Miasto fusów i minusów

Wiadomo, że budżet Mińska chwieje się w posadach. Burmistrz sam przyznał, że gorszego nie miał od lat i niezbędne są oszczędności. Nie tylko, bo i wzrost podatków i wszystkich danin przynoszących miastu kasę. Tym bardziej dziwne, że miasto, a szczególnie jego instytucje kultury i organizacje pozarządowe, nie wykorzystuje funduszy unijnych. Opanował je marazm, a może dotacje im śmierdzą… politycznie

Gnilne unijne

Miasto fusów i minusów / Gnilne unijne

Wykorzystanie środków unijnych to stały punkt jesiennych obrad mińskich radnych. Otrzymują oni wykaz wszystkich aplikacji zarówno wydziałów magistratu, jak też instytucji z miastem związanych. Zazwyczaj przechodzi się do porządku dziennego, ale tym razem radny Leon Jurek nieoczekiwanie pochwalił wydziały magistratu za produkowanie wniosków o dotacje unijne. Nie wszystkie zyskują aprobatę, ale widać, że urzędnicy związani z rozwojem miasta nie próżnują. Gorzej jest z instytucjami zajmującymi się kulturą i sportem. W wykazie nie widać MDK, MOSiRu, MZM, a szkoda, bo kiedyś uzyskiwały milionowe dotacje. Teraz liczą tylko na budżet miasta. Chodzi tu przede wszystkim o imprezy, które niestety coraz więcej kosztują. Szczególnie 4M i festiwal Himilsbacha.

Organizacje pozarządowe także liczą tylko na miejskie obrywki. I to niemałe, a przecież są programy wzmacniające uczestnictwo w kulturze. O wsparcie walczą domy kultury w mniejszych miejscowościach, a mińskich tam nie ma. Radny Jurek apeluje więc do wszystkich, by jednak się starać o te środki, a nie tylko korzystać z miejskich dotacji.
Radny powiatu Celej jest za, a nawet przeciw. Twierdzi więc, że nie da rady, bo w każdej instytucji trzeba co najmniej jednego pracownika, który będzie pisał projekty. Drugi hamulec to wielkość miasta. Mińsk jest za dużym ośrodkiem na aplikacje z ministerstwa kultury, które daje też ograniczenia do tylko dwóch wniosków. Trzeba szukać kontrahentów, jak np. mińska gmina, dzięki której uzyskano pieniądze choćby na spektakl w ruinach dworku Andriollego. No, ale wtedy takie dotacje trudno wykazać w statystyce…
Radna Bujalska twierdzi zaś, że organizacje korzystają dużo, ale niekoniecznie bezpośrednio. Warto je nie tylko mobilizować, ale też wyposażyć w ludzi i odpowiednie narzędzia. Kto za to ma płacić – nie powiedziała.

Dotacje są ważne, ale każdy prezes czy dyrektor doskonale wie, że działalność od wsparcia do wsparcia może skończyć się upadkiem. Tak więc zapychanie długu miasta i przyszłorocznych braków finansowych musi spocząć nie na sporcie czy kulturze. Tym bardziej, że i tak nie mają za dużo, a przecież coś trzeba robić, by mińszczanie do końca nie schamieli. Na razie nie będą płacić zwiększonych podatków, bo radni utrącili pomysł burmistrza na ich maksymalne stawki. Ale o tym za tydzień…

Numer: 47 (1155) 2019   Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *