Mińscy kolarze

Z ziemi włoskiej do Polski skierował się 70 jubileuszowy Tour do Pologne. Nie wszyscy wiedzą, że zanim ruszył nasz największy polski tour, którego twórcą jest Czesław Lang, przez sześć dni z rzędu na szosach Mazowsza ścigał się liczny międzynarodowy peleton w ramach Mazovia Tour 2013. Nie zabrakło w nim mińskiego V-MAXu.

Progres maksymalny

Mińscy kolarze / Progres maksymalny

Niemcy, Holendrzy, Czesi, Białorusini i Ukraińcy przywieźli do nas swoich najlepszych zawodowców oraz reprezentacje narodowe. Polacy wystawili na przeciwko swoją krajową śmietankę. Ten bardzo wymagający i ciężki wyścig był od zimy tego roku na celowniku mińskiej szosowej elity z Klubu Kolarskiego V-MAX. Kolarze z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Mińsku Mazowieckim bardzo poważnie traktowali wielomiesięczne przygotowanie do tej imprezy zakończone zgrupowaniem górskim w Zieleńcu. Obiektywizm i realna ocena szans powodzenia mińszczan w wyścigu tej rangi wyznaczał zawodnikom Jacka Tomkiewicza wyraźny cel, którym było przetrwanie i ukończenie wszystkich etapów.

Zaczęło się fatalnie. Na trasie w Kozienicach w 30-osobowej kraksie leżał Darek Kołakowski. Niestety, poza obitymi żebrami, przy upadku złamana została karbonowa rama Specialized’a. Chwilę później z porwanego coraz bardziej peletonu odpadli Andrzej Sułecki i Paweł Czarnecki, a próby pościgów był bezskuteczne. Tak więc już po drugim etapie straty w grupie wynosiły 50%.

Pozostali w peletonie V-MAX-owcy, tj. Dominik Jastrzębski, Adam Borkowski i Piotrek Kieblesz, mogli już liczyć tylko na siebie. W Wysokiem Mazowieckiem koło Łomży przy dużej prędkości peleton zahaczył o źle zaparkowany motocykl i znów słychać było szczęk łamanych ram. Na szczęście ta kraksa ominęła mińszczan. Wycofali się z dalszego ścigania kolejni znani kolarze.

Codzienne etapy po 130-160 kilometrów ze średnią prędkością prawie 50 km/h poczyniły spustoszenie w młodych organizmach Piotrka, Adama i Dominika, którzy jednak nie pozwolili sobie na stratę czujności. Sobotę 27 lipca 2013 roku w Nowym Dworze Mazowieckim młodzi kolarze z naszego miasta zapamiętają na całe życie. Wymęczeni do granic wytrzymałości, poobijani przekraczali kolejno metę ostatniego etapu. Witano ich brawami pełnymi podziwu za to, co zrobili. A oni znaleźli siłę, by się jeszcze uśmiechać. Wiedzą, że przekroczyli kolejną granicę swojej kolarskiej kariery.

Numer: 31 (826) 2013   Autor: (opr. jk)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *