Wzięli i napisali...

Listy naszych Czytelników pokazują często, że Polak potrafi, a najbardziej czyimś kosztem. Okazuje się, że zakładanie własnej firmy nie jest aż tak skomplikowane, jak się wydaje i nie zawsze wiąże się z koniecznością ponoszenia dużych nakładów czasu i pieniędzy. W przypadku burdelu w bloku nieprzyjemne koszty ponoszą jednak sąsiedzi...

GOŁO i wesoło

Wzięli i napisali... / GOŁO i wesoło

W imieniu mieszkańców bloku przy ul. Nadrzecznej 8 zwracamy się z prośbą o pomoc w usunięciu agencji towarzyskiej z naszego domu. W jednym z mieszkań na trzecim piętrze od półtora roku oferują swoje usługi trzy prostytutki. Przez agencję, a właściwie zwykły burdel nie da się normalnie mieszkać i żyć. Nie możemy spokojnie przespać żadnej nocy. Koszmar zaczyna się już od wczesnych godzin rannych i trwa nieraz do 2-3 w nocy, czyli do ostatniego chętnego.

Klienci przychodzą tak pojedynczo, jak i w licznym towarzystwie. Często są pod wpływem alkoholu, głośno się zachowują na klatce schodowej, obijają drzwi, dzwonią domofonem do innych mieszkań i domagają się wpuszczenia na klatkę. Często też dobijają się bezpośrednio do naszych drzwi, gdyż nie mogą trafić pod właściwy numer. Mieliśmy już wątpliwą przyjemność oglądać na naszych wycieraczkach nie tylko rodzimych „klientów” agencji, ale również pijanych Rosjan, Ukraińców i innych obcokrajowców niewiadomego pochodzenia. Przez owo sąsiedztwo boimy się wejść na klatkę schodowa, bo nie wiemy kogo lub co na niej zastaniemy. Normą stało się ciągłe kręcenie się po klatce obcych mężczyzn, nierzadko wysiadujących na schodach i czekających na swoją kolej.

Klienci burdelu bez skrępowania załatwiają potrzeby fizjologiczne pod klatką i oczywiście, rzucając pety, gumy do żucia, zużyte prezerwatywy i butelki po alkoholu śmiecą. Systematycznie też niszczą znajdującą się na parapetach roślinność i zadeptują schody. Ostatnio pewien podchmielony klient bezpośrednio po wyjściu z burdelu otworzył okno na klatce, rozpiął rozporek i przez okno z drugiego piętra wysikał się na chodnik pod blokiem, obsikując rzecz jasna parking i stojące na nim samochody. Potem pijany wsiadł do auta i odjechał, nic sobie nie robiąc z naszych uwag. Właściciel mieszkania uważa, że burdel to nic takiego, bo dla niego najważniejsze jest to, że mu dobrze płacą.

Działanie tej agencji jest dla nas zagrożeniem, a dla dzieci demoralizacją. Boimy się o własne bezpieczeństwo, a nawet życie i zdrowie. Ich anonse razem ze zdjęciami, numerami telefonów i dokładną mapką można znaleźć na stronie internetowej: www.odloty.pl.

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przełom”, która jest właścicielem i administratorem mieszkań, poza wysyłaniem naszych pism do Policji, do tej pory nie zrobiła nic w tej sprawie. Policja zaś, którą wielokrotnie prosiliśmy o pomoc, też umywa ręce, mówiąc że to sprawa spółdzielni.

Nie wiemy więc, do kogo jeszcze mamy się zwrócić o pomoc w usunięciu burdelu z naszego bloku.

 

Mieszkańcy bloku przy ul. Nadrzecznej 8

  Uwaga! W treści listu czytelnika o mińskich maszkarach wkradł się błąd. Informujemy, że określenie „były Cas-dom” nie jest prawdziwe, ponieważ firma o tej nazwie istnieje na rynku i ma się dobrze. Prawdą jest także, że właściciele  Cas-domu również ubolewają nad stanem działki po muzeum 7 PUL, która straszy samosiejkami wyższymi od ogrodzenia.

Numer: 279 (824) 2013



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *