Wzieli i napisali...

Panie Redaktorze... ja to wszystko czułem, ale jak mogłem mówić, że jest czarne, kiedy wszyscy widzieli tylko promieniującą biel. I nadal widzą, ale – jak w przypadku krytyki covidowej zarazy – są jednak ludzie odważni. Są tacy, którzy nie boją się mówić, że jesteśmy w stanie unijnej okupacji, a co najmniej brukselskiej supremacji. No i straszą polexitem, czyli odsadzeniem od hojnej euro-krowy. Oj, nie jesteśmy pokornymi cielątkami, więc nie dziwmy się, że bodą nas finansowymi restrykcjami...

Dłużna jałmużna

Wzieli i napisali... / Dłużna jałmużna

Trzeba nam prawdy, a ona jest taka, że fundusze unijne traktowane są jako jałmużna. To wielki, błąd, a nawet herezja, bo entuzjaści unijnych krezusów zapomnieli o kilku faktach.
Pierwszy z nich to idea wspólnoty. Kiedy wchodziliśmy do UE, to było wiadomo, że Polska nie będzie mogła rywalizować na wspólnym rynku z firmami zachodnimi. Nawet nie będzie w stanie im dorównać, bo podczas wojny i okupacji niemieckiej straciła niemal połowę swoich zasobów, a później – przez pół wieku – była okradana przez komunistów. W tym czasie kraje europejskie były finansowane z funduszy płynących z Planu Marshalla, a Polaków częstowano ekonomią polityczną socjalizmu.

Od początku było oczywiste, że polskie firmy nie mają żadnych szans w rywalizację z firmami zachodnimi, które szybko podporządkują sobie naszą gospodarkę. I tak w ramach rekompensaty za tę dominację Polska otrzymała fundusze europejskie. Ile? Do dziś wpłynęło netto ok. 593
mld zł, natomiast firmy starej UE przelały z Polski zyski warte 981 miliardów zł.
To ewidentna strata, ale niekoniecznie cała. Jak to możliwe? Ano tak, że choć mamy korzystny bilans naszego eksportu na wspólny rynek, to jednak nie wlicza się w to modelu produkcji, jakim uraczono Polskę. Raport profesora Krysiaka pokazał, że wykorzystywanie Polski jako montera chińskich produktów dla Niemiec jest najkorzystniejsze dla obcych firm i to one czerpią należne nam zyski. Nawet Bank Światowy wskazał, że Polska jest jednym z najbardziej okradanych państw w UE. Właśnie przez narzucanie wysokich marż straciliśmy w ciągu 15 lat prawie 150 miliardów złotych.

Panie Redaktorze... czas to wszystko policzyć i wyciągnąć wnioski. A bilans jest taki, że na przynależności do UE więcej straciliśmy, niż zyskaliśmy. Do tych 535 miliardów strat trzeba doliczyć jeszcze 250 mld zł naszych dobrowolnych składek do unijnego budżetu. A to oznacza, że każdego roku byliśmy okradani średnio z 50 miliardów polskich złotych.
Tak, wiem – euro są znaczone i idą na konkretne cele, które musimy skwapliwie rozliczać i pokazywać publicznie. Bez Unii na pewno byśmy tę kasę rozkradli lub zmarnotrawili. Nasi politycy i ich zaufani klakierzy doskonale wiedzą, jak to się robi bez rozgłosu i pozostawiania
śladów...
Tak oto dochodzę do wniosku – zresztą z większością naszych bardziej lub mniej uświadomionych rodaków – że unia jest nam potrzebna, a nawet niezbędna. Nie tylko po to, byśmy na niej tracili, ale by nam ciągle przypominała, że i po szkodzie jesteśmy głupi...

Numer: 39/40 (1251/1252) 2021   Autor: Wasz DONosiciel



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *