MUTW historyczny

Tak zwane samo życie lubi być przewrotne. Oto bowiem nieoczekiwanie dopisało post scriptum do naszego raportu o patriotyzmie. Ostatnie przed zimowymi feriami zajęcia MUTW po raz kolejny udowodniły, że Polacy to naród w równej mierze zaabsorbowany fetyszami współczesności, co ogarnięty namiętnym płomieniem historii

Wieczne brzemię

MUTW historyczny / Wieczne brzemię

Iskrą, która tym razem wznieciła wśród MUTWowiczów historyczny żar, był Artur Piętka. Wiceprezes TPMM w zastępstwie innego nie mogącego pojawić się wykładowcy wygłosił referat o mińskim wrześniu ’39. Sam wykład  okazał się jednak znacznie mniej ważny niż wywołana przez niego dyskusja o pryncypiach pamięci.
W tytule swojej prelekcji Piętka użył sformułowania „wojna obronna” mimo to poproszeni o refleksję słuchacze od razu wysunęli argument o konieczności zachowania czystości przekazu przez niewprowadzanie doń słów pochodzących z języków najeźdźców. Dowodzili, że nazywając wrześniowe walki kampanią, a kroczących od wschodu czerwonoarmistów sowietami niejako mimowolnie stajemy po stronie wroga, przyjmujemy jego perspektywę, co w istocie oznacza jego zwycięstwo – i to najbardziej druzgocące, bo mentalne.
Padły również pytania o żołnierzy z batalionów chłopskich. Czy powinni zostać wyrzuceni na historyczne wysypisko tylko dlatego, że stanęli pod niewłaściwymi sztandarami? Przecież większość z nich w chwili założenia munduru była jeszcze chłopcami i wątpliwe, by obchodziła ich ideologia, z której w gruncie rzeczy nie wiele rozumieli – oni po prostu chcieli walczyć za Ojczyznę. Czy prosili się pod kule? Nie, Historia porwała ich do swego obłąkanego tańca nie pytając o zgodę.
Nie mniej swady  wzbudziła kwestia upamiętniania przeszłości w pomnikach i nazwach ulic czy rond. Dojrzali studenci zauważyli, że to właśnie TPMM ma tutaj do odegrania znaczącą rolę popularyzatora i utrwalacza. Czy się z niej wywiązuje? Na to pytanie na pewno będzie mógł odpowiedzieć MUTWowiczom Janusz Kuligowski, który zaraz po feriach opowie o towarzystwie wczoraj i dziś. A może tak naprawdę wcale nie idzie o kolejną tablicę ku czci, lecz o pogłębiającą się martwicę historycznego dyskursu, który pod natłokiem dat oraz ideologicznych aksjomatów wciąż nie chce ujrzeć prawdziwej, tętniącej życiem ludzkiej twarzy.
Gdy po upadku komunizmu Francis Fukuyama wylansował sławetną i niezwykle nośną medialnie tezę o końcu historii, wielu zachodnich myślicieli ochoczo przyznało mu słuszność uznając, że przeszłość to nic więcej jak tylko niewygodny ciężar. Szkoda, że przed chóralnym zadekretowaniem jej ostatecznej śmierci nie przyjechali do Polski. Nasz namiętny romans z cieniami to istotnie ewenement na światową skalę, z którego powinniśmy być dumni.
Obyśmy tylko pewnego dnia w ferworze niegasnących sporów o minione nie obudzili się nagle w samym środku korowodu żywych trupów.

Numer: 2009 04   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *