Mińsk koncertowo-charytatywny

Tegoroczny marzec nie zachęca do wyjścia na dwór, a co dopiero do radości ze słońca. Mimo tego, mińskie GM-2 postanowiło się zabawić. Już nie w remontowanej szkole artystycznej a w pałacu, którego dziedziniec przypomina kopalnię odkrywkową. Dostać się tam suchą podeszwą nie sposób, więc najlepiej zamknąć go na cztery spusty. Nic z tego, trzeba się nieźle poświęcić, by choć
polizać kultury. Nawet tak pechowej, jak trzynasty proszący koncert papieskiego gimnazjum

Pechowe słońca

Mińsk koncertowo-charytatywny / Pechowe słońca

Z tym pechem to oczywiście groteskowa ściema. Tak przynajmniej starał się ze sceny ironizować dyrektor Wyszogrodzki, dodając sobie tylko zapalenie oskrzeli, a nie na przykład zapalenie płuc. Nie przeszkodziło mu to ani w prośbach o banknotowe dary do ozdobnego koszyczka, ani w zaśpiewaniu szlagieru „Już nie zapomnisz mnie” z akompaniamentem Piotra Witkowskiego.

Już było jasne, że tym razem scenariusz duetu Saganowska-Misiołek będzie krążył po przedwojennych latach pełnych przebojów na tyle romantycznych co naiwnych. Nie wszystkie teatry i lokale szły na tanią rozrywkę, bo teksty pisali prawdziwi poeci jak Hemar, Tuwim czy Gałczyński. To właśnie lirycznej teki Mariana wzięli małżeńskie permutacje (jakie to do dzisiaj aktualne), a z Zielonej Gęsi Ildefonsa trochę już staroświecką zaczarowaną dorożkę. No, może poza przypowieścią o dwóch koniach, z których tylko posłusznego woźnica smagał batem. Narowisty mógł mu oddać kopytem, więc w celu zachowania autorytetu mawiał, że kiedyś mu tak dołoży jak spokojnemu koledze od dyszla.

Nie ma to jednak, jak recytacja strof znanych hitów muzyki popularnej, by nie powiedzieć disco-polo. Sala aż szalała od śmiechu, gdy oświetlone twarze Kingi Radzio, Oli Lech, Klaudi Krasnej i Bartka Brześkiewicza bez emocji i sensu wymawiały zaklęcia miłości, sławiły wolność i majteczki w kropeczki, wychwalały żony kochane do szaleństwa, dziewczyny szalone i tańczące tylko chłopcom oraz blondynki spotykane jedynie we śnie.

Ale była też Szymborska ze swym kotem w pustym mieszkaniu, dramat zdradzanego mężczyzny tj. los przygniecionego przez kredens (Damian Trynkiewicz i Kinga Radzio), potem Chaplinki, czyli taniec nauczycielek Agnieszki Kożuchowskiej, Anny Lubienieckiej, Iwony Ciesielskiej, Lucyny Smużyńskiej, Marzeny Grzyb, Justyny Kołodziejczyk i Aldony Szewczyk Nie wiadomo skąd na scenie znaleźli się górale (Paweł Balasińki i Michał Rombel) ze swymi życiowymi przypowieściami.

Wszystko starała się uporządkować czarodziejka z łaszącym się kotem (Julia Kulbacka z Robertem Jandą), ale nie dała rady. Szło więc przedstawienie swoim rytmem, jak życiem - bez reżysera i ku rozbawieniu gawiedzi.

Tylko tyle, że ta wypełniająca salę publika była zobowiązana za ten kogel- -mogel zapłacić. I płaciła, czego dowiodły rachunki na kwotę 4 888, 88 zł. Tyle musi wystarczyć na pomoc najuboższym, których – jak zaręczał wzruszony dyrektor - w Dwójce nie brakuje. Do tego stopnia, że uczniowie zostawiają ślady skarpetek na śniegu.

W takim kontekście żadne problemy nie powinny ograniczać woli niesienia pomocy. Nawet błoto przed pałacem, choć koncert byłby mniej pechowy w auli Budowlanki. To tak bliski gimnazjum, że aż wstyd przypominać.

Nie sposób też nie zauważyć lekkiego chłodu na scenie i widowni. Gdzieś uleciała atmosfera pierwszych koncertów, ale może to tylko wrażenia, człowieka, który dwójkowe słońca obserwuje od początku.

Życzymy, by wschodziły co roku, mimo wszystkich przeciwności. By wschodziły w uczuciach niesionych przez pieśń finałową i tej o polskiej miłości, która... nie umie błądzić gdzieś we mgle i... na pięknych słowach nie zna się. To prawda, bo gdyby poznała moc wytrawnych słów, zapewne nie byłaby już taka prosta, bezpośrednia i szczodra.

Numer: 12 (807) 2013   Autor: Justyna Kowalczyk



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *