Wzięli i napisali...

Panie redaktorze… bardzo się ostatnio ucieszyłem. Nie z powodu zdrowia, a faktu, że w stanie słabości nie będę czekał na pomoc lekarza. Wreszcie skończy się laba tym, którzy bez miary blokują kolejki. Zapisują się na wizyty, gdzie tylko się da, a potem nie przychodzą. Teraz za to zapłacą karę. A chorzy z urojenia powinni jeszcze płacić za nieuzasadnione wizyty…

Kary do pary

Wzięli i napisali... / Kary do pary

Rozumiem, że każdemu z nas zdarzyło się zapomnieć o jakimś umówionym spotkaniu i po prostu na nim się nie zjawić. Wiem, że w przypadku wizyt u lekarza zapomnienie o wizycie wcale nie jest dziwne. Wszystko przez to, że czas oczekiwania na swoją kolej jest bardzo długi. Na tyle długi, że po prostu wyleci nam z głowy, albo załatwimy sprawę prywatnie. No bo kto czekałby kilka miesięcy, gdy sytuacja jest podbramkowa.
Okazuje się, że ten powszechny problem przestanie dręczyć sumiennych chorych. Ba, pacjenci, którzy nie przychodzą na umówioną wizytę, utrudniają pracę służby zdrowia. Już w Polsce znajdują się placówki, które teraz pobierają opłaty za brak stawienia się na wizytę, a dokładniej za brak jej odwołania.
Tylko, czy takie działanie jest zgodne z prawem? Na razie zdaniem NFZ, jedyną rozsądną konsekwencją takiego działania pacjenta jest przesunięcie go na koniec kolejki.

Inaczej jest w leczeniu prywatnym. Tu pobieranie opłat za niestawienie się na wizytę może być opisanie w regulaminie udostępnionemu pacjentowi. Opłata jednak nie powinna być nałożona, jeżeli nieobecność wynikła z okoliczności, na które pacjent nie miał wpływu.
Co nas więc czeka? Dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie osobnej infolinii oraz kanału w sieci do informowaniu o chęci odwołania wizyty. Co więcej, osoby z rejestracji mogłyby przypominać o wizytach i wykreślać niezainteresowane osoby.
Póki co, problem nie został jeszcze ostatecznie rozwiązany. Długie kolejki do lekarza na NFZ często zmuszają do wybrania leczenia droga prywatną. Mimo to, często się zapisujemy na NFZ z myślą o kontroli. Gdy się wyleczymy, kompletnie zapominamy o umówionej wizycie, na którą zapisywaliśmy się ponad pół roku temu.

Panie redaktorze, oni w społecznej służbie zdrowia niczego nie zmienią. Tak boją się gniewu wyborców, że są sparaliżowani. A trzeba byłoby nie tylko załatwić umawianie wizyt, ale w ogóle zapłatę za nieuzasadnione lub ponadplanową ich liczbę. A może trzeba wprowadzić system czeski. Czesi nie wiedzą, co to jest prywatna służba zdrowia, bo publiczna działa na tyle dobrze, że w głowach im się nie mieści, by leczyć się prywatnie. Nic dziwnego. Na wizytę do specjalisty z dzieckiem w przychodni czeka się zaledwie 2-3 tygodnie.
Jak to działa? Gdy wyleczę się sam, doniosę o tym za tydzień…

Numer: 8 (1168) 2020   Autor: Wasz DONOSiciel



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *