DRODZY CZYTELNICY

Wybitny intelektualista belgijski chce azylu w Polsce, bo z naszym krajem wiąże nadzieje na przetrwanie cywilizacji zachodnio-europejskiej. Niemożliwe? Ależ tak, bo Davida Engelsa już Zachód odrzucił. Wszystko przez analogie między dzisiejszą Unią Europejską a republiką rzymską tuż przed jej upadkiem. Czy przejawem tej hekatomby może być… pomaganie. Zależy jakie i z jakich pobudek – mówi polski aktor. A dziś już nie wiadomo, dlaczego cnota jest wstydliwa, a publiczna prostytucja wzbudza zachwyt…

Chwyty zachwytu

DRODZY CZYTELNICY / Chwyty zachwytu

Europa umiera na naszych oczach, ale cios nie przyszedł z zewnątrz. Rozkład zaczął się od środka. Egoizm, zaniechanie, obojętność sprawiły, że sprawy poszły za daleko. Nasze państwa, nasze wartości, nasze tożsamości stały są niczym wydrążone skorupy. Pozostały nam frazesy – dowodzi profesor Engels.
Dlatego właśnie trzeba być realistą. Nie wolno wiązać nadziei z państwem, które coraz bardziej przybiera model Orwellowski. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, tworząc alternatywne społeczeństwa obywatelskie i konsekwentnie stawiając opór tyranii politycznej poprawności. Wynieść się na wieś, zadbać o samowystarczalność gospodarczą, otaczać się pięknem natury. Nie dać się zwieść absurdalnym teoriom zacierającym różnice między kobietami a mężczyznami. Założyć rodzinę. Znaleźć czas na edukowanie dzieci. Pracować uczciwie i rzetelnie, a nie dla poklasku i kariery. No i przezwyciężyć sztuczny podział na prawicę i lewicę, walcząc z partiokracją. To w wielkim skrócie lista praktycznych zaleceń, by odzyskać dziedzictwo Europy.

Chyba nie do końca mamy świadomość skali kryzysu w Europie, bo wciąż ją papugujemy. W niektórych akcjach wręcz wyprzedzamy. Chodzi o pomaganie, które dziś jest modne, a kiedyś było oczywiste. Obecnie w Polsce funkcjonuje prawie 84 tysiące fundacji i stowarzyszeń, które pomagają innym. W tej dziedzinie jesteśmy światowym liderem. Można domniemać, że większość z nich powołano jako sposób na życie, pralnie pieniędzy czy wprost do walki politycznej.
Tę pozorną wielkoduszność najlepiej ujął jeden z francuskich filozofów. Stwierdził, że wstydzilibyśmy się swoich najszlachetniejszych uczynków, gdyby inni wiedzieli, z jakich pobudek je uczyniliśmy. I tak miliony idą na portale dla bezdomnych, serwisy randkowe dla kochających inaczej czy szkolenia o tym, jak stać się pięknym, młodym i bogatym.

Żyjemy w czasach, kiedy kurestwo wzbudza zachwyt, a cnota – śmieszność. Pisać o tym przed kolejnym finałem WOŚP nie należy do przyjemności, bo zaraz oplują i zgwałcą.
A jednak znajdują się odważni i nazywają WOŚP Wielką Orkiestra Śmiertelnej Pomocy. Dlaczego? Niech zrozumieją najpierw ci, którzy w imię tego dobra posyłają swoje pociechy do zbierania w puszkę dla Owsiaka.
On u dziecka wywołuje wymuszenie emocjonalne. Nie weźmiesz udziału w tak szczytnym celu, to się wstydź przed kolegami, którzy zbierają. Ba, kiedy dorosły osobnik odmówi dziecku na charytatywny cel, ma się czuć podle. I to nie tylko podświadomie… Czyż to nie marketingowy chwyt na Nobla? Owszem, tylko nie pokojowego…
I jeszcze jedno – nie mówmy nigdy, że Owsiak cokolwiek daje. Dajemy my, a on połowę z tego zabiera. Okazywać hojność i dobroć można inaczej i bez psychologicznej nagonki.

Numer: 1/2 (1161/1162) 2020   Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *