W mińskim pałacu

Symbolika stołu wydaje się pozornie oczywista – dom, bezpieczeństwo, rodzinna sielanka. Spektakl „Przy stole” zaprezentowany w piątek 19 czerwca przez działający przy MDK teatr tańca „Art” bez sentymentów i ckliwości zdekonstruował ten prawicowy mit, pokazując, że pod idylliczną fasadą może kryć się koszmar

Domowe demony

W mińskim pałacu / Domowe demony

Przedstawienie było rodzajem wytańczonej psychodramy opowiadającej o traumie złych wspomnień z dzieciństwa, z których mimo usilnych prób nie sposób się otrząsnąć. Scenarzystka i reżyserka Dominika Sztuka wraz z dwanaściorgiem młodych artystów spróbowała zadać pytanie o to, czy można zmienić życie uwarunkowane przez negatywne doświadczenia.
Bohaterką przedstawienia była mała dziewczynka – w tej roli Michalina Szostak – starająca się ułożyć sobie spokojne, szczęśliwe i pełne miłości życie, odcinając się od koszmarnej przeszłości domowego piekła. Jej wysiłki jednak palą na panewce, gdyż bezustannie nawiedzają ją zjawy złych wspomnień. Emanacje te okazują się tak silne, iż w końcu powodują gwałtowny konflikt duszy i ciała, który objawia się w nerwowych, ekspresyjnych ruchach stanowiących przewodni motyw tego spektaklu utrzymanego w dusznej, senno-surrealistycznej poetyce.
W myśl przyjętej przez teatr metody Modern Dance na scenie obok dynamicznej choreografii spotkały się dramaturgia, muzyka i plastyka. Wszystko miało na celu głęboką introspekcję w pogmatwany, mroczny świat wnętrza głównej bohaterki. Gra padających z różnych kątów świateł przeplatała się z motywami już to nawiązującymi do hiszpańskiej korridy, już grzmiącymi niczym zespół Ramstein, co razem wzięte stworzyło niepokojący, paranoiczny melanż kontrapunktowanych nastrojów z drewnianym stołem, wokół którego pląsało istne panoptikum potworów, w roli głównej.
Nie było tu miejsca na żadne dobro. Nawet krótkie chwile, gdy nadzieja usiłowała nieśmiało przedrzeć się przez kłębowisko osaczających skuloną pod stołowym blatem dziewczynkę demonów, były w jakiś sposób złamane, zanieczyszczone, fałszywe, co na końcu doprowadza bohaterkę do przerażającej konstatacji: jestem tam, gdzie nie ma już nikogo, poniosłam ostateczne fiasko, nie ma dla mnie nadziei.
Całość budziła nieodparte skojarzenia z bajką Andersena o słowiku, umierającym cesarzu i osaczających go zmorach jego złych uczynków. W tym przypadku nic jednak nie zapowiadało, by do komnaty miały przedrzeć się zbawcze krystaliczne trele niepozornego szarego ptaszka, a tragedia okazuje się tym smutniejsza, że jest przecież całkowicie niezawiniona. Dziecko nie wyrządziło nikomu zła, to świat je skrzywdził.
Spektakl mimo trudnej formy spodobał się widzom, którzy wypełnili salę kameralną prawie po same brzegi.

Numer: 2009 26   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *