Mińsk tragiczny

Ta tragedia musiała się wydarzyć. Musiała, by wreszcie wszyscy niedowiarkowie zrozumieli, że zatrucie czadem nie przytrafia się tylko ludziom uzależnionym, biednym i naiwnym. Rodzina Kuprianiuków na pewno do takich nie należała. Piotr i Danuta przeprowadzili się do Mińska z Białej Podlaskiej, by tu znaleźć tragiczny koniec. Razem z nimi zginęły ich dzieci – Michał i Emilka… Cała czwórka wróciła do rodzinnego miasta już w trumnach…  

Czady zagłady

Był wtorek 5 lutego. 35-letni Piotr nie przyszedł do pracy w mińskich koszarach. Zaniepokojeni żandarmi po kilku godzinach pojechali do miejsca zamieszkania, czyli pod blok przy ul. 1 PLM „Warszawa” 14. Drzwi były zamknięte, więc wezwali policję i straż do pomocy. Była właśnie 14.22, gdy służby wyruszyły do akcji. Szybko wyważyli drzwi i… cisza, jakby nikogo nie było w domu. Dopiero po chwili zobaczyli mężczyznę w łazience, a kobietę z dziećmi w dalszych pomieszczeniach. Wszyscy już nie żyli, co stwierdził wezwany lekarz pomocy doraźnej, a strażacy wykryli w mieszkaniu śladowe ilości tlenku węgla. Wykryciem przyczyny czterech zgonów zajął się prokurator…

Wieść o mińskiej tragedii znalazła się w głównych przekazach mediów. Były relacje na żywo w programach informacyjnych, a najwięcej w portalach internetowych, które powielały strzępy wiedzy o zaczadzeniu rodziny w Mińsku.

Nasze służby też nie próżnowały, przypominając właścicielom i zarządcom budynków o obowiązku okresowego dokonywania przeglądów i czyszczenie przewodów kominowych oraz sprawdzeniu instalacji wentylacyjnej. Strażacy i policjanci apelowali też o zakup i montaż czujek tlenku węgla, które mogą uratować życie.

Szok… tragedia… niech odpoczywają w spokoju… wieczny odpoczynek racz im dać panie – tak zwyczajowo reagowali dowiadujący się o śmierci mińskiej rodziny.  

Nie tylko, bo padały także pytania o przyczyny czadowego nieszczęścia rodziny Kuprianiuków. Jak to możliwe, by światli ludzie mieszkający nie w jakiejś ruderze, a w dość wysokim standardzie dopuścili się do aż takiej naiwności? Tym bardziej, że wszystkie nowoczesne urządzenia grzewcze, a tym bardziej piecyki gazowe mają montowane fabrycznie czujniki czadu. Aż żal patrzeć na te nekrologi bez zaznaczenia, że zmarli tragicznie…

– Kiedyś w Celestynowie wydarzyła się podobna tragedia. Spalinami z piecyka gazowego zatruła się na śmierć cała rodzina, chyba 6 osób, w tym dzieci. Mieli pozakrywane kratki wentylacyjne dla oszczędności ciepła – przypomniała Krystyna Jawor.

Oczywiście, ważne są kratki, ale też drzwi. Jeśli są zbyt uszczelnione następuje cofka gazów do mieszkania i nieszczęście gotowe. Jak cyrkulacja, tak samo ważne są okresowe badania ciągów wentylacyjnych i kominów, do czego cały czas namawiają strażacy i… kominiarze.

Były też głosy, by już o tej tragedii nie pisać i jej nie komentować.

Pewnie, że tragedia, ale trzeba dojść prawdy, by inni nie popełnili takiego lub podobnego błędu… By wreszcie kupili czujnik czadu…

Rodziny Kuprianiuków nikt już nie uratuje, ale może jej los obudzi w nas instynkt samozachowawczy. Może nie będzie co jakiś czas sprawdzać się maksyma Jana z Czarnolasu, że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.

Numer: 7 (1115) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *