Mińsk sztukmistrzów

W kawiarni Witraż, a właściwie wokół niej odbyło się już kolejne spotkanie pod hasłem „Kobiety o kobietach”. Pań u nas dostatek, a gospodarz pałacyku przy Okrzei Leszek Celej musi sprostać wyrafinowanym wymaganiom ich wszystkich. Twardy to orzech do zgryzienia, ale udało się i tym razem – bohaterką wieczoru była młoda początkująca malarka, Magdalena Murawska

Witrażowa inspira

Mińsk sztukmistrzów / Witrażowa inspira

Świece, dyskretna nastrojowa muzyka, szum podświetlonej fontanny i zapadający zmierzch potęgowały nastrój wyczekiwania na pojawienie się artystki. Gdy w końcu przybyła wraz z rodzicami pełniącymi rolę jej pierwszych mecenasów, nikt nie miał wątpliwości, że na tarasie rozegra się coś magicznego. Czuli to nawet przechodnie ciekawsko popatrujący z ulicy. Nie zawiedli się.
Sobotnia impreza pomyślana została przez Katarzynę Kozłowską-Wyszogrodzką jako plenerowy wernisaż – tym bardziej momentalny i ulotny, że obrazy Magdaleny Murawskiej prezentowały przechadzające się w połyskliwych tunikach żywe sztalugi: Magdalena Nowicka i Magdalena Kuczerenko. Dodatkową ilustrację feminizmu tworzyły wiersze Alicji Grodzińskiej odczytywane na żywo przez samą autorkę.
Płótna Murawskiej, które mogliśmy obejrzeć tego wieczoru, zostały zainspirowane wielkimi dziełami mistrzów pędzla – Picassa, Muncha, Velasqueza i Rubensa, czy najbardziej bodaj korespondującej z charakterem witrażowych spotkań Fridy Kahlo. Odważne, zmysłowe, drapieżne, erotyczne,
a jednocześnie pełne barwnego liryzmu i lekkości. To wszystko już było – skrzywi się niejeden znawca. Owszem, ale czerpanie u zarania twórczej drogi z takich tuzów to przecież żadna ujma dla własnego talentu i warsztatu. Tym bardziej, że w kawiarni, gdzie czekały również przekąski i wino, można było podziwiać kilka oryginalnych prac młodej artystki, w których wyraźnie zaznaczał się indywidualny rys.
Co zaś tyczy się oprawy słownej, to strofy Grodzińskiej – swoją drogą rzeczywiście doskonale dobrane do obrazów – odwoływały się do ujętych w klasycystyczną symbolikę, choć nie pozbawionych odważnej drapieżności, intymnych pejzaży kobiecego doświadczenia. Słodycz, wino, księżyc, samotne topole, dyskretny urok nocy rozlewającej się ciemnym ciałem na łąki i lasy i muskającej palcami zaśmiecony bruk, ale nade wszystko nieskrępowane pragnienie miłości – nawet jeśli wiadomo, że ci, których oplatają łapczywe ramiona, tak naprawdę nie kochają. Ale nie muszą, nie oczekuje się tego po nich.
Podmiot tych wierszy, choć skryty za woalem delikatności i wysublimowania, w gruncie rzeczy jawił się jako feministycznie wyzwolony, co po części należałoby chyba przypisać sposobowi interpretowania przez samą autorkę, której udało się wciągnąć do poetyckiej gry zaglądających przez siatkę spacerowiczów. Szkoda, że nie przyłączyli się do zabawy.
A może onieśmieliła ich nie narzucająca się, a przez to jeszcze bardziej nieugięta moc kobiecości. Jeśli feminizm ma mieć takie witrażowe oblicze, to my, faceci, kupujemy go bez targowania. Wyrafinowane piękno przemawia o wiele sugestywniej niż manify na ósmego marca.

Numer: 2009 26   Autor: Marcin Królik



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *