StanisławówRetków psiego konfliktu

Mieszkańcy Retkowa, a właściwie jego kolonii mają od dwóch lat problem z psami. Nie swoimi, a sąsiada, który tu się sprowadził z dwoma groźnymi czworonogami. Psy mają szerokie mordy, wielkie kły i wyglądają na rasę używaną do walk. Zaczęli się ich bać, bo często wybiegały poza bramę, goniąc za napotkaną ofiarą. Na nic zdały się prośby, bo sąsiad je zbywał śmiechem i zapewnieniami, że nie są groźne. Aż wreszcie miarka się przebrała…

Chora sfora

Retkowianie to ludzie spokojni. Znają się ze sobą od lat, a jeśli nawet ktoś tu się osiedli, szybko się zaprzyjaźnia.
Na spotkanie z naszymi mediami przyszli prawie wszyscy dorośli, czyli blisko 30 osób. Zaprosili nas z kamerą, bo mają dosyć sąsiada z groźnymi psami. Czara lęku przelała się po kilku psich atakach, kiedy ledwo uszli z życiem. Pan Ryszard zdążył uciec, ale od tego dnia nie wyjeżdża z domu bez wideł na rowerze. Inną retkowiankę uratował otwarty samochód.
Jednak pani Agnieszka doznała największej straty. Jest pewna, że nocą psy sąsiada zagryzły jej Sunię. To ją sprowokowało do postawienia właścicielowi warunków. Nie sam na sam, a na oczach retkowian i kamery.

Pan Marcin wyszedł do zgromadzonych z papierosem w ustach i od razu zastrzegł, że bardziej kocha psy niż ludzi. Nie mieli wątpliwości, że będzie gadał swoje, czyli o łagodnej naturze rasy, którą u siebie trzyma. Fakt, nie miał od początku dobrego ogrodzenia, ale to się zmieniło. Jest szczelna brama, a siatkę wzmocnił drutem. No i w ogóle to nie są żadne bulteriery czy amstafy, a łagodne american bully, czyli amerykańskie byki. Fakt, wyglądają na agresywne, ale w rzeczywistości są łagodne i przyjazne.

Dlaczego więc ludzie się ich boją… Nie przypuszczał, ale jeśli tak jest, to on przeprasza za te lęki i szkody. I obiecuje, że nie będzie wypuszczał psów poza ogrodzenie. Same nie powinny wyjść, chyba że jakiś obcy zwierzak zrobi dziurę w siatce. Sąsiadów Marcina nie do końca zadowoliły takie obietnice. Dwa lata życia w niepewności, a nawet w ograniczonej wolności zrobiły swoje. Nie dopuszczają myśli, że nagle wszystko może się zmienić, że nagle bez strachu zaczną spacerować i bez obaw pozwolą dzieciom na zabawę.
A co, jeśli mimo przyrzeczeń Marcina komuś naprawdę stanie się krzywda… Właściciel jest ubezpieczony, a na taką łagodną z pozoru rasę nie potrzebuje specjalnego zezwolenia…

Wychodzi na to, że to nie koniec psiego konfliktu. Retkowianie pojechali do gminy w Stanisławowie, by wójt Kinga Sosińska też wiedziała, jaki spotkał ich los. Opisują dwa lata swojej męki i próby zażegnania przykrej sytuacji.
Niestety, ich wielokrotne zgłoszenia na policję skutkowały jedynie przeprowadzeniem rozmowy z właścicielami psów, po czym ponownie psy były widziane poza swoim podwórkiem. – Okres zaufania, którym obdarzyliśmy nowych mieszkańców, przeminął. Dziś już nie wierzymy ich zapewnieniom, że psy są niegroźne, że przyzwyczajają się do terenu… Dziś boimy się nie tylko o zdrowie, ale wręcz o życie – kończą z wiarą, że wójt pomoże im przywrócić poczucie bezpieczeństwa oraz swobodę poruszania się po okolicy.

Numer: 21/22 (1233/1234) 2021   Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *