Styl życia

Widok osoby żwawo idącej przez centrum Mińska z dwoma kijkami przypominającymi narciarskie wciąż budzi zaciekawione i pytające spojrzenia. Na przedmieściach spacerujących w ten sposób piechurów, na razie głównie w średnim wieku, spotyka się już znacznie częściej. Moda na nordic walking, czyli w wolnym przekładzie chód z północy powoli dociera jednak również na nasze podwórko

Krokiem nordyckim

Styl życia / Krokiem nordyckim

Wszystko zaczęło się w latach 20 ubiegłego stulecia w Finlandii. Tam właśnie powstały pierwsze zręby tej coraz obecnie popularniejszej dyscypliny wykorzystywanej wówczas jako całoroczny trening dla narciarzy biegowych. Ale prawdziwymi pomysłodawczyniami nordic walkingu były kobiety z podbiegunowej prowincji, które w warunkach ciężkiej skandynawskiej zimy musiały jakoś rozwiązać kwestię zwykłego dotarcia do sklepu przez zaśnieżone wiejskie drogi. Aby to sobie ułatwić, zaczęły strugać z drewna specjalne kije. Dalej poszło już jak z górki.
W ciągu następnych dekad na całym świecie napisano o nordic walkingu setki rozpraw naukowych, przeprowadzono mnóstwo badań, zaś lekarze wiele razy podkreślali jego dobroczynny wpływ na ludzkie ciało. Często mówi się o nim, że jest najbezpieczniejszym sportem, jaki istnieje. Uprawiać go można bez względu na wiek, sprawność fizyczną i tuszę – osobom otyłym jest zresztą szczególnie zalecany – a opanowanie techniki poprawnego operowania kijkami i właściwej, lekko ugiętej postawy kończyn wcale nie jest trudne.
W odróżnieniu od zwykłego marszu, nordic walking wymusza na idącym stosowanie do kijków siły z obu stron. Dlatego w większym stopniu, choć przy tym znacznie mniej intensywnie, stymulowane są mięśnie klatki piersiowej, ramion, czy brzucha, co w efekcie prowadzi do ich większego wzmocnienia niż przy tradycyjnym spacerze, a nawet biegu, przy relatywnie mniejszym nakładzie sił. Dzięki temu szybko spalamy kalorię, rozwija się siła i wytrzymałość oraz stabilność chodu, co okazuje się szczególnie pomocne w pagórkowatym bądź górskim terenie.

Kijki zamiast laski? Czemu nie! Wbrew pozorom chodzenie o lasce – twierdzi rehabilitant z Bytomia Alojzy Brol – może wyrządzić więcej szkody niż korzyści. Problem w tym – wyjaśnia – że kiedy wspieramy się na lasce, zawsze większy nacisk położony jest tylko na jedną stronę, co powoduje dysproporcję. Przy kijkach ta niedogodność nie ma znaczenia.
Jak w każdej dyscyplinie, także i tu dobrze zaczynać pod okiem wykwalifikowanego trenera – w Warszawie jest ich kilkunastu, wystarczy pogrzebać w internecie – choć północny chód można opanować również samemu. Najważniejsza jest naprzemienna i zsynchronizowana praca nóg i rąk – zaczynamy od wykroku prawą nogą, jednocześnie wbijając w podłoże lewy kijek, i na odwrót. Klucz stanowi wyrobienie właściwego rytmu tak, by się nie plątało.
- Kijki porządkują ruch – powiedział swego czasu Robert Korzeniowski, wielki propagator nordic walkingu – zwykle mamy bowiem tendencję do garbienia się i przechylania w jedną lub drugą stronę. Bardzo często też niedbale stawiamy stopy. Kijki zmuszają do utrzymania wyprostowanej sylwetki, nadają też odpowiedni kierunek ruchu ramion.
Ceny sprzętu wahają się od 60 do nawet 400 zł. Tańsze kijki są zwykle ciężkie i mało poręczne jeśli chcemy przyspieszyć krok, ale już za ok. 200 zł można kupić lekkie, teleskopowe z aluminium, doskonale nadające się zarówno do spokojnego spaceru jak i szybkiego marszobiegu. W Mińsku również można je już dostać – jeśli nie w samym sklepie, to na zamówienie. Przydałaby się jeszcze zorganizowana grupa spacerowa, której uczestnicy mogliby się od siebie uczyć i doskonalić technikę chodzenia. Chętni w każdym razie już są.
Gotowi do wyruszenia na szlak? Odwagi – złoty medalista z Aten przypomina, że nordic walking został wymyślony nie tylko po to, żeby było śmieszniej, ale przede wszystkim, żeby było lepiej i zdrowiej. Dla wszystkich bez wyjątku.

Numer: 2009 42   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *