W Mińsku

Bez przejrzystości działań władzy nie ma mowy o rzetelnej współpracy jej organów z elektoratem. Także z organizacjami, które włożono do pozarządowego worka i uczyniono pokornymi petentami społecznych pieniędzy

Mętna współpraca

Podczas środowego (27 lipca) spotkania w pałacu (wciąż trwa remont starostwa, a miasto nie ma sali konferencyjnej) burmistrz Zbigniew Grzesiak wsparty sekretarz Jadwigą Frelak i kierownikiem oświaty, kultury, etc.... Sławomirem Kuligowskim chciał się dowiedzieć co o programie współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi sądzą ich przedstawiciele. Zebrani wyraźnie podzielili się na dwie grupy – milczącą, usatysfakcjonowaną z wielotysięcznej pomocy i tych, którzy jej nie otrzymali. Były też zarzuty do przejrzystości pracy magistratu i samego burmistrza.

Skala problemu opiewa na 668 tys. złotych, bo tyle otrzymały stowarzyszenia, fundacje, kluby i związki na wyręczającą urzędników działalność. Wszystko wydaje się dobrze funkcjonować, choć trudno dociec, czy takie cele programu jak budowanie partnerstwa, tworzenia lokalnej polityki i poprawa jakości życia zostały osiągnięte. Wiadomo na pewno – co ujawniła Jadwiga Frelak – że jedna z organizacji musi zwrócić pieniądze ze względu na błędy merytoryczne w realizacji programu. Inaczej mówiąc miasto zerwało umowę z fundacją Misericordia, by nie doszło do sprzeniewierzenia otrzymanych dotacji. To nauczka, aby w przyszłości dokładniej sprawdzać nie tylko formalną, ale i etyczno-techniczną stronę wniosków. Według programu to urząd decyduje, jakie sfery aktywności powierzy się organizacjom.
- A co z wnioskami na inne zadania? – zapytał B. Reczek ze Stowarzyszenia Krzewienia Kultury Regionalnej Ziemi Mińskiej.
- Można mieć pomysł, ale wcale to nie oznacza, że wygra pan konkurs – dowcipkował filozoficznie burmistrz.
- Nie ma obiecanego przewodnika po procedurach, a większość zapisów programu uchwalonego przez radę jest martwa – punktował nie na żarty Leon Jurek, szef Fundacji Promotor i rady w jednej osobie.
- W urzędzie miasta wszystko się robi na gębę – dokładał Reczek, opisując dość plastycznie reakcję urzędników na jego prośby.
- Trzeba dokładnie określić koszty kwalifikowane, byśmy później nie mieli kłopotów z RIO – postulowała zadowolona z dotychczasowej współpracy Grażyna Wiącek.
- Każdy dostał, co chciał w urzędzie miasta; były też zaproszenia do składania ofert z konkretnymi procedurami – ripostowała sekretarz Frelak, a Teresa Szymkiewicz łagodziła ostrą polemikę możliwością oceny programu na sierpniowej sesji rady miasta. Wtedy też zapewne padną pytania o wdrażanie zasad przejrzystości pracy urzędu i rady. Tymczasem przedstawiono wyniki ankiety dotyczącej zadań fakultatywnych. Zagłosowały tylko 24 osoby, co praktycznie pozbawia sondaż reprezentatywności. Warto jednak wiedzieć, że najwięcej osób (13-15) uznało za bardzo potrzebne opracowanie systemu oznakowania wewnętrznego w urzędzie, utworzenie punktu informacyjnego oraz wprowadzenie systemu oceny pracy urzędników. Zadania dla urzędu i rady przygotowały również organizacje pozarządowe. Uznały, że najważniejsze dla przejrzystości jest wdrożenie kodeksu etycznego radnego, opracowanie wieloletnich planów finansowych i inwestycyjnych oraz wprowadzenie na sesjach głosowania imiennego.
Dyskusja nie rozwiała mgły wiszącej nad akcją, mimo obietnic burmistrza o ucywilizowaniu sieci tablic informacyjnych, którymi rządzi ten, kto raniej wstanie. Jest jeszcze mało sympatyczny BIP, nieświeży MiM i w ogóle ułomna polityka informacyjna burmistrza i urzędników wobec mieszkańców. Nie bez przyczyn mówi się, że szybko i dobrze mogą załatwić sprawę tylko układy lub znajomości. No i lekki strach przed konsekwencjami (także medialnymi), który stawia urzędnika do pionu przyzwoitości, zapobiegając rozpasaniu i błogiemu lenistwu.

Numer: 2005 32   Autor: J. Zbigniew Piątkowski





Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *