Powiat mińskiIX Festiwal Chleba

Pełne radości patriotyczne piosenki o pracy ludzkiej i o chlebie, zbieraną od pokoleń muzykę przodków, barwne stroje i splecione kłosem wianki, tańce i korowody z przytupem, grę na ligawce oraz swoje pomysły na młodość zwieźli, niczym dorodny dożynkowy plon goście IX Festiwalu Chleba. Wciąż niezłomnie i z sercem organizuje to święto folkloru i darów ziemi Fundacja Mivena wsparta prezesem Zbigniewem Piątkowskim, jego darczyńcami i artystami z nieskażonej polskiej wsi.

Słońca tradycji

Przesłaniem przyśpiewek, swawolnych piosenek czy dostojnych pieśni konkursu estradowego OD ZIARENKA DO BOCHENKA była zawsze radość życia, umiłowanie trudu codziennej pracy oraz zaproszenie do wspólnej zabawy.

Całodniową biesiadę pod mińską Budowlanką rozpoczął dźwięk ligawki, w którą dął członek jury estradowego Piotr Gronek. Na dobry początek kujawiaki, łowickie melodie, kaszubskie klechdy, mazowieckie pieśni i kurpiowskie rytmy przybliżył barwą strojów rodzimy Zespół Pieśni i Tańca Kasianiecka. Podobnych, jak zespółTeresy Kowalskiej z Kałuszyna ambasadorów, promujących folklor i dziedzictwo kulturowe swych małych ojczyzn na plac Budowlanki przybyło wielu, bo prawie 400 samych artystów scenicznych.

Wszyscy z radością i pomysłem ubarwiają na co dzień klimat swych rdzennych środowisk. Na festiwalu Miveny podczas konkursowych piosenek lub przy biesiadnych stołach dali się poznać jako pasjonaci folkloru, wielbiciele tradycji, pełni humoru kompani oraz piewcy wielowiekowych tradycji.

Pierwsze do boju o Złotą Bochnę Miveny ruszyły śpiewaczki z całkiem sporym udziałem śpiewaków. Kandydatów było 24, ale przy niedoborze zdrowia starszych, drugi raz główną nagrodę zdobyła Dominika Rosiak. Drugie miejsce wyśpiewała Daria Kowalczyk z zespołu Kurpie od Myszyńca, trzecie zaś Henryk Kulesza – też Kurpś, ale z Lelisa. Nagrody specjalne otworzyła kolejna Kurpśanka z Wolkowych – Stefania Dąbkowska, a za nią była Tola Biernacka, Bożena Jędrzejewska, Stanisława Zabielska i sielanka Franciszka Bydychaj. Najwięcej przyznano wyróżnień. Specjalne otrzymali – Krzysztof Kowalski, Zofia Charamut, Zdzisław Koseski, Grzegorz Czernek, Małgorzata Wójcik i Henryka Kacprzak, a zwykle – Janina Krasuska, Grzegorz Oszkiel, Jolanta Karwowska, Stanisława Dróżdż, Adela Wielgomas, Leon Witkowski, Teodora Sowik, Halina Wiśniewska, Barbara Mandzińska i Teresa Nejman. W sumie solistom ufundowano koperty warte 3800 zł, nie licząc dyplomów i Złotej Bochny.

Gdy na scenie artyści popisywali się głosem, komisja chlebowa z Zofią Piątkowską, Justyną Kowalczyk i Zofią Łysakowską oceniała 15 stołów kulinarnych, na których chleb był pierwszym produktem. Reszta to dodatki, czyli tradycyjne, chłopskie jadło z nierzadko procentowa popitką. Jury oceniało smak chleba i jego zapach, a także pomysł na urozmaicenie go odpowiednią kompozycją przypraw, owoców czy warzyw. Tutaj gospodynie prześcigały się w tajnych przepisach – skosztować można było wypieków słodkich, jak np. chleb z marchwią czy burakami, po słone – z pomidorami, ziołami, cebulą czy czosnkiem.

Ważny był też smak i ilość dodatków. Poza swojskimi wędlinami na stołach pojawiły się wypieki, rozmaite smalce, pierogi, bigos czy sójki. Oczy komisji cieszył też tradycyjny wystrój stoisk, które starały się pokazać tradycję nie tylko w kuchni. 

Takim właśnie stoiskiem mogły pochwalić się gospodynie z zespołu Pod Różą z Wilkowic, które zasłużyły na Złotą Bochnę. Panie urzekły jury nie tylko chlebem, ale i ręcznie robionym masłem, pyszną śmietanką, naleśnikami, ale i zupą z dyni na słodko oraz żurkiem.

Drugie miejsce przyznano Podlasiankom, a trzecie Wasiloczkom. Oba zespoły przyjechały na festiwal pierwszy raz. Kolejne miejsca zajęły Zamienianki, Chmielowianki, Witosławianki, Iwowianki, Wrzosowianie, Posiadalanki, Szwarszowianki, Zalesianki, Wróblanki i cztery stoły indywidualne.

Wszyscy otrzymali adekwatne do miejscza nagrody od 500 do 150 złotych, czyli w sumie 5 tysięcy dotowane przez powiat miński. Do tego każdy stół mógł się sprzedawać podczas festiwalu. Niektórym na opróżnienie z jadła i picia wystarczyły dwie godziny.

Zespołom estradowym 10 minut było za mało, by zaprezentować swe walory głosowo-muzyczne i taneczne. A jednak zdobywca Złotej Bochny Miveny – Chór Pieśni i Tańca Wasiloczki z Bielska Podlaskiego zachwycił kolorytem, wschodnimi piosenkami Chleb dy sol czy A u sadzie reczańska i oczywiście słowiańskim szacunkiem do pracy i chleba.

Kurpie od Myszyńca wyśpiewali i wytańczyli – z twórcą festiwalu chleba – drugie miejsce opowieścią o znoju dawnych żniw, przepełnioną przywiązaniem do ziemi pieśni, a wtórowały im dźwięki 80-letniej harmonii pedałowej oraz okrąglaki, polki trojaki i powolniaki. Szczególnie podobała się pieśń Mamo moja póde sobźe i zionusek z zyta zrobźe..., którą rozpoczęły najmłodsze kurpianki, a dokończyły ich babcie.

Prawdziwie do tańca, radości z życia i ludowego śpiewania, które nie zaginie namawiali Mroczkowiacy z łukowskiego Jeleńca. Podkreślane okrzykiem, dźwiękiem skrzypiec, akordeonu czy tamburyna humorystyczne oraz wyśpiewane żywiołowo historie o cyraneczkach, wioneczkach, kochaneczkach i kołysankach bawiły do łez, cieszyły kolorem serdaków czy wianków i ukazywały potęgę młodości. Dali się jej ponieść na dobre już rozbawieni festiwalowi goście, także jury – Apolonia Nowak, Krystyna Milewska- Stasinowska, Teresa Romaszuk oraz najmłodszy Piotr Gronek, który uczy się tradycyjnego śpiewu u samego Adama Struga.

Nagrodami specjalnymi, niczym pajdą chleba, obdarowano następnie prawdziwych miłośników folkloru i piewców rodzimej ziemi. I tak modlitewne prośby o chleb z wieczernika, podkreślone brzmieniem klarnetu frywolne przyśpiewki i opoczańsko- rawskie historie wyśpiewał zespół Wspomnienie z rawskich Starych Bylin. Żar do zabawy wznieciła Kapela Świętokrzyska, a jej sąsiadki Witosłowianki, przytulane mocno przez organizatora Zbigniewa Piątkowskiego, harcowały tak ostro, że stojący na scenie dar Szwarszowianek – świętokrzyska Baba Jaga,jak to przy hulankach  bywa, spadła z desek. Nadburzańskie Sielanki – Natalia Rzeszot, Halina Staniuk, Danuta Drogo-Mirecka, 86-letnia Franciszka Dyńska i szefowa Franciszka Bydychaj – weseliły się po żniwach, śpiewały o kołaczu, który wręczyły gospodarzowi festiwalu, wychwalały wieniec ze złota i mimo wieku dały się ponieść tanecznym żywiołom. Ich także nie zawiódł prezes Miveny, tańcząc kresową polkę w oryginalnym sieleckim stroju.

Zalesianki zachwalały chleb pieczony na chrzanie, a trochę odmłodzone Wróblanki zabłysnęły jak zwykle humorystyczną rozmową kumoszek z chłopską niecnotą i wiagrą w aktywnej roli. Natomiast Zespół Razem z Kałuszyna zaprosił wszystkich na śpiewane widowisko obrzędowe o mazowieckim święcie chleba.

– Czy słoneczko świeci, czy deszcz leje z nieba wszyscy przyjeżdżają na festiwal chleba – śpiewały rozkochane w Mińsku i jak zawsze uśmiechnięte oraz ustrojone gronem jarzębiny Seniorynki. Podobnie silnie wzruszały wyróżnione zespoły Chmielowianki, Podlasianki, Pod Różą z Wilkowic, Wrzosowianie, Iwowianki, Szwarszowianki, Wilkowianie, Zorza z Cegłowa, Etno- Mińszczanie oraz podmińskie Zamienianki. Wszyscy pokazali w swych wystąpieniach ogromny szacunek do pracy, ziemi i ojczystego chleba oraz do tradycji.

W wyśpiewany świat solistów i zespołów zapraszali konferansjerzy Kinga Moczulska i Marcin Potocki z Kasianiecki, a 8 tysięcy złotych nagród przygotował prezes Miveny.

Zbigniew Piątkowski poprowadził także festiwalową galę, rozpoczynając ją od walca na 90 par. Nie tylko do muzyki, ale i napisanych przez siebie strof o chlebowym księżycu, urodzie festiwalowej integracji i nagrodach tak hojnych, że aż niemożliwych. To prawda, poszło na nie prawie 30 tysięcy złotych, a darczyńców znajdziemy w specjalnym podziękowaniu.

Trochę spóźniona gala nie odebrała nikomu ochoty do śpiewania, grania, a przede wszystkim tańca. Kobiety wciąż urzekały ukrochmalonymi kieckami, koronkami, zmyślnymi czepcami, kolorowymi chustami, haftami koszul i wpiętymi we włosy gronami jarzębin, a panowie kusili filuretnymi kapeluszami, sukmanami oraz wesołymi dźwiękami harmonii pedałowych, skrzypiec, klarnetów, trąbek i tamburynów.

Szczególne wrażenie i aplauz wywołał koncert Małych Kurpiaków Danuty Gnozy z Myszyńca. Dzieci śpiewały i tańczyły jak profesjonaliści, a głos 9-letniej Julii Gnozy śpiewającej kurpiowski song Nisko słonko, nisko wydał się widowni śpiewem puszczańskiego anioła.

Julia wystąpiła także ze swoją mamą – Danutą i babcią – Zofią Charamut, śpiewając pokoleniową pieśń Mamo moja mamo, ni wesele, bi jus sia roźija w logródecku ziele...

I zaraz po tryumfie tradycji kurpiowskiei i pokoleniowej zabrzmiała kapela Wieśki i Cześki z Podlasia, dając koncert piosenek biesiadnych i swojskich. Dorównywała im Kapela Świętokrzyska i kurpiowska Czesława Drząszcza, która przygrywała także gwiazdom z Puszczy Zielonej – Poli Nowak z Kadzidła oraz Zofii Charamut, Celinie Murzyn, Zofii Warych z Myszyńca i Stanisławowi Sierucie z Olszyn. Poprowadził ich na scenę i także z nimi zaśpiewał jak prawdziwy Kurpś prowadzący galę gospodarz festiwalu.

Gospodarz nie zapomniał także o tych śpiewaczkach, które nie wystąpiły solo w konkursie. Miały teraz szansę zaśpiewania folkloru z kartki. Chętnych było wiele, ale odwagi wystarczyło tuzinowi najodważniejszych, a wśród nich m.in. Henryce Gryz z Kałuszyna, Zofii Łysakowskiej z Bylin, Ryszardowi Górajowi z Rawy Mazowieckiej, Karolinie Kowalczyk, Jadwidze Wrotkowskiej z Sokolowa i stanisławowi Sierucie spod Myszyńca. Wszystkich nagrodzono za kunszt i odwagę, bo przecież nigdy nie wiadomo, co kryją kartki losowane płycej lub głębiej przez Piątkowskiego. Jedna z pań wybrała w sam raz czyli punkt G, to znaczy środek zestawu znanych i popularnych utworów jak np. Głęboka studzienka..., W zielonym gaju, czy Te opolskie dziouchy...

Czas już kończyć, ale przecież scena i tańczący przed nią przez co najmniej dziesięć godzin goście to przecież nie cały festiwal.

To także rewia naszych gości z Mińska i nie tylko okolic, którzy oprócz artystów podziwiali tego dnia ocalone od zapomnienia muzealne pamiątki z Sochowej Zagrody, kamienie naturalne, poznawali sztukę lepienia z gliny, jeździli bryczką, smakowali żurawiny, mioduszki kurpiowskiej, miodu i kozicowego piwa oraz zachwycali się wycinanką, artystycznymi wyrobami DPS w Mieni. Mieszkańcy domu wraz z opiekunami Ewą Górką, Haliną Oleksy, Edytą Kawką i Krystyną Mirkowską dali gościom festiwalu swojski koncert z uśmiechem.

Nieoficjalnym, ale skutecznym mottem IX Festiwalu Chleba było zawołanie - Zamiast do pijaka, wpadnij na swojaka. Dziękujemy więc wszystkim, którzy nas odwiedzili choćby na pół godziny, coś sobie kupili, z czegoś się ucieszyli. Dziękujemy naszym pomocnikom, darczyńcom i vipom, a wśród nich szczególnie staroście Antoniemu Tarczyńskiemu, radnemu powiatu Danielowi Milewskiemu oraz radnym miasta – Krystynie Milewskiej-Stasinowskiej, Robertowi Ślusarczykowi i Kazimierzowi Markowskiemu. Nie tylko za nagrody, ale i szczere serca. Takich nam potrzeba, bo Polacy bez tradycji i chleba będą tylko pionkami cywilizacji. Czas wrócić do natury, a wtedy i kultura będzie służyła nam wszystkim, a nie tylko perwersyjnemu marginesowi.

Tak pokrzepieni już marzymy o jubileuszowym X Festiwalu Chleba, jedynym takim święcie wsi i darów ziemi.

Numer: 37 (832) 2013   Autor: (tr, jk, jzp)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *