Sokół tygodnia

Co słychać? - Sokół tygodnia / Festiwalowe smaki

IV Festiwal Chleba już za nami. Tak jak zapowiedzieliśmy w zeszłym tygodniu, spróbujemy dziś go podsumować. Mimo biegunowo odmiennych opinii, jakie występy i stoły chlebowe wywoływały u odbiorców, wszyscy są zgodni, że była to impreza o dużym rozmachu. Z pewnością jest jeszcze wiele do zrobienia – zwłaszcza jeśli idzie o przywrócenie folkloru sercom młodych. Ich recepcja festiwalu pokazała, że folklor to wbrew pozorom sztuka niezwykle wymagająca dla współczesnego ucha, i oka a nade wszystko – serca

Festiwalowe smaki

Śpiewne skarby
Wśród 23 występujących w konkursie zespołów było kilka perełek. Do najjaśniejszych niewątpliwie należeli Lubatowianie, którzy swoją skocznością i przytupem zawojowali zarówno publikę jak i jurorów, czego efektem było ich zwycięstwo. Ładnie pokazała się też Miniaturka. Choć przygotowana przez dzieci prezentacja była raczej teatralnym przedstawieniem jedynie inkrustowanym ludowymi przyśpiewkami, na uwagę i wyróżnienie zasługiwał wysoki poziom.
O ile w odniesieniu do kapel oceny jurorów cechowała duża zbieżność, o tyle w przypadku solistów, zarysowywały się spore różnice. Najbardziej zacięty bój toczył się między Zofią Charamut i Bożeną Jędrzejewską. Pierwsza z nich, choć nie było to ponoć najbardziej olśniewające z jej wystąpień, podbiła uszy części słuchaczy prawdziwie ludyczną siłą głosu. Druga ze swoją delikatną, niemal operetkową finezją przemówiła raczej do luźnej nastawionych do folkloru. W przypadku niektórych solistów problem stanowił niezbyt trafny dobór repertuaru lub nadmiar zaangażowania, które psuło dobrze zapowiadający się występ.
Najmocniejszą stroną zarówno prezentacji solowych, jak i zespołowych były stroje i śpiew, najsłabszą – choreografia. Wyjątek pod tym względem stanowili Lubatowianie i właśnie to przesądziło o ich zwycięstwie. Kategorię najbardziej ulotną, trudną do zdefiniowania, a zatem i do ocenienia stanowił autentyzm. Trzeba jednak przyznać, że to właśnie on w niektórych wypadkach wyrastał na największy atut zespołu.
W doborze tematów ludowi artyści postawili na tradycję. Oprócz pieśni z motywem chleba były głównie utwory sławiące rodzinne strony, opowiadające o przywiązaniu do ziemi, miłości i wiejskich obrzędach.

W oczach jurorów
Jolanta Kowalczyk towarzyszy Festiwalowi od początku. Mówi, że nigdy nie zapomni tego co wysłuchała i co zobaczyła w oczach wykonawców. Zachwyciło ją ciepło i serce wspaniałych dusz, które zaszczyciły festiwalowe zawody swoją obecnością. Według niej klimat ciepła, radości, łez i uśmiechów tworzą nie decybele, błyski fleszy ani aparatura nagłaśniająca. To sprawa dotyku rąk i spojrzenia w oczy. Do organizatorów apeluje, aby byli jak najbliżej ludzi i jak najdalej od wytwarzanego przez bezduszne maszyny prądu. Najbardziej cieszy ją, że podczas festiwalu zobaczyła głód na istnienie człowieka.
Uważam – dodaje inna członkini jury, Bogusława Bednarska – że idea organizowania corocznych Festiwalów Chleba jest słuszna. Służy ocaleniu od zapomnienia tego, co tkwi w naszych korzeniach i urzeka swym pięknem. Festiwale służą zaznajomieniu z bogactwem folkloru ziem polskich, kładąc jednocześnie nacisk na regionalny autentyzm. Poprzez tańce, pieśni, zwyczaje, obrzędowość i regionalne stroje pokazują piękno dawnej wsi.
Strój ludowy to obecnie jeden z najefektowniejszych elementów wiejskiej kultury. Wzorcowe ubiory możemy dziś podziwiać głównie w kolekcjach muzealnych i sporadycznie podczas świąt kościelnych lub państwowych. Festiwal Chleba stwarza możliwość podziwiania na żywo strojów z różnych rejonów naszego kraju w całej ich krasie. Jest również areną wymiany doświadczeń międzykulturowych. A dzięki nagrodom mobilizuje ludzi w różnym wieku do dalszej twórczości i podnoszenia poziomu wykonania.

Czerwień kontusza
Dla tych, którzy na wiosennym Etno-Kabarecie zobaczyli Zbigniewa Piątkowskiego w stroju kurpiowskim nie było wielkim zaskoczeniem ujrzeć go teraz ubranego w szlachecki kontusz. Pokazał w ten sposób, że kultura chłopska i szlachecka to – mimo iż historia dokonała między nimi krwawego rozbratu (na zdecydowaną niekorzyść tej drugiej) – dwie strony tej samej monety. Jegomość Zbigniew otrzymał z rąk na ludowo wystrojonych pań wiele dorodnych bochnów, za które serdecznie dziękował  z sarmacką wylewnością.
Kontusz był wyśmienicie skrojony, jednak z racji swych historycznych konotacji budził szerokie spektrum skojarzeń. Przypominały się sielskie sceny z „Pana Tadeusza”, pochwały ziemiańskiego życia Kochanowskiego, czy sienkiewiczowskie akapity, ale i Targowica, Jakub Szela, tudzież dokonywane przez chłopstwo pogromy na Kresach tak wstrząsająco zdokumentowane przez Zofię Kossxak-Szczucką w „Pożodze”. Kontusz stał się więc jak gdyby soczewką skupiającą całą zawiłość naszych poplątanych dziejów wraz z ich historyczną niejednoznacznością.
–Wchodząc w rolę szlachcica – mówi Zbigniew Piątkowski – chciałem podkreślić szlachetność duszy, ale także naszą wspólną przynależność do Matki - Ziemi. To prawda, że chłopów i szlachtę wiele dzieliło, ale to stało się dopiero później wskutek mądrości tych, którzy umieli się ustawić. Zresztą pamiętać należy, że nawet wtedy bratali się wielokrotnie i wcale nie mam na myśli jedynie łóżkowych mezaliansów, ale głównie sprawy istotne dla kraju.
Niezależnie od wszystkiego, jedno jest pewne – pan Zbigniew to, jak podkreślają wpadający do redakcji goście, wspaniały showman, a ten aspekt jego osobowości coraz częściej ma okazję się ujawnić.

Festiwal co się zowie!
– Jesteśmy po raz pierwszy na festiwalu, bo dopiero od niedawna mieszkamy w Mińsku – informuje pewne młode małżeństwo. Są otwarci na nowe doznania i starają się uczestniczyć w najróżniejszych imprezach. Przyznają, że ostatnio Mińsk miło ich pod tym względem zaskakuje.
– Festyn lotniczy, festiwal Himilsbacha, dożynki w pobliskich miejscowościach, a obecnie Festiwal Chleba – wylicza Magda.
O festiwalu dowiedzieli się z prasy i Internetu. Podobnie jak inni rozmówcy chwalą  łatwo dostępny i przejrzyście rozplanowany program chlebowych dni. Najbardziej przypadły im do gustu stoły chlebowe uginające się od niezliczonych smakołyków. Magda przebierała w słodkościach – bułeczki, faworki, orzeszki z kremem i ciasta świetnie wyglądały, a jeszcze lepiej smakowały.
– Szkoda, że panie nie miały przy sobie spisanych przepisów. Domyślam się, że wykonanie takich wypieków wymaga dodania do nich szczypty kulinarnego sekretu.
Stoły chlebowe to według wielu nie tylko uczta dla podniebienia, ale również przynęta dla oczu. Pani Janina wskazuje na ludowe dekoracje, kwiaty z bibuły, bukiety wrzosów, króliki i koguciki z siana.
Jako minus rozmówcy wymieniają zbyt ciasne rozstawienie stołów. Ale z drugiej strony ciężko było pomieścić cały ten kulturalny przepych na skromnym placu za pałacem Dernałowiczów.

Powrót do korzeni
Pani Barbara przyjechała do Mińska w odwiedziny do wnucząt. Z niecierpliwością oczekiwała na występy zespołów ludowych. Sama należy do KGW i dlatego większość prezentowanych utworów jest jej znana. Kiedy babcia nuci melodie, jej wnuczęta pod opieką rodziców radośnie dokazują na dmuchanej zjeżdżalni i karuzeli.Uczestnicy podkreślają rodzinny charakter festiwalu – organizatorzy zadbali, aby każdy niezależnie od wieku znalazł coś interesującego dla siebie.
Kilka osób mówi, że taka dawka folkloru daje szansę na powrót do korzeni, naturalności i spontaniczności. Pani Ewa dopowiada:
– Festiwal Chleba to nie sztucznie wyreżyserowane widowisko. Tu są prawdziwe emocje, łzy wzruszenia zwycięzców, żywy taniec, śpiew, muzyka. To tak jakby festiwal miał duszę.

Folklor i młodzi
Choć pogoda nie sprzyjała wypadom na miasto, na Festiwalu Chleba nie zabrakło młodzieży. Pytanie tylko czy przyciągnęło ich zamiłowanie do ludowej kultury czy może zapachy swojskich wypieków.
Niestety, folklor wśród nastolatków nie jest aż tak popularny jak muzyka, którą dorośli zwykli nazywać „durnym łupaniem”. Na Festiwal Chleba młodzi najczęściej przychodzili z ciekawości. Nie brakowało też takich, których rodzice wysłali na tę imprezę w konkretnej sprawie. 15-letniej Oli mama powiedziała, żeby kupiła jakiś chleb. Merkantylne podejście do stołów to niestety ujemne dziedzictwo pierwszego festiwalu, kiedy to piekarnie handlowały pieczywem.
Młodzież mimo to doceniła wysiłki organizatorów i z zainteresowaniem podziwiała chlebowe stoiska – otwarta na nowe smaki i ludową kulturę. Miejmy nadzieję, że na kolejnej imprezie młodych również nie zabraknie.

Dojrzeć do folkloru
Festiwal Chleba to świetna zabawa i sposób na krzewienie kultury ludowej, która nam wszystkim powinna być bliska. Czy jednak dla młodych folklor ma dziś jakiekolwiek znaczenie?
W obecnych czasach młodzież jest kosmopolityczna i docenia dorobek kultur innych narodów bardziej niż własnego, co niestety spycha swojskość na ubocze, do którego rzadko się sięga. Polski folklor jest dla młodych równie abstrakcyjny, co utwory Mirona Białoszewskiego.
Powodów jest wiele, ale najważniejszy to brak poczucia przynależności zachęcającej do zgłębiania etnicznej kultury korzeni. O ile wieś przedstawia się jako coś barwnego, to jednak niewiele potrafi młodemu człowiekowi dać. Nie zainspiruje go muzycznie, bo instrumenty takie jak harmonia czy bąka są niezwykle proste i przy nowoczesnych możliwościach generowania dźwięku niemal archaiczne. Nie zainspiruje również kolorowy strój, który nastoletniemu odbiorcy jawi się jedynie jako straszliwie pstrokate przebranie. Również kultura etniczna jako całość niewielu zwolenników może zyskać wśród ludzi wychowanych na MTV.
Czy istnieje więc szansa, że kiedyś czysty folklor powróci do łask młodzieży i stanie się popularny na tyle, by i oni dobrze się bawili na Festiwalu Chleba? Szansa taka istnieje, ale musiałaby nastąpić profesjonalizacja folkloru, co z drugiej strony zabiłoby jego ducha.
A być może do folkloru, tak jak do jazzu, wystarczy po prostu dorosnąć.

Najważniejsza jest rodzina
Nie tylko słuchacze, ale również i same zespoły wskazywały na rodzinność festiwalu. Większość z nich zna się z wielu innych tego typu imprez i w ciągu lat wytworzyły się między nimi silne przyjacielskie więzi. Festiwal Chleba szybko został przez nich zaakceptowany jako kolejne forum do przedstawiania ludowego dorobku. Do udziału przekonała ich także charyzma organizatora, który w folkowym świecie stopniowo wyrabia sobie renomę i poważanie.
On sam, snując plany na przyszłość, zdradza, że w następnym roku, gdy Festiwal Chleba obchodzić będzie jubileusz, zmieniona zostanie jego formuła. Zbigniew Piątkowski chce zrezygnować z dwudniowego przebiegu, który – jak pokazało doświadczenie – okazuje się zbyt męczący. Pragnie też większy nacisk położyć nie na tzw. folkowe gwiazdy, lecz na promowanie ludowych zespołów. Co do ziemi mińskiej, marzy mu się, aby prawie każda wieś w powiecie wystawiła swój stół chlebowy.
– Nie ma u nas może zbyt wielu talentów wokalnych – mówi – ale za to wypieki robimy wyśmienite i przede wszystkim to chciałbym pokazać.
Zapytany o przyświecającą festiwalowi filozofię odpowiada:
– To nie jest wyłącznie święto chleba w znaczeniu produktu. Chodzi nam o chleb jako pierwotny pokarm ludzkości – zarówno w sensie materialnym, jak i metafizycznym. Znaczenie chleba zostało dalece strywializowane. Ja chciałbym je na powrót uwznioślić, pogłębić.
Nawiązując do aspektu rodzinności dodaje, że podobnie jak w przypadku symboliki pierwotnego pokarmu, tak również we wspólnych śpiewach i tańcach kryje się głębsza treść – jest nią wartość integrująca. Niech we wspólnym muzykowaniu, biesiadowaniu i celebrowaniu darów Matki-Ziemi odnajdują pradawną jedność, która coraz bardziej się nam gubi.

Numer: 2008 38 Autor: Zebrał – Marcin Królik