DRODZY CZYTELNICY

Niespodzianki są zazwyczaj dobre i złe. Jeśli zawinimy, pal licho, ale szlag nas trafia, gdy ktoś nam obiecuje tylko dla oka, a w ostatniej chwili twierdzi, że nic nie może zrobić. Od czego ma się jednak prawdziwych przyjaciół, którym niestraszna nasza chwilowa bieda. O, tak, bezinteresowne pomaganie to dziś rarytas na miarę wiekuistej słodyczy. Tylko dlaczego każdy wietrzy w altruizmie jakieś drugie dno, coś tak niecnego, że aż wstyd się przyznać...

Rarytasy kasy

Czasami nie można uwierzyć czytanym tekstom. I nie chodzi tu o zanęty typu zabili go i uciekł, lub człowiek pogryzł psa, a zwyczajne, prawdziwe wieści.

Jedna z wyższych sfer aż mną wstrząsnęła. Oto znany w kraju i za granicą redemptorysta skarży się na... dobrą zmianę...

– Myślimy od pierwszego do pierwszego i głowimy się, jak dać radę. Nikt nas nie wspiera. Każdy mówi – dobra zmiana – a zapytajcie, ile oni dali reklam naszym mediom. I nie myślcie, że ta niby prawa strona tego rządu kocha Nasz Dziennik czy kocha Radio Maryja. Bardzo wielu chciałoby się uwiesić tak, żeby ludzie głosowali na nich. I mówią, że to jest prawica. Gdybym wam powiedział, jakie kłamstwa z tego środowiska wypływają na nas, to byście nie uwierzyli. Ale my mamy Pana Boga – mówił ostro o partii Kaczyńskiego ojciec Rydzyk. Narzekał także, że rząd finansuje wszystkie uczelnie oprócz... jego uniwersytetu. A przecież jego wyższa szkoła kultury medialnej i społecznej kształci kadry nowej Polsce. Tej już przeobrażonej do końca w IV RP, pozbawiona kłaków komunizmu i złodziei III RP.

I jak tu się nie pochylić nad biedą ojca Rydzyka. Wszystko przez moją teściową, która przez z górą 20 lat płaciła datki, a teraz już nie chce. Nie dlatego, że nie ma, a coraz rzadziej słucha maryjnej rozgłośni. Nawet modli się bez lektora. W ciszy, która po osiemdziesiątce smakuje najlepiej.

Postanowiłem więc pomóc ojcu Rydzykowi. Ale nie tak, jak pewni wpływowi aktywiści dobrej zmiany pomogli mi w finansowym spięciu tegorocznego festiwalu chleba.

Marszałkowi Struzikowi się nie dziwię, bo jego komisji dotacyjnej droższa imprezka u podpłockiego sołtysa niż ogólnopolska rewia folkloru. Nie dziwię się też siedleckiej wicemarszałek Orzełowskiej, która tyle jeździ po terenie, że chyba już nie pamięta, gdzie była i komu pomogła.

Dziwię się tym, którzy na festiwalu korzystają lub docenili jego walory kulturowe. Dzieła Rydzyka też podobno doceniają, a mu nie dają. Może dlatego, że nie wszystkich pomieszczą studia, a może dlatego, że kto jak kto, ale ten skromny redemptorysta nie jest naiwny. Ba, jest niezależny i to drażni nie tylko karierowiczów.

W trudnych czasach ostoją była i jest wiara. Wierzę więc, że – trawestując Tuwima – prawda zawsze prawdę będzie znaczyć, a sprawiedliwość – sprawiedliwość. Ważne jest to szczególnie teraz, gdy za półtora – dwa miesiące będą się rozstrzygać losy naszych lokalnych społeczności. Niepotrzebni są nam przemądrzali wandale i zacietrzewieni populiści, a ludzie pełni wiary, prawdy i sprawiedliwości.

A co z rarytasami płynącymi z kasy? Dziś biedak niczego nie dokona, ale od czego są przyjaciele... Ci prawdziwi, a nie podszyci wiatrami koniunkturalnej kariery. Nie dziwcie się więc, że nasz tegoroczny, już czternasty Festiwal Chleba był nadzwyczaj udany. Powiem to nawet tym, którzy nas zawiedli...

Numer: 36 (1092) 2018 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *