Drodzy Czytelnicy

Wszyscy na ekranach TV śledzimy poczynania naszej reprezentacji na olimpiadzie w Londynie. Super, że polska telewizja tak obficie transmituje relacje z pojedynków. Ja natomiast dziś dowiedziałam się nieoficjalnie, że na paraolimpiadę nie zostanie wysłany nawet jeden reporter. Jasne, po co transmitować coś takiego – napisała do nas Monika Sosińska, siostra niepełnosprawnego sportowca z Kałuszyna, Grzegorza Polkowskiego. Oczywiście ironia, nawet gorzka jest tu na miejscu, ale czy trzeba się jeszcze z takiego głupstwa denerwować...
Są znacznie poważniejsze powody i do gniewu, a nawet wstydu

Krytyka dotyka

Panią Monikę bulwersuje nastawienie publicznej telewizji. Wie wprawdzie, że zawsze innym echem odbijają się poczynania olimpijczyków, a innym paraolimpijczyków, ale nie może pojąć aż takiej ignorancji. To nie misja TVP, a czysta dyskryminacja.  Miała napisać maila z zapytaniem, ale sobie darowała. Pomyślała, że może to za karę, bo niepełnosprawni nie płacą abonamentu, a może to ją tak mocno zabolało ze względu na więzy krwi. Myśli jednak, że paraolimpijczykom TVP powinna poświęcić trochę czasu. Jakie ma być podejście innych osób do niepełnosprawności, jeśli nawet nie wiedzą, że odbywa się paraolimpiada. Gdzie miejsce w społeczeństwie ślepych i głuchych, jeśli nie mogą podzielić się swoim świętem z innymi? Ma wiele pytań, ale nie czeka już na odpowiedzi. Jedno wie na pewno – telewizja z misją tworzenia kultury musi być nie tylko obiektywna ale i sprawiedliwa.
Pani Moniko, jest na to rada. Niech ktoś nagra start Grzegorza, a my ją pokażemy w naszej TV Co słychać? Może nie od razu i w takim zasięgu, ale zawsze lepszy rydz niż nic.
Kochajmy nasze lasy polskie / z utęsknieniem do natury / która drzewa i krzewy złotopolskie / otacza bogactwem złotej purpury – czytamy w liryku mieszkanki DPS w Mieni. Beatę do zamieszkania w domu pomocy zmusił zły los. Mimo choroby pisze wiersze – jak zapewnia – prosto z duszy, ale pełne zaskakujących skojarzeń i prostych metafor.
Ilekroć jestem na mieńskim pikniku, zawsze czuje się onieśmielony. Czyżby taką siłę mieli ci pokrzywdzeni przez rodziny i los ludzie? Kto wie, ale wiele od nich właśnie moglibyśmy się nauczyć. Przede wszystkim pokory wobec życia.  Teraz – jak piszemy w numerze – Mienia się zmienia i wyraźnie czuć, że może być bardziej interesująca ze względu na chorych  nie tylko ze starości.
Zalew Marianka nie jest ociemniałym mężczyzną ani dotkniętą psychozą kobietą, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że cierpi na obie przypadłości. Nikt nie chciał dostrzec jej bólu nieistnienia, póki nie pojawiał się na naszych łamach list wkurzonego czytelnika. To on zaproponował odkupienie prywatnego akwenu przez samorządy, które przed ponad 10 laty z niego zrezygnowały. Nie trzeba było długo czekać na odzew właścicieli Marianki, którzy jednak za cały marazm oskarżają nie siebie, a mińskie nadleśnictwo. Sytuacja jak u Barei? Nie do końca, ale na pewno w tej historii nie brakuje niczego z tragifarsy. Wielu gruboskórych krytyka się nie ima, ale i oni muszą mieć świadomość, że historia wydobywa z życia wszelkie brudy. Także grzechy zaniechania...

Wygrajmy stówę...
Jak obiecałem, tak dotrzymuję słowa i stówę w tym tygodniu wypłacę wylosowanej z ponad stu odpowiedzi Bogusławie Kieliszczyk z Kiczek Pierwszych.
A teraz kolejne pytanie za 100 zł i z odpowiedzią w aktualnym numerze. - Ile hektarów liczy zalew w Mariance wraz z okalającymi go lasami?
Przypominam, że odpowiedź można przysłać mailem na adres redakcja@co-slychac.pl lub podać głosowo na numer telefonu 25 7588913. Koniecznie  z imieniem, nazwiskiem, adresem i numerem telefonu nadawcy. Tylko prawidłowe odpowiedzi z pełnymi danymi mogą wygrać kolejną stówę od tygodnika Co słychać?

Numer: 2012 31 Autor: Wasz Redaktor