DRODZY CZYTELNICY

Są podobno kraje, w których na leczenie płaci się tylko wtedy, gdy jesteśmy zdrowi. W razie choroby wszystkie należności ustają, by w spokoju dojść do zdrowia. U nas trzeba płacić zawsze. Nawet w czasie leczenia i emerytury. Ba, trzeba płacić podwójnie, gdy nie chcemy lub nie możemy czekać w długiej kolejce. Są więc tacy, którzy chętnie zakażą łączenia pracy w prywatnej i publicznej ochronie zdrowia. Mówią o tym od dawna, ale na razie nie robią nic, by ten chory stan zmienić…

Powie na zdrowie

DRODZY CZYTELNICY / Powie na zdrowie

Czy rzeczywiście zakaz łączenia praktyk mógłby być impulsem do rzeczywistej naprawy publicznego lecznictwa?
Syndrom Grodzkiego przenika środowiska lekarskie pytaniem brał czy nie brał łapówki za przyjęcie do szpitala, w którym był ordynatorem. Trzeba jednak zapytać, dlaczego kierownik kliniki pracował w gabinecie prywatnym? Czy robił to z powodu pasji do zawodu, realizował naukowe ambicje, czy chciał się wzbogacić na ludzkiej krzywdzie…
Odpowiedź wszyscy znają, ale nie wszyscy potrafią prawdzie spojrzeć w oczy. A jest ona taka, że łączenie pracy w publicznych szpitalach z pracą w prywatnej ochronie zdrowia jest nagminne i naganne. Do tego rodzi określone zagrożenia dla pacjentów i stanowi przeszkodę w skutecznej naprawie  publicznej służby zdrowia. Co więcej – istnieje niepisana zgoda większości zainteresowanych, aby obecny stan zachować. Tymi zainteresowanymi są nie tylko lekarze dorabiający w prywatnych placówkach. To także dyrektorzy szpitali i rządzący, którzy dzięki temu dorabianiu mogą zaoszczędzić poważne kwoty na wynagrodzeniach lekarskich w publicznym lecznictwie. A pacjenci wizytę w gabinecie prywatnym profesora, ordynatora czy specjalisty pracującego w szpitalu traktują jako przepustkę do szybszej i skutecznej hospitalizacji.
A jeśli nawet nie skraca czekania, to wielu chorych jest przekonanych, że inaczej nie można.

Czy taka patologia rzeczywiście wszystkim odpowiada? Nie, ale pacjent nauczył się leczyć prywatnie, lekarz ma możliwość dorobienia do państwowej pensji, a rząd cieszy się, że problem kolejek jest mniej widoczny. Nawet wyraźna pokusa korupcyjna, która musi wystąpić w takich warunkach, zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Tkwimy więc w coraz większym teatrze pozorów pogłębiając patologię, która wszystkie strony prowadzi donikąd. Teoretycznie wszyscy o tym wiedzą, ale mamy totalny brak zainteresowania i presji, aby złą sytuację w publicznej ochronie zdrowia naprawić…
Dlatego zakaz łączenia pracy w prywatnej i publicznej służbie zdrowia jest niezbędny. Lekarz skupiony w jednym miejscu to gwarancja normalności dla chorych. Za ile? Za tyle, by się lekarzom opłaciło i nie było kastowych świętych krów. Światełkiem w tunelu są szpitale, które bez regulacji zewnętrznych nie pozwalają lekarzom na dorabianie. Fakt, mają za to dodatki motywacyjne, ale przede wszystkim odpowiedzialne sumienie.

I na koniec pytanie – kto widział koronawirusa? Jeszcze na szczęście nie, ale na pewno poczuje jego moc… Nikomu nie życzymy choroby, ale czyż nie ludzie zgotowali sobie taki los… A może strach ma wielkie oczy producentów szczepionek? Kto wie, czym to już niedługo zapachnie…

Numer: 5 (1165) 2020   Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *