DRODZY CZYTELNICY

No i przyszło nam doświadczać skutków epidemii. Już odwołali wszystkie imprezy sportowe, więc lada dzień pójdą za nimi kulturalne, a nawet każde grupowe spotkania. Nie mówiąc szkołach, kościołach oraz imprezach z weselami, komuniami i imieninami włącznie. Czyżby władza aż tak bała się wirusa w koronie, czy strach o nas wybałuszył jej oczy i rozmiękczył zwoje mózgowe… O, nie – oni boją się o nas i to z kilku powodów. Niektóre są śmiechu warte, ale przecież my lubimy pośmiać się z tępoty naszych wybrańców…

Skazy zarazy

DRODZY CZYTELNICY / Skazy zarazy

Podobno wielu z niedoczytanych zjadaczy chleba sięga po Dżumę Camusa i Miłość w czasach zarazy Márqueza. Słusznie, albowiem – jako rzecze poeta – zawsze jest czas, byśmy zmienili się w aniołów.
Zanim jednak wzmocni nas literatura, spójrzmy na rzeczywistość, która jest coraz czarniejsza i obezwładniająca. W słonecznej Italii zakazy sięgnęły nawet odprawiania nabożeństw, co bardzo nie spodobało się polskim katolikom. No cóż, modlić się można wszędzie, ale co z komunią. Nasi księża uważają, że zdradliwa może być stuła, nawet święcona woda, ale nie komunikanty. Może rzeczywiście myją dłonie niczym chirurdzy…
Tymczasem wojewodowie wydają cywilne komunikaty. Mazowiecki namiestnik rządu informuje i to uprzejmie, że zakazywane będą planowane lub przeprowadzane imprezy masowe z udziałem publiczności. I namawia, by się jej pozbywać w imię społecznego dobra.
Prosi także o zrozumienie zaistniałej sytuacji i współdziałanie z organami administracji publicznej. Chodzi o potwierdzanie, że dana impreza masowa mimo otrzymania stosownego zezwolenia nie zostanie przeprowadzona lub zostanie przeprowadzona bez udziału publiczności. Jeśli organizator tego nie zrobi, może zostać przerwana, a winni ukarani.
To przestaje być śmieszne, gdy przez bliżej nieokreślony czas cały region, kraj, kontynent, a nawet kula ziemska zamrze w kokonie strachu przed wirusem w koronie śmierci. To trudne do wyobrażenia, ale przecież możliwe. Już widać, jak niewiele trzeba by nas sparaliżować, a z cywilizacji zrobić zakażona wydmuszkę.

Może więc warto poszukać pocieszenia i sił w literaturze. To na pewno wyrafinowana opowieść o uczuciach w czasie zarazy. To rzecz o miłości, która okazuje się silniejsza od samotności, fatum, a nawet od śmierci. Nie każdy od razu wie, że kocha, więc trzeba czasu na przejście przez kolejne kręgi wtajemniczenia. Od młodzieńczego zadurzenia, małżeństwa z rozsądku do szalonej miłości w wieku dojrzałym.

Zupełnie odmiennym antidotum na radzenie sobie z ekspansją wirusa jest epidemia dżumy w algierskim mieście Oran. Na dziewięć miesięcy miasto staje się areną walki o przetrwanie. Wobec dżumy, która staje się symbolem śmierci, zła, ludzie zajmują różne postawy. Od zwykłej ludzkiej solidarności po apokaliptyczne przesłanie kary za grzechy. Okazuje się jednak, że najważniejsza jest nadzieja, że jednak nie wszystkich zaraza pokona, że warto, a nawet trzeba z nią walczyć.
Trzeba, bo mikrob jest czymś naturalnym i każdy nosi w sobie dżumę… Trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka i żeby go nie zakazić.
Po zwycięstwie nad epidemią ludzie się zmienili. Są wprawdzie skażeni złem, bo otarli się o śmierć, ale też umocnieni do walki ze złem, które może się pojawić wszędzie i w każdej chwili.
Przed epidemią uważali się za wolnych, a nikt nie będzie wolny, jak długo będą istniały zarazy. Panaceum na nie jest czujna czułość. No i rzecz jasna potężniejsza od śmierci miłość…

Numer: 11 (1171) 2020   Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *