Wycieczki z TPMM

Okolice Mińska, pomimo iż, podobnie jak cała Polska, gęsto usiane pozostałościami po dawnym ziemiaństwie, nie należą do dworskich gigantów – poza samym Mińskiem, Rudą i Kuflewem brak ogromnych latyfundiów, gleby słabej jakości nie pozwalały na intensywne gospodarowanie, a i uwłaszczenie z 1864 roku oraz parcelacje z okresu 20-lecia międzywojennego dołożyły swoje. Świetność naszych ziemiańskich zabytków ratują prywatni inwestorzy – niestety, kosztem pamięci historycznej

Ziemiański zmierzch

Wycieczki z TPMM / Ziemiański zmierzch

Najbardziej namacalnie można doświadczyć tego w Pogorzeli. Brama zamknięta na głucho, za nią aleja, w głębi za kurtyną liści jaśnieje plama budynku. O tym jak wyglądają niegdysiejsze dobra rodu Rudzieńskich (niektórzy utrzymują, że powinno się pisać Rudzińskich), można zyskać niejakie pojęcie, oglądając „Noce i dnie”, których fragmenty tu kręcono. Po wojnie władza ludowa odbudowała dwór ze zniszczeń, żeby urządzić tam dom opieki społecznej, kiedy jednak nieruchomość przeszła w prywatne ręce, co z pewnością uratowało go przed ostateczną ruiną, społeczeństwo straciło doń wszelkie prawo.
Nie można tam wejść, właściciel sobie nie życzy. Kim jest, nie wiadomo – kupił, więc nie musi się legitymować. Tylko ludzie plotkują, że tajemniczym dziedzicem z kapitalistycznego nadania może być syn Zanussiego. Ale na pewno nie wie nikt.
Podobnie nieprzystępny jest dawny dworek myśliwski księcia Józefa Poniatowskiego w Grzebowilku, darowany mu w donacji za zasługi dla Ojczyzny (m.in. obrona konstytucji 3 maja). Nie ma już ani śladu po wspaniałych dębowych lasach wykarczowanych przez kolejnego właściciela Karczewskiego, który w ich miejsce stworzył folwark. Teraz główną atrakcją turystyczną jest cegielnia założona wraz z grupą Kanadyjczyków przez Tadeusza Rychwalskiego na początku ubiegłego wieku. Zza jej bryły dworu praktycznie nie widać. Na pocieszenie można sobie zwiedzić jamę po piecu do wypalania cegieł.
Szkoda tym bardziej, że w odróżnieniu od cegielni, która wskutek dużej zawartości margla w pobliskich złożach gliny produkowała słaby towar, sam dwór był jednym z nielicznych, jakie po wojnie i wywłaszczeniu przez PRL dawnych mieszkańców, zamiast podupaść, rozkwitały.
Wkrótce los tych majątków może także podzielić pałac w Otwocku Wielkim, dawna siedziba rodu Bielińskich powiązanych z dworem Sasów. Od 2004 roku działa tu oddział Muzeum Narodowego poświęcony wnętrzom – wśród eksponatów jest m.in. wyposażenie gabinetu marszałka Piłsudskiego oraz łóżko, na którym zmarł. Jednak o zwrot intensywnie starają się potomkowie Jezierskich – tych samych, którzy przed Dernałowiczami dzierżyli obecny miński MDK. Ponoć nie są bez szans – podstawę do roszczeń ma jakoby stanowić dług zaciągnięty pod zastaw u przodków obecnego prezesa Najwyższej Izby Kontroli.
Nic natomiast nie wskazuje, by w przewidywalnej przyszłości gospodarza miał zmienić urokliwy klasycystyczny pałac w Dłużewie, od XVI wieku aż do wywłaszczenia rodowe gniazdo Dłużewskich – nazwisko, co stanowi nie lada rzadkość, przejęte od nazwy miejscowości, a nie na odwrót. Po wojnie mieściła się tutaj szkoła, zaś od 1975 roku jeden z gmachów ASP.
Do pewnego stopnia zagadkę przedstawia przyszłość remontowanego w tej chwili zbudowanego pod koniec XIX wieku przez ród Wierzbickich neogotyckiego dworku w Żakowie, w którym od powojnia do 1999 roku też swoją siedzibę miała szkoła. Przeszłością z kolei, i tylko przeszłością jest dziś należący przed wojną do Mariana hrabiego Starzyńskiego (miłośnika i znawcy ryb, założyciela Polskiego Towarzystwa Ichtiologicznego) majątek w Rudzie – za jego czasów okazałe latyfundium, teraz widmo, którego położenia nie da się ściśle określić. Słabe to podziękowanie od historii choćby za 4 hektary gruntów pod stację Kolejową Wrzosów.
A jeżeli chcemy zaczerpnąć ducha niezaburzonej ziemiańskiej ciągłości, najlepiej wybrać się do drewnianego, obrośniętego winobluszczem dworku Szlenkierów w Radachówce. Pozostaje on w ich posiadaniu nieprzerwanie od ponad stu lat, a jego obecni mieszkańcy Maria i Ksawery Szlenkierowie – oboje już pod dziewięćdziesiątkę – nie poddali się mimo trudnych warunków bytowych i z dumą opowiadają jak tuż po okupacji żyli z naprawy budzików. Radachówkę powinni zresztą odwiedzić również miłośnicy kina – to tu Andrzej Wajda kręcił w 1979 roku „Panny z Wilka”.
I właśnie w tym spokojnym, powoli zmierzającym do kresu zakątku najłatwiej zobaczyć jak świat ziemiaństwa nieodwracalnie odpływa do annałów historii. Nowi właściciele, chociaż ładują w swe nabytki niemałe pieniądze, zapiszą już nową kartę. Tylko czy po nich też będzie żal, gdy przeminą?

Numer: 2010 26   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *