Mińsk MazowieckiWzięli i opisali…

Panie Redaktorze… Wszak pogoda i zaraza nie sprzyjają spacerom, ja nadal chodzę po naszym mieście i wciąż nadziwić się nie mogę. Latem opisaliście w Co słychać? ruiny po kinie Światowid, a przecież tuż obok znacznie dłużej straszy kamienica Osetowskich. Drewniak przy skrzyżowaniu Kazikowskiego i Warszawskiej na szczęście już rozebrali, a kto zajmie się tym brzydactwem tuż przed wjazdem na plac Kilińskiego...

Ruina jak wina

Wzięli i opisali… / Ruina jak wina

Wspominając znanych mińszczan trzeba koniecznie korzystać ze źródeł. A one mówią, że Julian Osetowski był przed wojną nie tylko znany, ale i bogaty. Może dlatego pełnił w Mińsku wiele funkcji. Był m.in. prezesem związku kupców, właścicielem stacji benzynowej, składu aptecznego czy wytwórni wód gazowanych. We wspomnieniach mieszkańców zachował się jako człowiek wielkiego serca. Należał do mińskiej elity, chociaż edukację zakończył już w trzeciej klasie szkoły powszechnej. Nie przeszkodziło to, by jego żoną została Seweryna Kazikowska – magister filozofii. Z tego związku zrodziły się dwie córki – Magdalena i urodzona w 1919 roku nadzwyczaj zdolna Ewa.
Mariusz Dzienio wspominał, że Ewa Osetowska to taka mińska Skłodowska. Była inicjatorką narodzin polskiej neuropatologii, docentem w Akademii Medycznej i profesorem Polskiej Akademii Nauk.
W latach 70. między Ewą a jej matką i siostrą zrodził się spór, który podzielił rodzinę. Wówczas 50-letnia Ewa chciała przekazać PAN bezpłatnie część rodzinnej kamienicy, na co Seweryna i Magda nie chciały przystać. Napisała do nich pełny żalu list i wkrótce umarła, mając tylko 58 lat.

Tadeusz Chróścielewski miał zgoła inne zdanie o Osetowskich. Wspominał Juliana jako… magistra, który prowadził skład apteczny stający się w latach 20. domem towarowym zaopatrzonym we wszystko, co przemysł miał do zaoferowania. Osetowski był co najmniej milionerem. Dysponował także stacją benzynową. Wysoka, chuda o surowym wyrazie twarzy jego żona była natomiast pracownikiem naukowym Uniwersytetu  Warszawskiego – asystentką profesora Tatarkiewicza. Chróścielewski jest pewien, że oboje małżonkowie byli tak różni, że musieli się – jak pisze – arcynieznosić. Zwłaszcza, że byli wybitnie zarozumiali i przekonani w najwyższe na świecie wagi swoich specjalności i praktyki. Pan Osetowski, gdy mu komunistyczne władze odebrały i kamienicę, i dom handlowy, choć musiał poprzestać na sklepiczynie, nadal robił olbrzymie pieniądze, co uważał za istotę człowieczeństwa.
Z kolei Osetowska nie znosiła Tadeusza za jego ojca, ponieważ on postanowił połączyć gimnazjum męskie z żeńskim. Uczona nie mogła jakoś wyobrazić sobie, że koedukacja i zalegalizowany dom publiczny dla młodzieży to nie to samo. Strasznie więc z ojcem Chróścielewskiego walczyła.
Równie mało empatyczny był jej małżonek. Gdy Tadzio pod koniec swej kariery uczniowskiej kupił na raty rower i raz spóźnił się przez roztargnienie o kilka dni z zapłatą jednej z ostatnich rat, został podany do sądu.
Panie redaktorze… nie wiem, czy żyją potomkowie Osetowskich i kto jest właścicielem kamienicy. Wiem zaś, że trzeba ten gmach oddać żywym, by nie powtórzyła się historia dworku Andriollego.

Numer: 43/44 (1203/1204) 2020   Autor: Wasz DONOSiciel



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *