Mińsk karnawałowy

Zielony kolor szat liturgicznych przypomina, że okres Bożego Narodzenia mamy nieodwołalnie za sobą. Świąteczne atrybuty, a wśród nich również śpiewanie kolęd, można jednak eksponować jeszcze do drugiego lutego. Mińsk ochoczo skorzystał z tego upustu

Ostatni kolędnicy

Mińsk karnawałowy / Ostatni kolędnicy

Kolędować można na wiele sposobów – konkursowo, gwiazdorsko, a nawet ćwiczebnie. Po występie Joanny Trzepiecińskiej szanse na pokazanie swoich talentów mieli tutejsi muzycy – wprawdzie jeszcze nie tak szeroko znani, ale z pewnością dobrze rokujący na przyszłość lub, jak w przypadku działającej przy parafii NNMP scholi „Kropelki” czy parafialnego chóru „Cantate Domino” dosyć już mocno zasiedziali w muzycznym pejzażu miasta.
Schola i chórzyści wystąpili po mszy wieczornej w niedzielę 11 stycznia. Przedstawili wiązankę nowych i klasycznych kolęd w interpretacjach nie zawsze kanonicznych, ale przez to tym bardziej frapujących. Doskonałą formę, jaką zaprezentowali, należy przede wszystkim zawdzięczać Dariuszowi Maćkowiakowi, który prawie cztery lata temu przejął batutę po śmierci długoletniego opiekuna Adama Krywiczanina. Maćkowiak, choć młody (urodził się w roku 1982), ma na swoim koncie już wiele sukcesów chóralnych (np. współpraca z chórem warszawskiej archikatedry św. Jana), co nie pozostaje bez wpływu na artystyczną żywotność, którą mieliśmy okazję podziwiać tamtej styczniowej niedzieli.
Nowym graczem na lokalnej sakralno-muzycznej arenie jest powstała zaledwie pod koniec maja ubiegłego roku schola „Spess In Domine” (Nadzieja w Panu), która działa przy równie nowej parafii Matki Bożej Dobrej Rady w Wólce Mińskiej i jest oczkiem w głowie proboszcza ks. Jerzego Daneckiego. Imponującą próbkę swoich możliwości dali w minioną niedzielę podczas uroczystego koncertu kolędowego w MDK, który swoją obecnością obok ks. Walickiego uświetnił starosta Tarczyński i burmistrz Grzesiak.
Pod batutą Katarzyny Gabrysiak i z towarzyszeniem imponującego instrumentarium, na które składał się między innymi akordeon, gitara i bongosy, goście z Wólki zaserwowali wiązankę klasycznych i nowszych kolęd przetykanych tzw. piosenkami bożonarodzeniowymi. W ich stylistyce wyraźnie dał się odczuć wpływ muzyki gospel, przez co nawet tam, gdzie była mowa o zimnie, udawało im się rozgrzać serca słuchaczy oraz skłonić ich do podśpiewywania i przytupywania.
Po koncercie ks. Walicki obdarował początkujących wykonawców słodkościami, a ks. Danecki zachęcał do wspierania ich datkami dobrego serca. Sądząc po tym, co wpadało do koszyczków trzymanych przez dwójkę małych minstreli, „Nadzieja w Panu” może mieć sporo nadziei na świetlaną przyszłość – zwłaszcza jeśli nadal utrzymają tak żywiołowy kurs.
Kolędowe akcenty przewijały się również podczas piątkowego przeglądu osiągnięć uczniów prywatnej szkoły muzycznej stanowiącego zamknięcie i podsumowanie pierwszego tegorocznego semestru. Początkujący, choć nie zawsze najmniejsi, gitarzyści, keyboardziści i saksofoniści między „Płonie ognisko w lesie”, balladami o Bieszczadach i Mozartem wtrącali od czasu do czasu po kilka nutek z „Lulajże Jezuniu” czy „Wśród nocnej ciszy”.
I tak oto kończy nam się czas świąt. Szopka przed pałacem rozebrana, a poświata choinkowych lampek coraz rzadziej rozświetla okna, ale za rok znów zabrzmią kolędy. Bo przecież – jak mówił król Dawid – kto śpiewa, ten modli się podwójnie.

Numer: 2009 04   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *