Mińsk biblioteczny

Tegoroczne święto bibliotekarzy spłynęło deszczem. Zmokły doroczne kwiaty składane pod tablicą upamiętniającą Kornelię Skrodzką. Chociaż z drugiej strony, gdy pada dobrze jest siedzieć w czytelni wśród półek z książkami, w tej nie dającej się z niczym porównać woni papieru i snuć trochę optymistyczne, a trochę katastroficzne wizje przyszłości. Nadzieją tchnie perspektywa przeprowadzki do nowego gmachu, grozę zaś, szczególnie u tych mniejszych, budzi czający się za winklem cień hybrydy

Ostrożne nadzieje

Mińsk biblioteczny / Ostrożne nadzieje

Sala multimedialna, skomputeryzowane katalogi, spotkania z pisarzami i może nie oszałamiający bezmiar przestrzeni, ale za to ta, która ma być, będzie zupełnie własna, nie dzielona z Domem Kultury – oto, co czeka nas w nowej bibliotece przy pl. Kilińskiego podobno jeszcze w tym roku. Nie żeby MDK tańczył taniec radości – dyrektor Markowska wyznała nawet, że biblioteczne sąsiedztwo jest bardzo miłe, a i pożyczanie sobie krzeseł, tudzież personelu sprzyjało zadzierzgnięciu więzów przyjaźni – jednak, jak to często mawiają starający się o korzystny kredyt nowożeńcy, wszędzie dobrze, ale na swoim zawsze najlepiej.
Ale o ile w powietrzu mińskiej książnicy zaczyna powoli drgać przeprowadzkowy rajzefiber, w małych gminnych ośrodkach daje się wyczuć inny rodzaj zdenerwowania, któremu ich przedstawicielki dawały wyraz bez ogródek. Chodzi mianowicie o plany ustawy, która dopuści łączenie bibliotek z innymi komórkami użyteczności, co ma nie tylko oddalać widmo ich deprecjacji, ale też posunąć je w kierunku nowoczesności, której – jak entuzjastycznie przekonywał Leszek Celej – nie należy się bać. Hybrydyzacja to światowy trend.
Przecież już dziś nikt nie ma wątpliwości, że nowoczesna biblioteka to o wiele więcej niż wypożyczalnia i czytelnia. To centrum kulturotwórcze, rozsadnik Internetu, miejsce integracji itd. Tyle że – kontrują gminne bibliotekarki, które ów aspekt pojmują chyba jak mało kto – jeśli dopuścimy do tak kuriozalnych fuzji jak, np. biblioteka z pocztą, będzie to pierwszy krok do kompletnego zatracenia charakteru placówki, rozmycia jej społecznej funkcjonalności. Czy możemy sobie na coś takiego pozwolić? Na pewno nie na wsi.
Stawką jest też prestiż zawodu. Sporo miejsca poświęciła mu w swoim wykładzie Joanna Pasztaleniec-Jarzyńska, szefowa okręgu mazowieckiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich i pełnomocnik dyrektora Biblioteki Narodowej do spraw bibliotek publicznych. Przekonywała, że siła tkwi w kreatywnym potencjale młodych, których coraz więcej przystępuje do stowarzyszenia – jednej z najstarszych tego typu organizacji zarówno w Polsce, jak w Europie. Zwróciła ponadto uwagę, że tak w dziedzinie bibliotekarstwa, jak zresztą kultury w ogóle, to właśnie trzeci sektor, którego ok. 12 procent stanowią różne organizacje mające różnorodnie pojętą kulturę w polu działania, najskuteczniej w obecnej chwili wspiera samorządy w jej promowaniu i szerzeniu. Żeby tylko jeszcze chciały to należycie docenić – aż ciśnie się na usta.
Na pewno zaś docenione zostały weteranki i gigantki jak mało który sfeminizowanego fachu. Aż podwójne honory odebrała Elżbieta Sieradzińska – bo i uznaniowy medal SBP i jubileusz 25-lecia pracy. Bibliotekarską medalistką została również Anna Niedek, dyrektor GBP w Latowiczu. Zaś uznaniem za 35 lat spędzonych wśród furkoczących stronic obdarzona została nieobecna na uroczystości Danuta Grzegorczyk, którą dziś może się śmiało chełpić Cegłów.
I tylko papieru trochę żal. Bo mimo iż bywalcy i pracownicy bibliotek doceniają technologiczną rewolucję na czytelniczym polu, to jednak mają nadzieję, że nie zniknie książka tradycyjna. Burmistrzowi Grzesiakowi, który ostatnio na nowo odkrywa swoje wewnętrzne dziecko, najbardziej zabrakłoby kolorowanek.

Numer: 2010 21   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *