się bal.

Wszyscy mężczyźni ustawiali się rzędem w salonie, orkiestra zaczynała grać poloneza. Panna młoda tańczyła chwilę najpierw z ojcem, a później goście kolejno ją odbijali. Dopiero gdy przetańczyła po kilka polonezowych kroków z każdym z panów, ojciec oddawał ją w ręce pana młodego. Wtedy rozlegały się dźwięki walca i nowożeńcy zaczynali wirować na środku salonu, dołączali się do nich drużbowie z drużkami i reszta tańczących gości. Uczta weselna rozpoczynała się o północy, wygłaszano mowy i wznoszono toasty. Bywało, że zaraz po kolacji państwo młodzi znikali niepostrzeżenie, udając się w podróż poślubną. Jeśli jednak nie wyjeżdżali, panna młoda zmieniała ślubny strój na suknię balową, odpinała też welon, zastępując go diademem czy kwietną girlandą wpiętą we włosy. Kiedy powracała do gości, witano ją oklaskami. Orkiestra zaczynała grać tańce o żywym rytmie w rodzaju lansjera, kadryla czy polki i bal trwał do rana.

Obyczaj świętowania zaślubin w eleganckich hotelach pojawił się w epoce fin de siècle’u i przynajmniej z początku był często krytykowany. Przykład w tym względzie dawało bogate mieszczaństwo, zwłaszcza gdy któreś z narzeczonych pochodziło z innego miasta czy nawet kraju i przybywało na ślub w otoczeniu rodziny. Wynajmowano wówczas piętro w dobrym hotelu, a także salę jadalną i balową. Po ceremonii kościelnej bawiono się i ucztowano, a następnego dnia siadano do uroczystego, pożegnalnego śniadania. Rychło jednak doceniono zalety tego typu przyjęcia. Oszczędzało ono rodzinie urządzającej wesele wielu trudów i starań i pozwalało na beztroską zabawę na familijnym ślubie. W latach międzywojennych „hotelowe gody” nikogo już nie dziwiły ani nie gorszyły.

Numer: 8 (855) 2014   Autor: (red)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *