Okazuje się, że nie tylko dla rodziców i władz samorządowych nauka dzieci może być bardzo kosztowna. Reforma oświaty wprowadziła bowiem (i nieustannie zmienia) zasady zdobywania stopni awansu zawodowego przez nauczycieli, co też łączy się z ponoszeniem nieraz niemałych kosztów.

Teczki na belfrów

Nauczyciele „produkują” więc setki stron dokumentów, żeby zgromadzić konieczną do awansu teczkę. A że zdobycie kolejnego stopnia awansu wiąże się z podwyżką pensji, więc większości ciała pedagogicznego zależy na szybkim i skutecznym awansowaniu, a władzom na utrudnieniu tego procesu. Zarabiają na tym uczelnie, ośrodki doskonalenia nauczycieli czy prywatne instytucje prowadzące przeróżne kursy (cena jednego - ok. 100 zł, semestr na studiach podyplomowych - średnio ok. 1200 zł). W końcu coś do teczki trzeba włożyć, więc nauczyciel inwestuje w swoją edukację (bo szkoły najczęściej nie stać na pokrycie tych kosztów w całości). Jeśli przynosi to jemu samemu, szkole i uczniom konkretne efekty, to jeszcze pół biedy, ale ileż jest przypadków gromadzenia idiotycznych dokumentów, nikomu niepotrzebnych! I po co to wszystko? Czy ktoś policzył, ilu uczniów straciliśmy, bo nauczyciel zajęty tworzeniem papierów nie miał czasu na rozmowę z nimi czy konkretne działanie wychowawcze? (isa)

Data: 29.06.2005



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *