Śladami przeszłości

Na pytanie, dlaczego akurat Żydzi stali się obiektem jej badań historycznych, Alicja Gontarek odpowiada, że tematyka ta nie jest szczególnie wyjątkowa, choć dla Polaków może wydawać się nieco egzotyczna, zwłaszcza, że – jak zaznacza – mowa tu o społeczności, której już nie ma. Trudno więc wyobrazić sobie lepszego niż ona przewodnika po śladach tych ludzi – bezpowrotnie wymazanych z mińskiej ziemi, a przecież tak niezmiernie fascynujących

Żydowska pamięć

Śladami przeszłości / Żydowska pamięć

Młoda mińska historyczka zauważa, że mówiąc o Żydach częstokroć – chcąc tego czy nie – traktujemy ich jak bezimienną masę, depersonifikujemy. Zorganizowany przez TPMM niedzielny spacer, w którym udział wzięło w sumie 52 osoby, był dobrą okazją do przywrócenia naszym dawno umarłym sąsiadom należnych im ludzkich rysów. Bo przecież oni żyli naprawdę, o czym najlepiej zaświadczały barwne opowieści Alicji Gontarek, która ze znanych nam na co dzień ulic wydobyła niezwykły arras zagubionej pamięci.
Sewerynów to miejsce nietypowe – szemrana uliczka opryszków i kanciarzy. Stał tu Hotel Mazowiecki należący do Zeliga Borensztajna, potem jego żony, Małki. Był to, jak wyjawiła przewodniczka, zakonspirowany burdel. Dlaczego stał właśnie tu? To proste – stąd blisko do koszar, a potem plutonu łączności 7 pułku. Podczas pogromu hotel został zaatakowany jako miejsce żydowskiej rozpusty. Prostytutkami były oczywiście młode, piękne żydówki.
Z kolei na pl. Kilińskiego niedawno rozebrany dom, w którym w okresie II RP mieszkało dwóch rabinów – Josef Kapłan i Mosze Nataniel Szapiro. Córka rebe Kapłana studiowała na UW i ponoć był z niej prawdziwy matematyczny geniusz. Poszczęściło mu się, ponieważ nie dożył pogromów – zmarł podczas operacji na 10 lat przed wojną, reszta rodziny zginęła podczas Holocaustu. Szapiro, wnuk chasydzkiego cadyka z Kałuszyna, miał tragiczny los – nim zginął, Niemcy poniżali go każąc założyć tałes i filakterię, a następnie włożyli mu na głowę nocnik.
Mińsk miał też, jak już wspomniano, swój mały pogrom. W 1936 roku niejaki Judka Lejb zabił wachmistrza 7 pułku, Bujaka, który ponoć się nad nim znęcał. O pogrom było o tyle nietrudno, że lata trzydzieste charakteryzowały się licznymi wystąpieniami antysemickimi – wystarczy przypomnieć choćby uniwersyteckie getto ławkowe. W następstwie zabójstwa po mieście rozpierzchli się podsycani przez prawicowych aktywistów miejscowi chuligani, a ulice pokryły się pierzem, kaszą, mąką i szkłem. Podpalano żydowskie domy, a Polaków, którzy odważyli się pomagać poszkodowanym, nazywano „szabes goje”. Nie ma danych o ofiarach śmiertelnych, których jednak nie można wykluczyć, ale faktem z pewnością jest, że po tych wydarzeniach wielu Żydów opuściło Mińsk.
I wreszcie absolutnie najważniejszy punkt wycieczki – dzisiejsza Nadrzeczna, gdzie stał dwór chasydzkiego cadyka z XIX wieku Jakowa Perłowa. Był to cały kompleks budynków mieszczący dom modlitwy, akademik, stajnie, ogrody i sady. Dwór był jednocześnie szkołą wyższą, pierwszą w królestwie polskim jesziwą, do której uczęszczało ok. 200 studentów.
W legendach o cadyku podkreśla się, iż nie mogąc doczekać się potomka, zwrócił się o poradę do rabina z Niesuchojeży, który doradził mu, aby zmienił miejsce zamieszkania. Tak właśnie znalazł się w Mińsku, dzięki czemu zyskał przydomek Nowomińsker Rebe. A jako że rodzinę miał liczną, w najważniejsze żydowskie święta cały Mińsk bywał czarny od chałatów, władze zaś podstawiały nawet specjalne pociągi, aby każdy mógł dotrzeć do swego ukochanego rebe.
A na koniec nowy kirkut, na nim zaś grób kryjący prochy rabina Josefa (nazwisko nieznane) oraz inny, ze szczątkami Miriam Dwojry, kobiety skoligaconej z dworem cadyka. Jest to jedyny namacalny dowód bytności tej dynastii na tutejszych terenach. Rzecz fenomenalna o tyle, że nikt wcześniej nie wiązał tej macewy z dworem, mimo iż zawiera całą rodową genealogię. Bo może w ogóle pamięć o żydowskich dziejach trochę przypomina macewę rabina Josefa – zaniedbaną i prawdopodobnie podrzuconą tu przez skruszonego Polaka, który widocznie musiał stwierdzić, że nie jest mu już do niczego potrzebna.
A przecież niezależnie od wszystkiego, Żydzi stanowią często zagubioną, bądź wypieraną część naszej własnej tożsamości. Podążanie ich tropem przypomina badanie średniowiecznego palimpsestu, na którym co rusz odnajdujemy kolejne nałożone na siebie warstwy.

Numer: 2009 22   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *