DRODZY CZYTELNICY

Nie wiadomo dlaczego miłość łączymy z wiarą i nadzieją. Tak sądzą tylko ci, którym nie dane było prawdziwie kochać albo poczuć dotkliwą zdradę i jeszcze smutniejszą samotność. Czy to właśnie oni byli ostatnio na narodowym stadionie, by przeżyć coś nowego, by wyzdrowieć lub wypędzić z siebie zło... Nieważne – każdy ma prawo spróbować nadziei, a ich siewców na świecie nie ubywa. I co z tego, że są wśród nich fałszywi prorocy i uzdrowiciele. Grunt, że...

Sieją nadzieją

Czy mamy szansę na przeżycie w zdarzeniach, kiedy nie ma nikogo, kto mógłby udzielić nam pomocy? Szanse są znikome, chyba że działa system skutecznie monitorujący przestrzeń miejską. Potwierdzają to znane przypadki, gdy kamera monitoringu miejskiego uratowała życie. Gdzieś straż miejska zauważyła na podglądzie z kamer atak epilepsji u kobiety idącej ulicą, która uderzyła głową o krawężnik. Gdzie indziej dzięki czujności operatorki i szybkiej reakcji policji udało się także uniknąć tragedii, gdy kierowca zasłabł w trakcie prowadzenia pojazdu.

O mińskich sukcesach monitoringu nikt nie słyszał i może dlatego władze miasta myślą nad jego rozwojem w nowej koncepcji. Nie za darmo, ale przecież każdemu zależy na czystych ulicach, skwerach i spacerze bez strachu. Nawet nocnym, bo to powinna być norma.

Siewcy nadziei pokazali się ostatnio w kryzysowym mińskim handlu. I to zagraniczni, pozwalając kilku mińszczanom otworzyć sklep osiedlowy. Cóż to za ważna sprawa, by o niej pisać? Ano ważna, bo sporo osób będzie miało prace, a okoliczni mieszkańcy bliskie sklepy pełne niedrogich produktów. To może być antidotum na bezduszne dyskonty i markety, jeśli rzeczywiście wszystko będzie tam grało. A powinno, bo slogan „od domu blisko, do domu wszystko” jest prosty i zachęcający. Szkoda tylko, że osiedlowe sklepy muszą korzystać z obcej franczyzny, jakbyśmy udawali, że nie potrafimy skutecznie handlować. No, ale czas leci i nawet na mińskim rynku każdy chce pańskich, czyli normalnych warunków.

Zabrakło nam w dzisiejszym numerze miejsca na obrady konwentu wójtów i burmistrzów, którzy próbują się dogadywać w różnych kwestiach często sprzecznych z ich interesami. Jest jednak ktoś, kto potrafi ich zapłodnić nadzieją chwały, a nawet potęgi. Ostatnio ów kreator faktów dokonanych wymyślił coś, co na pewno wypromuje nasze kochane miasto. Jak to, nie wystarczy karłowaty Iwan i festiwal na jego cześć? – zapytają naiwni. Nie wystarczy, więc może już za rok nad miastem zawiśnie...

O, nie – za nic nie zdradzę tej tajemnicy, bo jeszcze na nią nie czas. Tak samo nie napiszę, co już niedługo stanie się z mińskim pałacem. Może za tydzień, by nie ograniczać się do kilku zdań, a pełnego wywodu o wyższości naiwnych pomysłów nad zdrowym rozsądkiem.

W zamian ujawnię, że nasze filmowe archiwum kopiujemy na youtuba. Nie mieliśmy takiego zamiaru, ale jeden z fanów naszej telewizji udowodnił, że częściej nas obejrzą na globalnym wyświetlaczu niż w naszym kanale. A dzięki YT popularność zyska nasz aktualny program. Miał rację, a efekty widać już po pierwszych dniach emisji. Zresztą teraz bez przeszkód wejdziemy w komórki, tablety i smartyTV.

To taki prezent na wakacje, podróże czy siedzenie w domu. Oby nie w samotności, która jest dobra do czasu wyjścia z chaosu cywilizacji. Z czasem izolacja doskwiera i potrzebni są nowi siewcy nadziei. Nawet tej krótkiej, wakacyjnej.

Numer: 28 (823) 2013 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *