Dobre sesyjne

Bezdotykowa myjnia w Dobrem miała być udogodnieniem dla kierowców. Miała... bo po roku działalności właścicielowi cofnięto pozwolenie wodno-prawne, a ten obiekt zamknął. Wszystko przez niedopatrzenia ze strony urzędów i samego właściciela.

(Nie)chciany bezdotyk

Ostatnią sesję rady gminy Dobre zdominowała sprawa bezdotykowej myjni, która w 2012 r. stanęła w centrum miejscowości. To wybawienie kierowców szybko stało się udręką gminy, gdyż odprowadzane z niego ścieki zakłócały pracę gminnej oczyszczalni. Wtedy dopiero urzędom zaczęło brakować potrzebnych dokumentów, co pozwoliło bez odszkodowania cofnąć pozwolenie wodno-prawne wydane właścicielowi, czyli GS-owi z prezeską Henryką Łukasiak-Chodzyńską na czele.

W 2011 r. prezeska GS złożyła do starostwa wniosek o wydanie pozwolenia wodno prawnego na odprowadzanie ścieków szczególnie szkodliwych dla środowiska. Potrzebna była zgoda właściciela kanalizacji, czyli gminy Dobre. Jak podczas ostatniej sesji tłumaczył wójt Krzysztof Radzio, w piśmie z gminy wyraźnie zaznaczono, że oczyszczalnia nie może przyjąć ścieków przemysłowych. Właścicielka myjni miała je odseparować i odprowadzać maks. 8 mb ścieków na dobę. Łukasiak-Chodzyńska uznała, że to za duża ilość i odwołała się, prosząc o zgodę na 4-6 mb. Gmina rozpatrzyła prośbę przychylnie, co prezeska uznała za pozwolenie na odbiór ścieków i rozpoczęła budowę. Niestety, wkrótce po otwarciu myjni pojawiły się problemy.

– Przez rok działalności myjni nasza oczyszczalnia nie działała poprawnie. Mieliśmy trzy sytuacje, gdy byliśmy na skraju jej działalności – wyjaśnia wójt Krzysztof Radzio. Okazało się, że ścieki z myjni zawierają o wiele więcej ładunków niż wykazały to badania, a takiego przeładowania gminna oczyszczalnia wytrzymać nie może. Wtedy zauważono, że właścicielka myjni nie wypełnia nałożonych na nią obowiązków i niespełniła warunków uzyskania pozwolenia wodno- prawnego. Te więc cofnięto.

– Pozwolenie nie powinno być wydane – tłumaczył na forum rady Stanisław Smater z powiatowego wydziału środowiska i rolnictwa, który decyzję wydał. – W piśmie wójta było napisane, że myjnia będzie pobierała próbki ścieków. Przez rok nie wykonała żadnych badań – wyjaśniał naczelnik. Co więcej, umowa z gminą nigdy nie została podpisana, gdyż Łukasiak-Chodzyńska uznała, że ustne ustalenia są tak samo ważne.

– Przez rok nikt o umowę nie pytał – broniła się prezeska GS. Swój błąd chciała naprawić, jednak gminie bezdotykowa myjnia nie była już na rękę. Przyjęcie odprowadzanych z niej ścieków zmusiłoby gminę do rozbudowy oczyszczalni. Takich planów na razie nie ma, choć – jak zauważył wójt Radzio – w przyszłości będzie to konieczne.

Dlaczego więc, wobec takich błędów, wydano pozwolenie na budowę myjni, narażając GS na półmilionowe straty? Jak tłumaczył naczelnik Smater – pozwolenie wydano w dobrej wierze. Urząd błędnie uznał zgodę gminy na przyłączę jako pozwolenie na odbiór ścieków i uwierzył prezesce na słowo, że dostarczy wyniki badań. Łukasiak-Chodzyńska ma urzędom za złe, że wcześniej nie dopatrzyły się niedociągnięć i zagrożeń. Sama też przyznaje się do winy, ale odwołała się od decyzji starostwa do wojewódzkiego urzędu. Jeżeli to nie pomoże, wyjdzie na drogę sądową.

Jak na razie myjnia bezdotykowa stoi zamknięta, bo porozumienia między jej właścicielką a gminą nie ma. Teoretycznie mogłaby działać, gdyby ścieki odprowadzała gdzie indziej. Jak się jednak okazuje, to jedynie teoria,bo choć w Dobrem jeden z przewoźników autobusowych ścieki z myjni odprowadza do rowu melioracyjnego, to GS na to pozwolenia nie ma. Jak się okazuje, ściek ściekowi nie równy... choć także z myjni samochodowej.

Numer: 21 (816) 2013 Autor: Justyna Kowalczyk



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *