Wzięli i opisali...

Droga Redakcjo, chciałabym podzielić się swoją tragedią z czytelnikami waszego pisma, jaka spotkała mnie po wizycie w mińskim szpitalu – rzekomo powiatowym. Otóż 18 sierpnia (sobota) o godzinie 22.00 zawiozłam męża Mariusza C. (lat 35) na SOR.

SORry, zabijam

Mąż odczuwał przeszywający ból głowy, pieczenie w klatce piersiowej i drętwienie kończyn oraz miał wysokie ciśnienie. Po długim oczekiwaniu na lekarza zainteresowanie pacjentem było znikome. Na wynik badania czekaliśmy ponad godzinę. Lekarz dyżurny (nie znam nazwiska) stwierdził u męża zgagę od żołądka. W szpitalu podano tylko lek od ciśnienia i odesłano do domu. W nocy z 19/20 sierpnia 2012 mąż w pracy stracił przytomność i został przewieziony do szpitala w Sokołowie Podlaskim, a następnie przetransportowany helikopterem do szpitala w Aninie. Niestety, 20 sierpnia o godz. 22.15 zmarł. Już było za późno na ratunek, stwierdzono obszerne rozwarstwienie aorty.
Swoją tragedię piszę ku przestrodze innym, aby skuteczniej walczyli o swoje prawa na mińskim oddziale ratunkowym.
Żona Beata (nazwisko i kontakt w redakcji)

Numer: 2012 36 Autor: