Mińsk MazowieckiMińsk Mazowiecki koncertowy

Pół żartem, pół serio świętowano w ubiegłą niedzielę jubileusz pięciolecia mińskiego Big Band. Podkreślone humorem oraz Krówką Big Bandówką szlagiery, zapomniane standardy, muzyczne motywy zza oceanu czy tematy filmowe, budowały dla ponad pięciuset mińszczan słoneczne klimaty i orzeźwiającym dźwiękiem podrywały z listopadowego marazmu.

Żarty bandowe

Muzyka, którą prezentuje MM Big Band stanowi połączenie inspiracji, młodości, radości, szczerości oraz muzycznych pasji wszystkich członków zespołu. Zwykle rozpiera ich energia. Nie brakuje też żartów z przymrużeniem oka, ale i bez nich, czernią koszul i bielą marynarek bigbandowi chłopcy przyciągają niejedno dziewczęce spojrzenie.

Tym razem także nie zawiedli. Rozpoczęli kompozycją Sławomira Łosowskiego Bez ograniczeń oraz złowróżbnym wierszem o pani, która nie umiała pływać. Na szczęście granie Big Bandu okazało się zdecydowanie lepsze, jak tej pani pływanie i nikomu nie groziło rychłe rozstanie. Grupa „pięciolatków”, wspólnie z bandleaderem zespołu Arkadiuszem Mizdalskim wprowadzała potem swoich wielbicieli w bliskie standardy polskiej i światowej muzyki rozrywkowej.

Podobnie, jak napisana w czasach stanu wojennego piosenka autorstwa Bogdana Olewicza, Bigbandowcy stali się podczas wieczoru lekiem na całe zło, ostoją miłości oraz przyjaźni. Nie dziwi więc, że widzowie bawili się podtekstem, humorem, czerpali pełnymi garściami z koncertowych propozycji i coraz goręcej reagowali na proponowane rytmy. Mała Majka Demianiuk zdecydowanie wodziła rej i tańczyła przy zaaranżowanej przez Jeffa Tyzika In the mood. Nikogo też nie trzeba było do wspólnej zabawy namawiać. Wspólnie z Katarzyną Goszcz i Arkadiuszem Lenarcikiem podśpiewywano utwory Elli Fitzgerald lub za Wodeckim nucono Zacznij od Bacha.

Przy tematach Mission Impossible czy Children of Sanchez (solo Wojciech Ziółkowski) głębokie doznania oraz uczucia ułożyły się z czasem w barwny kalejdoskop. Gospodarz spotkania przybliżał historie granych utworów, dowcipnie droczył się ze swymi kompanami i przekonywał przekornie, że kolega, to sąsiad z pulpitu, który gra znacznie gorzej. Feeling Good w jego wykonaniu wyjątkowo, jak twierdził, było udane. W muzycznym żartowaniu w sukurs przyszedł mu Wenanty Maciej Domagała, który ubrany w białą marynarę dał się ponieść energetycznym rytmom bluesa. Rodzynkiem koncertu był Janusz Szrom – jazzowy wokalista, kompozytor, aranżer i pedagog. Anna Maria z repertuaru Seweryna Krajewskiego czy dziewczyna z bursztynu, prezentowana niespodziewanie w rytmach reggae przypadły do gustu. Nie zabrakło czarnych peruk, muzycznych kawałów bez ograniczeń oraz bisów. Grając muzykę z Klanu, obiecali powrócić już niedługo w kolejnym odcinkach.

Numer: 48 (843) 2013   Autor: Teresa Romaszuk





Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *