W artykule „Rębacz telewizorów” doszło do fatalnej pomyłki z winy policji. Prezes OSP w Olszewicach Stanisław Gujski opisał szczegółowo, jak to było z tym ukradzionym telewizorem.

Prezes nie rąbnął

Prezes nie rąbnął

Otóż w czwartek 29 października około godziny dziesiątej przyszli do niego Andrzej Jabłoński i Janusz Wierzbicki. Powiedzieli: - Bierz klucze od remizy i chodź, bo ten wariat Krzysiek W. potłukł swój telewizor i powiedział, że weźmie drugi ze strażnicy. Wsiadł do samochodu i pojechał pod strażnicę, a Wróblewski przechodził w tym czasie przez ulicę od remizy z krzesłem. Zapytał go, czego tu szuka i chce. Odpowiedział, co cię to obchodzi i że policjant wszystko może.
Gdy Gujski wrócił do strażnicy, zobaczył wybitą szybę. Zajrzał do środka i zobaczył, że nie ma telewizora, a magnetofon stał na stoliku przy oknie gotowy do wyniesienia. Od razu poszedł do sprawcy tego czynu, ale ten nie chciał mu otworzyć.
Powiadomiona o tym policja miała od razu powiedziane przez telefon, że włamania dokonał Krzysztof W. Policja zabrała włamywacza, a straż odzyskała skradzione mienie. Wezwany na posterunek w Kałuszynie Gujski podpisał oświadczenie, że odebrał skradziony telewizor, a nie – jak doniosła policja - dokonał włamania i kradzieży odbiornika.
- Niech więc policja nie przekręca faktów, policjanci nie przypisują sobie zasług, bo to nie oni trafili na ślad złodzieja. Zrobiliśmy to my, strażacy – kończy prezes Gujski (na zdjęciu z medalem od W. Pawlaka), żądając przeprosin od komendanta komisariatu w Mrozach. (jaz)

Data: 11.11.2009



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *