Drodzy Czytelnicy

Gonimy za Zachodem jak wilk za zającem… Po blisko 30 latach obowiązywania w Polsce gospodarki wolnorynkowej nasze przeciętne wynagrodzenia nadal są trzykrotnie niższe od wynagrodzeń zachodnich. We Francji protestują, bo mają miesięcznie 1500 euro i płacą 1,5 euro za litr paliwa. W Polsce mają 500 euro, płacą 1,2 euro za litr i siedzą cicho… Dlaczego? Bo nalano nam wody do mózgu. Tak mętnej, jak przekręty naszej władzy i ich promotorów ze wszystkich stron świata i wszystkich nacji…  

Mętne przekręty

Drodzy Czytelnicy / Mętne przekręty

Kto robi z nas balonów? Elity i media. Profesor Żerko twierdzi, że jest wielkim osiągnięciem elit i mediów III RP, iż oszukiwani, wyzyskiwani i poniżani Polacy nigdy nie wyszli na ulice, by zapłonęła Warszawa. To wręcz majstersztyk, by tak umiejętnie zrobić ludziom wodę z mózgu. Trudno się z taką opinią nie zgodzić. Wszak Polacy, zarabiający znacznie mniej niż Niemcy, Francuzi czy Anglicy, po 1989 roku rzeczywiście nigdy nie wyszli masowo na ulice zaprotestować przeciwko biedzie, w którą ich wpakowano.

A jak jest? Przeciętne wynagrodzenie we Francji to około 3000 euro brutto na miesiąc. Minimalne jest równe kwocie 1498 euro i za te pieniądze można tam kupić max. 2000 i min. 1000 litrów paliwa.

W Polsce, zgodnie z ostatnim odczytem GUS za październik, przeciętne wynagrodzenie jest równe 4580 zł, czyli ok. 1065 euro, natomiast minimalne – 2100 zł (488 euro). Za takie pieniądze można sobie zafundować odpowiednio 888 lub 407 litrów paliwa.

W takich warunkach zadowolenie Polaków z warunków życia jest coraz lepsze, a poziom szczęśliwości wręcz znakomity. Czy my jesteśmy naiwni? Ależ skąd… Nasze poczucie bogactwa wynika bezpośrednio z biedy, która była powszechna i trudna do opisania. Cud, że ostaliśmy się jako naród po rozbiorach, wojnach i okupacjach.

W takim kontekście i ostatnich wydarzeń we Francji, gdzie pracownicy o najniższych uposażeniach, które i tak są wielokrotnie wyższe niż w Polsce, wyszli masowo na ulice, trzeba zapytać – dlaczego mimo niskich zarobków i powolnego tempa ich wzrostu nikt w naszym kraju do tej pory nie odważył się zorganizować masowych protestów? Dlaczego Polacy są pod tym względem aż tak bardzo bierni? Dlaczego nie powstała partia, która byłaby w stanie poderwać tłumy na bazie narracji celującej w konieczność realnego zwiększenia płac?

Na razie są to pytania tylko retoryczne, bo pamiętamy, co się stało z takimi radykałami jak Lepper. Na razie, czy już tak do końca będziemy wstawać z kolan, by się jedynie nie utopić w szambie.

Takim odorem pachną nasze tzw. dobre stosunki z USA. Otóż ostatnio niejaka Georgette Mosbacher, ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce śmie pouczać premiera Mateusza Morawieckiego, czego nie wolno mówić ministrom polskiego rządu na temat stacji TVN, która nagrała dosłownie i w przenośni materiał o polskich nazistach. Takiej arogancji dawno nie było i ta pani od razu winna zostać persona non grata.

Co ja piszę, to niemożliwe, byśmy się odważyli. O, trącić jakiegoś szpiega z Rosji, to my jeszcze możemy, ale amerykańskiej namiestniczce włos z głowy nie spadnie. Może nam pozwoli wjeżdżać do raju bez wiz…

No i nie dajmy się wciągnąć w konflikt Rosja–Ukraina. Po pierwsze to nie nasza wojna, po drugie nie jesteśmy do niej w ogóle przygotowani. Po trzecie, nich niedźwiedzia drażnią ci, którzy są od niego daleko. My raczej powinniśmy współpracować. Jak Słowianie ze Słowianami… Za wchodzenie Rosji w d… Putin na pewno załatwi nam bezwizowe pobyty…  

Numer: 48 (1104) 2018   Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *