DRODZY CZYTELNICY

No, wreszcie przyszło prawdziwe lato. Kto mógł wyjechał, gdzie i za ile chciał, więc może wyłączyć telefon i myślenie. Co z tego wyjdzie, nie wiadomo, ale przecież jesteśmy mądrzy i odpowiedzialni, więc na pewno po urlopie jeszcze trochę pożyjemy. Na pewno nie wszystkim uda się przekroczyć barierę stu lat, choć podobno jesteśmy zaplanowani na półtorej setki. Tej imprezowej także, więc lepiej nie przesadzać, bo w skwarze może nam nawalić serduszko i koniec z marzeniami o nowej dziewczynie czy chociażby aucie...

Marzenia lenia

Wakacyjne lenistwo udzieliło się przede wszystkim naszej władzy. Po wetach prezydenta Dudy nowe ustawy sądowe pojawią się dopiero we wrześniu. Podobnie najwcześniej jesienią Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawi propozycje założeń projektu o dekoncentracji mediów. Właśnie batalię o medialny rząd dusz zapowiedział sam prezes w TV Trwam, przewidując wielki opór.

Prace nad projektem trwają już od kilku miesięcy, ale nikt nie wie, na czym ta repolonizacja będzie polegała. Czy tylko na dopuszczalnej prawie połowie udziału kapitału zagranicznego, czy może na ograniczeniu właścicielstwa do jednego organu. Masz gazetę, nie możesz mieć telewizji czy portalu...

A może, o czym nieśmiało marzę, bo też mam sierpniowego lenia, tytuły lokalne z pełnym kapitałem polskim otrzymają rządowe wsparcie, a samorządom zakażą wydawać nawet propagandowych ulotek. Chcesz się ogłosić, masz do dyspozycji media lokalne. Wybierz najlepsze, co wcale nie znaczy najtańsze i kłopot z głowy. Nikt ci wójcie czy burmistrzu nie powie, że wydajesz swoją agitacyjno-propagadową tubę, której papier już nie przyjmuje tysięcznego odbicia pryncypała i jego dworu.

Jako wakacyjny nierób mam jeszcze jedno marzenie. Nie, nie chcę wyjechać na wieś, do czego przed laty przyznawała się Ula Sipińska, a do... Lidla. Tyle że nie naszego, a angielskiego. Dlaczego? To proste, bo brytyjskie ceny w tej sieciówce są nawet trzykrotnie niższe od naszych.

Co może być przyczyną tak drastycznych różnic? Fachowcy wiedzą, więc nam powiedzą. Otóż cena danego produktu dostosowywana jest do warunków kształtowanych przez najbliższą konkurencję, do siły zakupowej klientów i cen proponowanych przez lokalnych dostawców.

Zdziwiłem się i to bardzo. Wychodzi na to, że nasz Lidl ma za słabą konkurencję, dostawcy za dużą żądają, a Polacy mają potężną moc zakupową.

– Łólaboga, nie wytrzymom, wszystkie majo, ła ja ni mom – chciałoby się zawyć na swojska nutę, ale na razie tylko się zaśmieję i to ironicznie. Z siebie, bo całkiem nieświadomie zrobiłem reklamę znanej sieci, za co nie dostanę złamanego grosza, nie mówiąc o funtach.

A jeśli już mowa o pieniądzach, to czekam na darczyńców naszego XIII Festiwalu Chleba. Jak już napisałem w sieci, każdy gest dobrej woli zapamiętamy i nagrodzimy. Oferty wsparcia są już na naszym portalu w zakładce festiwalowej. Tam również zamieszczamy regulamin i karty zgłoszeń. Warto wcześniej zdecydować, bo liczba miejsc artystycznych i kulinarnych jest ograniczona. Mam marzenie, by trzynasta rewia chleba i darów ziemi była najbogatsza i najszczęśliwsza. I wcale się nie polenię, by tak się stało...

Numer: 31 (1035) 2017 Autor:



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *