CegłówKultura bez barier

Obrazy można także czytać? Owszem, co udowodnili dwaj mińscy artyści w cegłowskiej Kulturotece. Najpierw motywowany literaturą Krzysztof Rusiecki namalował kilka obrazów, a Paweł Hruszwicki czytał odpowiadające im fragmenty dzieł Gombrowicza, Herberta, Tokarczuk i Myśliwskiego. Ta niecodzienna synteza sztuk mogła się okazać banalną, celebrycką promocją, ale artyści nie dali się wpuścić w banał konwenansu. Uznali, że każda improwizacja jest strawna, jeśli się ją dokładnie przygotuje…

Czytane malowane

Kim są mińscy animatorzy kulturowej syntezy? Krzysztof Rusiecki to absolwent uczelni artystycznych w Lublinie i Krakowie. Autor wystaw indywidualnych, uczestnik i organizator plenerów, członek stowarzyszeń i grup artystycznych. Od roku 2000 maluje emblemery – obrazy, w których malarstwo, słowa i piasek są zarówno tematem, jak i środkiem wyrazu artystycznego.
Paweł Hruszwicki zaś to dyrygent, śpiewak, pedagog, organizator koncertów. Występował w Zespole Ars Antiqua i chórze Opery Narodowej, a obecnie jest pedagogiem w mińskiej szkole artystycznej.

Co wyszło z tego eksperymentu? Nie sposób jednoznacznie podsumować, bez analizy pojęć i historii syntezy sztuk rozumianej jako ich wspólnota mimo rozmaitości kulturowego tworzywa. Tradycje takiego myślenia sięgają antyku, przejawiając się w rozmaitych językach jak np. egipskie hieroglify. Już w piktogramach ujawniało się powiązanie słowa i obrazu, do których Hellenowie wprowadzili także muzykę.
Każda epoka miała do synkretyzmu sztuk inne podejście. W średniowieczu obszarem wzajemnego przenikania się sztuk była książka rękopiśmienna, dając upust wyobraźni skrybów. Bogatą oprawę typograficzną powielały też książki drukowane, ale dopiero z baroku pojawia się emblemat jako gatunek z pogranicza literatury i sztuk plastycznych. Nie tylko z fantazyjnym, ale wręcz malarskim składem tekstu.

Emblemery Krzysztofa Rusieckiego z powodzeniem nawiązują do tradycji sztuki syntetycznej. Wzbogacone głosem Pawła Hruszwickiego poruszyły zmysły nielicznych obserwatorów tego kulturowego happeningu. Pogratulować nie tylko talentu, ale przede wszystkim odwagi, którą nasi widzowie obejrzą w filmowym reportażu.
Szkoda tylko, że nie stworzyli syntetycznej triady, wzbogacając śpiewem i muzyką wystawione obrazy. Jak w operze czy musicalu, które najpełniej urzeczywistniają marzenie o wspólnocie sztuk. Liryki naszych poetów ożywiane obrazem i muzyką są żywym tworzywem do wcielania synkretyzmu. Koniecznie w zmysły i umysły, by choć na chwilę zwykli zjadacze czasu i chleba poczuli dotyk anioła…

Numer: 47/48 (1258/1259) 2021   Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *