DRODZY CZYTELNICY

Gdy poseł Daniel Milewski przypinał mi do klapy kurpiowskiej sukmany MEDAL ZA ZASŁUGI DLA ROLNICTWA, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony – dlaczego nie. Wszak z roli jestem, znam wszystkie prace w polu i obejściu, mam dyplom magistra zootechniki, promuję wieś i jej mieszkańców... Z drugiej strony zaliczyłem studia polonistyczne, byłem nauczycielem, piszę wiersze, stałem się redaktorem i filmowcem, więc obcuję na co dzień z kulturą. Może więc dlatego czuje się dziwnie. Może to tak jest, że już jak jedno ucieszy, to tęskni się już za kolejnym szczęściem...

Medale na żale

Nie wszyscy mają ochotę, a jeszcze rzadziej odwagę na szczerość. Jednak warto mówić prawdę, choćby ona szokowała słuchających, a nawet powodowała dotkliwe straty.

W dniu zakończenia wojny w Europie, podczas konferencji prasowej George Patton zszokował słuchaczy, mówiąc, że ta wojna zakończyła się dokładnie tam, gdzie się zaczęła, czyli na podwórku Hunów. Nie wszyscy zrozumieli, więc wyjaśnił, że politycy pozwolili armii wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żeby żołnierze pomogli usadowić się następnemu. – Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój. Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami... Pokonaliśmy jednego wroga ludzkości, ale umocniliśmy drugiego, znaczenie gorszego, w którym jest więcej zła i zajadłości niż w pierwszym – punktował Patton. Powiedział też o Polsce, której krew ponad sto lat ssała Rosja i zanosi się, że jeszcze jej mało...

Takim Pattonem na naszej scenie politycznej był Andrzej Lepper, a obecnie mamy nawet kilku. Czy skończą jak ich szczerzy poprzednicy? No, tego to nikt nie przewidzi, ale wywołany temat reparacji niemieckich jątrzy nie tylko Niemców. Także tych, którzy po cichu dostali wiele i nie mają dosyć. Jak tak dalej pójdzie, zostaniemy sami, ale bez lewackiej, a nawet postmarksistowskiej swołoczy. Fakt, że mamy wszyscy żołądki, większość aspiracje, a niektórzy jeszcze wszechmogące plecy nie powinien powodować, że każdy dostanie wedle potrzeb.

A wracając do medali, dowiedziałem się, że miński USC wysyła listy do przyszłych złotych jubilatów, by ci zgłaszali akces o docenienie ich długoletniego pożycia. Co to jest, co to znaczy? – nie dowierza syn złotych rodziców i prosi o zajęcie się problemem. Tak, problemem, bo nie wie, jak prosić o coś, co im się należy.

Nie wiem, czy tytuł zasłużonego dla rolnictwa mi się należy, ale wiem na pewno, że będę miał problem z zachowaniem kultury, jeśli jeden z delegowanych do ministerstwa właśnie kultury, a do tego także dziedzictwa narodowego nie zdejmie czapki niewidki. Jak to jest, drodzy czytelnicy, że niektórych władza uszlachetnia, a innym wręcz szkodzi...

Numer: 37 (1041) 2017 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *