W podmińskim lesie

Bracia Wilkowie żyją w niewielkim domku w lesie w okolicy wsi Chełst i Grzebowilk. Nie mają bieżącej wody i prądu. Półtora roku temu sprowadził się do nich trzeci brat i zamieszkał w lichej szopie. Pięć arów ogrodzonych sztachetami, gołębnik, klatki po królikach, jednoizbowy dom i otaczający las, to cały majątek, który Sławomir Wilk odziedziczył z rodzinnego podziału kilkanaście lat temu po śmierci rodziców

Wilki na żer

W podmińskim lesie / Wilki na żer

Dwaj bracia i siostra woleli wziąć gotówkę, którą dostali po sprzedaniu pięciu hektarów pola i kawałka lasu. Sławomir kilkanaście lat mieszkał sam. Pewnej nocy zapukał do jego drzwi brat Stanisław. Z tobołkiem na plecach oświadczył, że zostawił rodzinę i do Siedlec więcej nie wróci. Kilka już lat żyją pod jednym dachem. – Nocą, gdy siadamy nieraz z bratem na schodkach domu, poprzez drzewa widzimy światła w oknach sąsiadów – mówi Stanisław, patrząc na las.
– Kiedyś zazdrościliśmy im, że mają światło i wieczorami mogą oglądać telewizję. Rodziców, gdy zakładali elektryczność we wsiach, nie było stać, by linię dociągnąć do naszego domu. My też nie mamy pieniędzy. Zresztą przyzwyczailiśmy się do lampy naftowej i życia wedle słońca. Kiedyś przyjechali z Siennicy urzędnicy i mówili, że nam założą prąd ale nie chcieliśmy. Nie mamy pieniędzy na opłaty, bo pracujemy dorywczo - stwierdził Stanisław. Z lasu, na rowerze, wyjechał Ryszard Wilk. Sprowadził się tu półtora roku temu, gdy doszedł do wniosku, że po 28 latach ma dość już żony i dzieci, dość gderania i dość tyrania w polu, by z ziemi wydusić jakiś grosz. Wybrał wolność, choć trudną i często głodną, a zimą mroźną.
Najpierw bracia Sławomir i Stanisław przyjęli go pod wspólny dach, ale nie szło się im dogadać, więc Ryśkowi kazali się wynieść. Nie chcąc wracać do poprzedniego życia, z kawałków znalezionych w lesie desek i eternitów pobudował szopkę, do której wstawił znalezione też w lesie łóżko i niewielki stolik a na nim wazonik z kwiatkami. W tej wiatrem podszytej altanie spał już dwie ostatnie zimy.
– Najgorzej jest rano, bo wszystkie okrycia są sztywne od mrozu, a czapka oszroniona, ale gdy wychodzę wita mnie radośnie pies, a odśnieżanie drogi do leśnego duktu rozgrzewa na tyle, że można wsiąść na rower i jechać do roboty, gdy akurat się trafiła. Jeśli nie, idę do lasu – mówi Ryszard. Po co? Uśmiecha się i mówi, że na spacer. Cóż, ciągnie wilka do lasu na żer.
Czy jest szczęśliwy? – Jak nigdy dotąd. Robię co chcę, chodzę gdzie chcę, śpię ile mogę. Nikt nie zrzędzi za uchem: zrób to, idź tu, idź tam... Święty spokój. Najprzyjemniej jest latem, gdy mocno grzeje. Kładę się na trawie i gapię w niebo: na chmury, ptaki. O czym myślę? O niczym, choć nieraz myśli wracają do lat dziecięcych, gdy żyli rodzice i byliśmy wszyscy razem: siostra i nas trzech. Pomagaliśmy w polu a wieczorami, przy lampie, jedliśmy kolację i słuchaliśmy różnych opowieści ojca. Potem modliliśmy się i spać. Rodzice na jednym łóżku a my na drugim. Dzieci mam, troje. Jeden syn już żonaty, drugi w wojsku a córka uczy się w gimnazjum. Nieraz zaglądają do mnie. Siadamy wtedy na ławce i gadamy – opowiada.
Ryszard Wilk, czterdziestoparolatek, jest pogodny i rozmowny. Żyje w otoczeniu lasu, z dala od światowego zgiełku, zawiści i politycznych rozgrywek. Niczym u Pana Boga za piecem. Cichutko i bezpiecznie, choć jedną nogą jeszcze w dawnym życiu: z elektrycznością, ciepłym łóżkiem, bieżącą wodą...
Bracia, Sławomir i Stanisław już dawno temu pogodzili się z losem i przyjęli wobec niego postawę ugodowo-zapobiegliwą, popartą ogromną pracowitością i samozaparciem. Kiedyś marzyli o świecącej żarówce, lodówce i telewizorze. Teraz już tych zbytków nie chcą.
O Wilkach w Borówku nikt złego słowa nie mówi.
– Dobre chłopaki. Pierwsze do roboty i uczciwe – chwali braci kobieta, karmiąca na podwórzu kury w jednej z zagród w Grzebowilku. – Można na nich liczyć, gdy trzeba sąsiedzkiej pomocy – dodaje. W Chełstach też bracia mają dobrą opinię u mieszkańców. Tylko dziwią się, jak można żyć bez światła i telewizora? – Przecie to w XXI wieku nienormalne – stwierdził idący na przystanek do Kośmin starszy mężczyzna. Jak widać można tak żyć i być wolnym, niczym wilk.

Numer: 2012 44   Autor: Andrzej Kamiński



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *