W galerii MDK

Jesienny sezon w pałacowej galerii otworzyła ekspozycja Leszka Golińskiego. Mimo potężnej konkurencji, jaką parę ulic dalej robił w Światowidzie Czesław Śpiewa, zjawiła się rekordowa liczba oglądających, co przełożyło się na ilość wypisanych przez artystę autografów. A urodzony 47 lat temu w Kętrzynie grafik z pewnością na uznanie zasługuje

Fantazja w graficie

W galerii MDK / Fantazja w graficie

Studiował na wydziale grafiki warszawskiej ASP. Obok niej zajmuje się rysunkiem i ilustracją książkową. Prace, które wystawia obecnie w Mińsku pochodzą z dwóch cykli – Upadłe Anioły oraz Przygody Dyla Sowizdrzała. Razem złożyły się na pakiet, który autor zatytułował Światłocień. Taki też, cieniście przenikający charakter, mają jego prace.
Na czwartkowy wernisaż dobrze było przyjść wyposażonym w lupę. Rysunki bowiem nie dość, że dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach mają strukturę iście fraktalną, co sprawia, że patrząc na nie przez szkło powiększające, odkrywa się kolejne poziomy. Ręka rysownika niczego nie pozostawiła przypadkowi, nie puściła żadnej fałszywej kreski i przyznawali to nawet inni obecni na otwarciu malarze – zazwyczaj oszczędni w komplementowaniu. Aż trudno uwierzyć, że udało mu się to osiągnąć tylko dzięki ołówkowi.
Żadnych czerni, ostrych konturów, a jedynie łagodne przenikanie się płaszczyzn i odcieni. Musiał nad tym spędzić wiele godzin.
Ale co autor właściwie miał na myśli? Cykl o aniołach ma, rzecz jasna, unaocznić nam upadek cywilizowanego człowieka. Irobi to w sposób piekielnie oszczędny, wręcz lodowaty. Druga, baśniowa część jest o wiele bardziej nasycona treścią, co wynika z jej pierwotnego przeznaczenia jako ilustracji do legendarnej XIX-wiecznej powieści Karola de Costera o urodzonym kpiarzu i trefnisiu, która – jak zdradził Goliński – dla Belgów ma mniej więcej podobne znaczenie, jak dla nas epopeja o ostatnim zajeździe na Litwie.
Ciekawa jest zresztą sama geneza narodzin tych ilustracji. Powstały na zamówienie pewnego wydawnictwa, które chciało książkę opublikować, ale nie zdążyło, bo w międzyczasie upadło. Tak więc rozpoczęły byt galeryjny, który chyba wyszedł im na dobre, bo dopiero w oryginalnym rozmiarze i podświetlone punktowymi żarówkami ujawniają pełnię potencjału.
Dla niektórych problematyczna może być stłumiona i zgaszona monochromatyczność ołówkowych popisów Golińskiego – świat jednak przyzwyczaił nas do bogatej i jaskrawej palety barw. Ale zapewne rzecz z nimi ma się trochę tak jak ze starymi filmami czy czarno-białymi zdjęciami – są przecież tacy koneserzy, co daliby się za nie pokroić, a na barwne nie zechcą nawet splunąć. Do czego oczywiście bynajmniej nie zachęcamy. Wyzucie z barw obdarza te oniryczne postacie intensywnym życiem wewnętrznym nie każdemu dającym się uchwycić i pojąć. Ale bez wątpienia oko zmęczone nadmiarem migotliwości może przy tych rysunkach nieco wrzucić na luz. Wystawa będzie czynna do 13 października.

Numer: 2009 40   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *