DRODZY CZYTELNICY

Takich jaj dawno nie niosły najbardziej wypasione, samorządowe kury... Oto miasto pod patronatem pijaka ogranicza nocny dostęp do alkoholu. I jakby tego było mało, robią to ludzie sławiący obszczymurka i jego groteskowe zwyczaje. Czy to początek prohibicji, czy przejaw niekonsekwentnej głupoty, która wcale nie jest odświętna i wesoła. Himilsbach przynajmniej wchodził w baśniowy świat rzeczywistości i miał wszystko poniżej honoru. A my...

Waśnie z baśni

Baśniowe światy urzekały nas za młodu. Niektórzy chcieli w nich pozostać, więc zostali alkoholikami, których nominowano do rangi chorych. Pijak jest gorszą odmianą ludzi utopionych w procentach wstydu, a nawet hańby.

Jednak wszystko jest dla ludzi, więc wódka też. Rzecz w tym, by wiedzieć ile, gdzie i z kim...

Nie mają więc racji wszyscy obwieszczający prohibicję, zmartwychwstanie melin, upadek nocnych sklepów i wstyd radnych.

Nie mają także racji ich krytycy, którzy ironię z zakazów biorą za zachętę do picia. A do tego pouczają, że fani alkoholu nie rozumieją rodzin, którym wódka odebrała bliskich, wolność i zdrowie.

Oczywiście – decyzja radnych nie jest prohibicją tylko racjonalnym podejściem do problemu nocnego kupowania i spożywania alkoholu, ale i takie rzeczy można załatwić inaczej. Szczególnie z młodymi ludźmi, którzy wcale nie zakłócają spokoju w pobliżu nocnych sklepów. Idą lub jadą w miejsca bardziej przyjazne i bezpieczne...

A dorośli? – Jak ktoś będzie chciał się napić pójdzie na metę i może o to chodzi – dywagują. Tymczasem mety były, są i będą. Nawet bez zakazów nocnej sprzedaży, bo niektórzy nie lubią kupować pod obiektywem kamery i z akcyzą.

Swego czasu liczyliśmy, ile i za ile wszystkie sklepy w powiecie sprzedają alkoholu. Wtedy przepijaliśmy ówczesny budżet starostwa, czyli około sto milionów złotych. Oficjalnie, bo w drugim, bezakcyzowym obiegu jest co najmniej tyle samo, albo i więcej. I nie ma się co irytować, że policja nie wie, lub przymyka oko, a panowie piją okowitę jak oranżadę. A jak za mocna, rozrabiają wodą z hydrantu...

Coś mi się wydaje, że Iwan H. miał rację. On dzięki używaniu procentów nigdy nie dojrzał i nie zmądrzał. A kiedy wypił, stawał się radosny lub opryskliwy. Nie do końca wiadomo od czego zależał jego humor, a od czego chamstwo. Może od jakości trunku, a może od pogody...

Kiedyś wiejskie dziewczyny, albo przyszłe teściowe badały charakter kawalerów alkoholem. Celowo ich upijały i obserwowały zachowanie w miarę zaliczania kieliszków. Jeśli zaczynał się awanturować, a co gorsza wszczynał burdę – wiedziały, jaki on może być w roli męża i ojca.

Smakosze piją dla przyjemności i tylko wtedy, gdy jest ku temu czas i miejsce. Nic się więc nie stanie, jeśli uzupełnimy bary w dzień, a wieczorem pójdziemy na grilla z karafką własnej nalewki. Każdy może ją mieć, byleby nie sprzedawał. A najlepiej przenosić się w baśniowy świat blisko małżeńskiego łoża...

Wszelkie zakazy nie są nam miłe, ale nie wszyscy są na tyle mądrzy, by umieć żyć i pić. Najwygodniej wszystko krytykować i do tego anonimowo. Co na to anonimowi alkoholicy? Każdy ma prawo być pijakiem, tylko po co się z tym obnosić...

Numer: 21 (1077) 2018 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *