Chcąc odwrócić od siebie podejrzenia, oferty porozsyłał drogą smsową z telefonu innego kolegi. Następnie zabrał się do pozyskania towaru.Nauczycielowi, z którym akurat miał zajęcia, wmówił, że ma spotkanie ze szkolnym pedagogiem, w związku z czym musi się zwolnić. Gdy tylko opuścił klasę, ruszył w kierunku szatni, gdzie jednemu z uczniów wyciągnął z plecaka telefon. Ale zamiast po prostu zabrać go ze sobą, wsunął go do torby jeszcze innego ucznia, po czym zwiał ze szkoły. Po lekcjach wrócił, by odebrać depozyt.I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pedagog, który nic nie wiedział o rzekomym spotkaniu. Łepskim gimnazjalistą zajmie się teraz Sąd Rodzinny i Nieletnich. No cóż, gdyby zamiast uganiać się za łatwym szmalem, spędził trochę czasu w bibliotece, dowiedziałby się, że zbrodnia doskonała nie istnieje, a przestępca zawsze zostawia ślad.