Mińsk MazowieckiMińsk posesyjny

Już drugi rok staramy się o dofinansowanie z Urzędu Miasta naszego żłobka, który jest jedyną taką placówką w Mińsku Mazowieckim. W zamian mamy kolejne kontrole. W tym roku dwie, a na styczeń już zapowiedziano nam kolejną – żali się Karolina Bartnicka, właścicielka pierwszego w mieście żłobka, który nazwała Jackiem i Agatką. Jak pierwszą telewizyjną dobranockę, ale tam były szczęśliwe zakończenia. W Mińsku prywatna inicjatywa żłobkowa może upaść

W żłobku skrzeczy...

Mińsk posesyjny / W żłobku skrzeczy...

Historia walki o utrzymanie żłobka sięga pisma Bartnickiej, które przed dwoma laty napisała do nowego wtedy burmistrza. Nie odpowiedział, a nawet nie przedstawił prośby radzie miasta. W sierpniu tego roku ponownie złożyła wniosek o dotację, ale z powiadomieniem rady miasta.

Tym razem odpowiedział, ale zastępca Michalik. Stwierdził, że prawo nie zakazuje dotowania żłobków, jednak mińska rada nie uchwaliła zasad udzielania i rozliczania takich dotacji. Trzeba więc podjąć na ten temat dyskusję. Skoro tak, to próbę interwencji podjęli rodzice dzieci uczęszczających do żłobka.

– My, rodzice jesteśmy spokojni, że pozostawiamy nasze pociechy w bardzo dobrych i profesjonalnych rękach. Dzięki zaangażowaniu opiekunek, nasze dzieci są spokojne i uśmiechnięte, a co najważniejsze – świetnie się rozwijają – przekonywali rodzice.

Nie wyobrażali sobie, żeby właścicielka żłobka była zmuszona podjąć decyzję o zaprzestaniu działalności. Nie chcą oddawać dzieci do klubów malucha i przedszkoli, bo takie placówki nie są w pełni przystosowane do opieki nad takimi maluszkami. Poza tym pozytywna decyzja o dofinansowaniu obniżyłaby rodzicom koszty posyłania dzieci do żłobka. Muszą tak robić, bo nie mogą zrezygnować z pracy.

Niestety, na pismo do burmistrza i rady miasta nie dostali żadnej odpowiedzi. A tak mocno swoimi podpisami wspierali właścicielkę żłobka, tak wyłuszczali straty prowadzące do decyzji o zamknięciu.

Mimo braku reakcji Bartnicka złożyła wniosek o zabezpieczenie pieniędzy w budżecie. I tu miała szczęście, bo żłobkiem zainteresowali się radni, a szczególnie Robert Ślusarczyk. Trzeba było poczekać na sesję budżetową, by uchwalić sumkę zabezpieczającą trwanie żłobka. Sprawa wydawała się łatwa, bo przecież to opozycja ma przewagę w radzie.

Niestety, proponowane 84 tys. zł dotacji nie wytrzymało próby. Radni wręcz ośmieszyli przedwczesny i niecelowy wydatek. Twierdzili za burmistrzem, że nie ma podstaw prawnych, nie wiadomo, ile w tym żłobku jest dzieci (podobno 5, a nie 12) i że lepiej kształcić opiekunki, a nie dotować żłobki. Poza tym zdjęcie 80 tysięcy z 300-tysięcznego budżetu na mińską toaletę uniemożliwi budowę WC na miarę aspiracji władz miasta.

Co na to Bartnicka? Jest załamana i zapewne zlikwiduje swój żłobek przy ul. Ludowej. Bierze teraz 790 zł od dziecka, a by wyjść na swoje musiałaby inkasować ponad tysiąc. Z dotacją zeszłaby do 600 zł.

– Nie szkodzi, powstaną nowe – zapewniał w czasie sesji jeden z radnych burmistrza. Może właśnie o to chodzi, by zlikwidować konkurencję w zarodku.

– A tyle teraz mówi o polityce prorodzinnej. Jak kobiety mają wracać do pracy po urodzeniu dziecka, skoro bardzo często nie stać ich jest na opłacenie opiekunki. Po to mają właśnie być takie placówki jak nasza. Jeśli miasto martwiłoby się o swoich mieszkańców i chciało ich wspierać, to nie byłoby problemu z taką dotacją. O ile byłoby łatwiej rodzicom, gdyby opłata za żłobek nie była taka wysoka – sumuje Bartnicka. I ma rację.

Numer: 2012 51   Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

Dodano dnia: 2014-05-17 godz. 21:03 :: przez:

Czy teraz opłata za żłobek jest niższa ,pomimo dotacji .O ile

 

 

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *