Mińsk festiwalowy

Po zeszłorocznym wystawnym debiucie festiwal Jana Himilsbacha wpłynął w uregulowane łożysko, czemu sprzyjało przeniesienie go z okolic kina do parku. Ale za to dzięki trzydniowemu przeglądowi Iwanowych filmów, a nie jak przed rokiem jednorazowemu zmasowanemu maratonowi, feromony rozsiewał dużo subtelniej i dłużej, łatwiej więc i głębiej można było wsunąć się w jego klimat

Wmińskowzięci

Podczas wieczornych amfiteatralnych pokazów oprócz zrealizowanego na podstawie opowiadania Himilsbacha Monidła, jedynego, w którym on sam nie występował, zobaczyliśmy Wniebowziętych, Jak to się robi oraz najbardziej wyczekiwany i oblegany – głównie zresztą przez młodą publiczność – Rejs. Perypetie bohaterów z jednej strony krotochwilnych i burleskowych, ale z drugiej jakoś jednak skrycie tragicznych, ciągle potrafią rozśmieszyć.
Projekcja kultowego Rejsu była dla co poniektórych urodzonych w epoce MTV o tyle oświecająca, iż pojęli jak dużo z niego żyje w dzisiejszej scenie kabaretowej. Również nasi Skazani na Bluesa, którzy w sobotę swoim kanonicznym repertuarem umilali przedłużające się oczekiwanie na otwarcie festiwalu, zdają się czerpać z jego purnonsensowej skarbnicy pełnymi garściami. Nawet jeśli nie widzieli filmu Piwowskiego, to poprzez czytelne nawiązania do Bałtroczyka czy Andrusa cal i z niego są i w tym właśnie sensie dobrze wpasowali się w myśl przewodnią imprezy.
Z pozostałych muzycznych gości występujących na dużej scenie na pałacowym dziedzińcu jedynie Orkiestra Dni Naszych twórczo odniosła się do bohatera dnia prezentując piosenkę inspirowaną słynnym powiedzonkiem Himilsbacha o bajkowym nastroju. Inni – zarówno Miejska Orkiestra Dęta, Big Band, czy Orkiestra Kameralna jak i siedlecka formacja taneczna Luz aż po gwiazdy, Kavaa i Blue Cafe – poprzestali na konferansjerskich przypomnieniach, w jakim celu się tu zjawili.

Na szczęście Miłka Skalska z TVP Warszawa i Piotr Sitkiewicz oraz ich rozmówcy nie pozwalali zapomnieć do kogo należy ta królewsko trefnisiowa twarz pojawiająca się na telebimie. Żona Himilsbacha – słynna Basica – zdradziła, że lubił przyjeżdżać do Dębego na grzyby, a Ryszard Manturzewski, autor dokumentu poświęconego królowi naturszczyków snuł rozważania, jakoby jego charakter miał  bezpośredni związek z romantyczno skandaliczną aurą samego Mińska.
Feridun Erol, kolega Iwana z rejsowego planu, dowodził, iż to właśnie od tego stanowiącego ekranowy debiut Himilsbacha filmu bierze w rodzimej kinematografii początek procedura castingu. Gdyby zaś dziś ogłoszono casting na Himilsbacha i on by w nim wystartował, prawdopodobnie zająłby jakieś trzecie miejsce. Ale tak czy inaczej był po prostu skazany na wyjątkowość.
Pojawił się oczywiście laureat zeszłorocznego Monidła, Henryk Gołębiewski, dla którego wyróżnienie tytułem najlepszego aktora niezawodowego okazało się podwójnie radosne, bo w tym samym czasie urodziła mu się córeczka Róża. Wraz z naszą miss, Ewą Chojnowską, burmistrzem Grzesiakiem i dyrektorem TVP Warszawa Mirosławem Cie lęckim wręczył Monidło 2009 Zbigniewowi Buczkowskiemu, w którego imieniu podziękował syn Michał. W przeprowadzonym wśród telewidzów plebiscycie Buczkowski wykosił takie indywidualności jak Agnieszka Włodarczyk, Michał Milowicz, Paweł Kukiz, czy jego serialowi przyjaciele ze Śląska  - Joanna Bartel i Krzysztof Hanke.

A Himilsbach literat? O tym jego wcieleniu mówił wieloletni wydawca, Grzegorz Ciepły, który zapewnił, że autor Przepychanki był pisarzem wyjątkowo umiejętnie łączącym to, co w sztuce niskie i wysokie. To właśnie on bez zadęcia i pretensjonalności portretował często mroczny świat proletariatu. Jego opowiadania były wybitnie antysystemowe. Ale cenzura je puszczała, bo to przecież tylko Himilsbach – pijaczyna i blagier. Ponoć zawsze pisał na trzeźwo (pewnie stąd tak skromny dorobek), zaś sam akt twórczy uważał za niemal święty – stąd brak w jego tekstach wulgaryzmów.
Szykuje się też kolejna publikacja – zakrojona na szeroką skalę, poważna panoramiczna biografia Iwana. Jest to wprawdzie zagłuszona przez muzykę, ale najważniejsza bodaj rzecz, jaka padła tamtej soboty ze sceny. Bo może dzięki tej książce uda się wreszcie wydobyć go z knajpiano wódczano towarzyskich oparów i ukazać takiego jakim w całej swej ambiwalentnej złożoności był.
Zdjęcia - Fotopia.com.pl

Numer: 2009 37   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *