Media i społeczeństwo

Z mediami dobrze nie jest i na uzdrowienie nic raczej nie wskazuje. Jeśli już ich szefowie myślą o odbiorcy, to wyłącznie w kategoriach towaru, który można kupić lub odsprzedać. W oceanie pesymizmu, którym spłynęła zwołana przez Nowe Spojrzenie konferencja, jedynymi wysepkami dającymi otuchę okazały się media lokalne. Nie powinny jednak spoczywać na laurach – ciążąca na nich odpowiedzialność tym jest większa, im bliżej im do ludzi. A najbliżej nich są mińskie tygodniki

Prasowe wyspy nadziei

Media i społeczeństwo / Prasowe  wyspy nadziei

Upiory dręczące medialny pałac są znane od dawna, toteż wskazując na tabloidyzację czy pogoń za szybkim zyskiem dyskutanci Ameryki nie odkryli. Tym natomiast, co przedstawili w nowym świetle – a celował w tym Krzysztof Bosak, który wyliczył aż siedem aniołów zagłady – było miejsce, jakie w hierarchii zajmuje odbiorca. Według niego znajduje się on na ostatnim szczeblu drabiny, choć media – również publiczne – usiłują sprawiać wrażenie, że jest dokładnie na odwrót.
Ponad odbiorcą gnieździ się cała horda beneficjentów, którzy czerpią krociowe korzyści – najczęściej finansowe, ale nierzadko również wizerunkowe. Kto jak kto, ale Bosak coś o tym wie – o celebrycki blichtr sam się otarł, choć, jak zapewnił, nigdy jednym z celebrytów się nie czuł. Oni są jednak stosunkowo najmniej groźni – dużo bardziej winniśmy obawiać się reklamodawców wpływających swym kapitałem na ramówki albo inżynierów gustów krojących profil stacji telewizyjnych czy gazet pod kątem specyficznie dobranego targetu.
Jak wobec tego mówić o niezależności czy misyjności? Otóż nie można – obie od dawna są fikcją. Ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny „Idziemy”, nie miał wątpliwości, że ten kto chciałby dzisiaj poważnie traktować te wytyczne, powinien szykować się na tarapaty. Internet, który coraz częściej wskazuje się jako alternatywę dla tradycyjnych środków przekazu, też wiosny nie uczyni.
Owszem, z blogerami liczą się już nawet zawodowi dziennikarze i publicyści, ale głównym felerem wirtualnego areopagu jest jego nieograniczona pojemność. W sieci każdy może generować dowolną treść, zaś anonimowość – podkreślał to zwłaszcza Zbigniew Piątkowski – rodzi pokusę nieskrępowanego wylewania pomyj, co na pewno nie przybliża do ideału dziennikarskiego obiektywizmu, który przecież zawsze powinien jaśnieć na medialnym widnokręgu. Dlatego Piątkowski apelował, by brać za swoje słowa odpowiedzialność i to personalną.
A ta w kontekście mediów lokalnych nabiera szczególnego znaczenia. Ich twórcy żyją wśród opisywanych przez siebie ludzi na co dzień. Tyczy to zarówno dziennikarskiej rzetelności, na którą wśród swoich należy szczególnie uważać, jak wyraziściej niż w mediach centralnych pojętej funkcji misyjnej. Wskazywali na nią i Michał Góras, i Zbigniew Piątkowski i Monika Rozalska, o ile jednak naczelna „Nowego Dzwonu” skupiła się na patrzeniu na ręce władzy, o tyle twórca Tygodnika Co słychać? większy nacisk położył na aspekt kulturotwórczy ujęty również w horyzoncie ponadlokalnym.
Nie odpalajmy jeszcze fajerwerków – lokalność nie przekłada się automatycznie na niezależność. Istnieje wiele małych redakcji, których byt całkowicie polega na ogłoszeniach samorządowych czy reklamach firm. Mińsk ma jednak pod tym względem sporo szczęścia – funkcjonuje u nas 7 tytułów, co sprzyja kreatywnej konkurencji, a dwa najmocniejsze mają na tyle ugruntowaną pozycję, że nie muszą czapkować. Co zaś tyczy się obiektywizmu, to ciekawą nań receptę przedstawiła Rozalska – zatrudnić dziennikarzy o jak najszerszym wachlarzu poglądów i po prostu pozwolić im pisać co myślą.
–  Oczywiście pod warunkiem, że będą umieli pisać. Nawet prawda byle jak napisana staje się g... prawdą, jak to byle jakie pewniki naukowo nazwał ks. Tischner  – kontrował Piątkowski
Mimo tych powiewów optymizmu (szczególnie w aspekcie mediów lokalnych) nie udało się odgonić zielonych cyferek Matrixa. Szkopuł tkwi jednak w tym, że w jego iluzje nie wtrąciły nas jakieś wszechpotężne maszyny.
 – To my sami dajemy się wodzić za nosy. Słowa telewizyjnego prezentera cieszącego się mirem gwiazdy, czy gazetowego publicysty coraz częściej zastępują nam głos Boga – ostrzegał ks. Zieliński. Niewierzący mogą Boga zastąpić rozsądkiem, ale wyjdzie na jedno.

Czy jest jakiś sposób na przełamanie tych medialnych omamów? Spuścić telewizor przez okno, wyrwać wtyczkę internetu, zbojkotować stojaki z prasą? A może, jak Bosak, słuchać na przemian Radia Maryja i Tok FM? I czytać... czytać przede wszystkim lokalne tygodniki, nagrodzone tytułem mazowieckich liderów mediów. Już niedługo – co zdradził właściciel Co słychać? - dołączy do nich też lokalna telewizja.

Numer: 2009 48   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *