Sławy od tyłu

Czy duch Jana Himilsbacha nadal krąży po ulicach Mińska? Czy ten z bodaj najsłynniejszych obywateli naszego miasta nadal elektryzuje? Kim jest dziś dla krytyków kultury jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów charakterystycznych i... literat, któremu – wedle jego fanów – jeden most w Mińsku to za mało?

Przepychanka

Sławy od tyłu / Przepychanka Przeprowadzone w cyberprzestrzeni śledztwo wykazuje, że Iwan nie należy do tak zwanych żywotnych idiomów współczesnej kultury. Wpisanie hasła „Jan Himilsbach” do Google da efekt w postaci około dziesięciu odnośników i będą to głównie sztandarowe notki biograficzne – takie jak ta z Wikipedii – z zamieszczoną poniżej długą filmografią gromadzącą tytuły, w których wystąpił oraz dobrze wszystkim znane i, trzeba to niestety podkreślić, oklepane anegdotki o dziwnych okolicznościach daty jego urodzenia, ekscesach w SPATIFie, ubliżaniu studentkom na wieczorach autorskich itd. Niedawno ukazał się poświęcony jemu artykuł w czasopiśmie „Świat alkoholi” (sic!), ale jego lektura także rozczaruje - jest to bowiem jeszcze jeden kiepski przykład wałkowanej wciąż od nowa i od nowa himilsbachologii, która nie tyle utrwala „mit człowieka”, co topi go w coraz głębszej sadzawce banałów. To co niegdyś frapowało, powoli staje się po prostu nużące.
Himilsbacha-aktora mamy z grubsza opanowanego. Dajmy już spokój „Rejsowi” i innym. A co z Himilsbachem pisarzem? - W literaturze jest on obecnie martwą komórką – konstatuje Piotr Okulczycki, badacz najnowszej literatury z UW – jego pisarstwo ma wprawdzie ten charakterystyczny klimacik, tę naturszczykowsko-łotrzykowską specyfikę rodem z Charlesa Bukowskiego, ale - na miły Bóg - ilu jeszcze możemy znieść Marcelów Proustów spod budki z piwem (określenia tego użył wobec Himilsbacha Tadeusz Konwicki - przyp. red.). By literatura mogła wypływać na szerokie wody, potrzeba chyba czegoś więcej niż „bajkowego nastroju” w żyłach.
Rzeczywiście, Himilsbachowi nie poświęcono żadnej poważniejszej analizy. Owszem, był jednym z bohaterów „Wypominków” Joanny Siedleckiej oraz książki „Portrety z bufetem w tle” Romana Śliwonika, jednak jak dotąd nikt nie pokusił się o „zatopienie w nim kłów”. Dlaczego?
- Moim zdaniem dlatego – odpowiada Okulczycki – że nie ma czego analizować. Proszę zrozumieć, ja nie jestem przeciw niemu, ale przede wszystkim był to pełen kompleksów człowiek pokonany przez własny mit.
No właśnie, mit. Mit Himilsbacha stworzył w równej mierze on sam – udzielił ponad siedmiuset wywiadów prasowych, w których na swój temat zmyślał i wikłał na potęgę – co ludzie, którzy go uwielbiali i nadal uwielbiają, choć od jego śmierci minęło już dwadzieścia lat.
- Ludzie zrobili z niego mit – objaśnia nasz rozmówca – ponieważ był podobny do nich, a zarazem zrobił karierę. Dzięki temu uwierzyli, że aby stać się sławnym, nie trzeba wyglądać jak Beata Tyszkiewicz czy mieć intelekt Miłosza. Ludzie lubią utożsamiać się ze swoimi idolami.
- Czy to źle?
- Nie, nie tkwi w tym nic złego. Ale z drugiej strony – przepraszam, nie mogę się powstrzymać przed tą drobną kąśliwością - kto jak kto, ale akurat my, Polacy – naród, który w zeszłym roku wydał około siedmiu miliardów złotych na wódkę i który przez nią zabija się na drogach – powinniśmy uważać z wynoszeniem na piedestały „genialnych pijaków”. Jak to o nas świadczy? Jak świadczy to o mieszkańcach jego miasta? Czy akurat jemu powinni stawiać pomnik?
A zatem Iwan znów wzbudza kontrowersje, znów rodzi pytania. Kim jest człowiek urodzony 31 listopada? Jeszcze nieodkrytą wyspą? Malowanym ptakiem, który rozbłysnął oślepiająco, ale jego lot dobiegł kresu? Mamy zacząć go wreszcie badać jak należy, czy możemy z czystym sumieniem odłożyć do kufra historii literatury? Niezależnie od osądu, ta iście conradowska tajemniczość jest chyba jego największym – oby nie jedynym – triumfem.

Numer: 2008 03   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *