Powiat mińskiWzięli i napisali...

Panie Redaktorze… ja znowu o zarazie, ale jakby w innym kontekście. Wirus dotychczas mnie oszczędził, ale wcale nie liczę na drapane. Liczę na coś innego, a mianowicie na zaprzestanie liczenia ludzi. Przez te liczenia przypominają mi się czasy prześladowań i pogardy. Tak, tak… dziesiątkowanie obrońców wolności i całkiem eschatologiczne liczenie wyznawców w czasach ostatecznych. Teraz takie ćwiczenia z liczenia urządza nam władza i wszelkie lewactwo. I to gdzie – w kościołach…

Ćwiczenia z liczenia

Zacznę z grubej pałki, czyli stwierdzenia biegłych w Piśmie, że covidowe liczenie wiernych w świątyniach to nie troska o zdrowie, a zwykła chrystianofobia. Akcja pilnowania kościoła przed przepełnieniem jest inspirowana przez czytelników i telewidzów znanych z antypolskości mediów. Musi więc budzić oburzenie i powinna skłonić do refleksji nad tym, co tak naprawdę się dzieje.
Pamiętajmy, że świątynie to nie są zwykłe miejsca i wbrew medialnej praktyce nie mogą być zestawiane w jednym rzędzie ze sklepami czy klubami fitness, gdyż są to sprawy nieporównywalne.
Myślę, że taka akcja to – poza uzurpacją władzy kompetentnych organów – chęć wywierania presji, zniechęcanie w ogóle do chodzenia do kościoła. Tak oto obrońcy demokracji i swobody stają się gnębicielami wolności. Przed sklepami ich nie zobaczymy, które przecież są otwarte. Są jednak w Toruniu, gdzie w niedzielę rano wywieszali przy bramach do kilku świątyń taśmy blokujące dostęp do terenu kościelnego i napisy TEREN SKAŻONY… Czy to nie ewidentne utrudnianie swobody wyznawania religii, a jednocześnie przejście od słów do czynów. Zawsze tak jest, że zaczyna się od niewinnego liczenia wiernych przyjmujących Komunię Świętą, dając przy okazji świadectwo ignorancji życia liturgicznego i złośliwości, a prowadzi ostatecznie do łamania prawa. Warto tę sekwencję zdarzeń widzieć razem. Jedno napędza drugie…

Wszyscy widzimy, że promowana w anty-mediach akcja dziwnie jest wybiórcza. Takich inkwizytorów nie widzimy przy zakładach pracy, redakcjach gazet czy gmachach telewizji, a jedynie przy świątyniach, które się etykietuje jako zagrożenie. To znane socjotechniczne działanie. Chodzi o wywołanie pewnych skojarzeń wśród ludzi, by powstała asocjacja – świątynia + msza święta = zagrożenie. Sądzę, że ludzie wierzący, troszczący się w imię miłości bliźniego o swoje i innych życie, są odpowiedzialnymi obywatelami, którym można zaufać, nie trzeba trzymać na sznurku i kontrolować na każdym kroku. Jednak są portretowani jako niebezpieczni, naiwni i nieodpowiedzialni. Dlaczego? Być może wchodzi w grę całkowicie ideologiczna, chrystianofobiczna przesłanka.
Warto zdawać sobie sprawę, że donoszenie służbom na księdza, który wpuścił za dużo wiernych, też nie jest w porządku. I nie dlatego, że proboszcz zapłaci mandat, a z faktu, że każda denuncjacja wzbudza we mnie gniew, a szpicle – odruch wymiotny.

Numer: 13/14 (1225/1226) 2021   Autor: Wasz DONOSiciel



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *