Mińsk secesyjny

Błyskawiczne skojarzenia, jakie budzi słowo „secesja” nawet u laika? Coś ładnego. Coś ładnego i dawnego. Coś, co charakteryzuje się bogactwem form. Wszystko prawda – tak secesja znana też jako Art Nouveau zapisała się w pamięci kulturowej. Czynna od 3 marca w MZM wystawa „Secesyjne rozkosze salonowe” pozwala nie tylko prześlizgnąć się po tym nurcie, ale też zdać sobie sprawę, jak szeroki zasięg miał na początku XX wieku, gdy przebojem wziął krainę gustów

Z lepszego świata

Mińsk secesyjny / Z lepszego świata

Ponad trzysta obiektów, od grafiki po książki, od sreber, po ubiór i meble, podarowanych przez galerie z Mińska i Warszawy oraz przez dziewięcioro prywatnych kolekcjonerów, wśród których znalazł się kompozytor Jerzy Satanowski – jak się okazuje, wielki miłośnik i znawca Art. Nouveau. Zaś u sterów tej machiny znany choćby z ubiegłorocznej wystawy XIX-wiecznych japońskich drzeworytów duet: Iwona Pleskot i Marta Michalska-Kurczyńska z Sopockiego Domu Aukcyjnego.
Długo i kwieciście można by tu prawić o urodzie i różnorodności eksponatów, ale na pobudzenie estetycznych kubków smakowych wyłówmy z mnogości choć kilka perełek. Rarytasem dla bibliofili będą takie woluminy jak oryginalne wydanie „Antychrysta” Friedricha Nietzschego w tłumaczeniu Leopolda Staffa z 1907 roku, „Duma o hetmanie” Żeromskiego czy „Baśnie” Andersena z samego zarania secesji, z roku 1899.
W secesyjnym dążeniu do otaczania się pięknem na miano mogących dziś występować w muzeach dzieł sztuki zasłużyły też wazony, kieliszki, solniczki, łyżki sałatkowe, a nawet łopatki do szparagów. Nie sposób obojętnie przejść obok mebli zaprojektowanych przez Emile’a Galle, którego dzisiejsi designerzy mogą śmiało uznać za swego praojca. Orzech, mahoń, najróżniejsze gatunki drzew owocowych, zdobienia brzozowymi intarsjami, oto był jego żywioł.
Osobne miejsce w kolekcji ma również moda. Ciut przyciężkawe i nadmiernie frymuśne jak na dzisiejsze wieczorowe kanony peleryny balowe, sukienka letnia, która więcej chowa niż odsłania, puszysta i ciepła mufka z futra gronostajów, no i oczywiście buty – solidne, amerykańskie, sznurowane i z wysokim podbiciem. Jest też cykl rysunków poświęconych modzie kobiecej. Choć przyznać trzeba, że kobieta w la belle epoque kojarzona przez malarzy i projektantów z kwiatami i mitologicznymi stworzeniami ciężki miała żywot upakowana w te wszystkie fiszbiny, gorsety i falbanki.
Z oglądania tych cudeniek płynie jakaś otucha. Oczywiście świat nie był wtedy lepszy bardziej szlachetny, ani piękniejszy. Za fasadami mieszczańskich salonów rozgrywały się duszne rodzinne dramaty, w fabrykach kwitła rewolucja robotnicza, a noski szykownych butów zza oceanu być może nie raz kopnęły tyłek lub plecy czarnego niewolnika. A jednak otuchę budzi płynące z każdej linii, krzywizny i ornamentu przekonanie, że rzeczywistość jest nienaruszalna w swych fundamentach – nawet jeśli daleko jej do doskonałości.
Bilet do tego wehikułu czasu kosztuje jedyne 2 złote, zaś do kupienia za 10 złotych jest elegancki katalog, który sam w sobie stanowi ciekawą lekcję ostatniej epoki, gdy powszechna była jeszcze wiara, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, a piękno uwzniośla codzienne życie.

Numer: 2010 11   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *