XI Etno-Kabareton MIVENY

Jedenasty Festiwal Mivena Etno-Kabaret udał się znakomicie. To przede wszystkim ocena jego gości, ale także komisji artystycznej i twórcy – Zbyszka Piątkowskiego. Było patriotycznie, artystycznie i z integracją biesiadno-taneczną... Mimo początkowych obaw większość zespołów poradziło sobie z hasłem przewodnim nawiązującym do 100-lecia naszej Niepodległości. RADOŚCI WOLNOŚCI objawiły się w piosenkach i kabaretowej narracji, by pokazać, jak polska wieś walczyła o niepodległy byt narodu i jak korzystała z wolności. Nie tylko z należnym ojczyźnie patriotyzmem, ale też z ironią i humorem w każdym okresie stuletniej historii

Radości z wolności

Podczas XI Festiwalu Mivena Etno-Kabaret nie zabrakło humorystycznych tekstów, ubranych w polityczną ironię opowiastek o Polsce, uwikłanych w ludzkie losy dróg ku Niepodległej, radosnych piosenek, oryginalnych rekwizytów i strojów, serdecznego śmiechu oraz przyprawionej kabaretowym wigorem recepty na wolność.

Aktorzy piętnastu zespołów pokazali ze smakiem, że kultura ludowa wciąż żyje i pełna jest pamiątek o Niepodległej. Całych pokoleń praca dla ojczyzny, promowanie jej zalet czy promocja kultury polskich etnoregionów, mieszały się w śpiewie z ekspozycją polskich przywar. Ten historyczny kalejdoskop wpisał się w pamiątkę serc zanim oczka się spalą, zanim wszystko zgaśnie, jak śpiewał gościom festiwalu jego twórca.

Z roku na rok na Etno-Kabaretach zespoły, zasilone często w bogate instrumentarium, prezentują oryginalne scenariusze i stroje. Mińskie spotkania z folklorem, jak twierdzą, stają się dla nich inspiracją w rozwoju. Przybywa także młodych pasjonatów folkloru, którzy wzorem starszego pokolenia, z energią i pomysłem ubarwiają klimat swych rdzennych środowisk oraz promują lokalne tradycje.

I tak Świętokrzyskie Jodły objawiły się na scenie niczym barwna pocztówka z dwudziestolecia między wojnami. Skromne stroje i mundury wpasowały się w koloryt tamtych chwil, a i humoru też nie zabrakło, bo dziewczyny piszczały mocno, że ułani pod okienkiem już stoją. Co prawda ojciec mocno ich pilnował, ale udobruchany flaszeczką, pozwolił radować się z Niepodległej. Tańce, figle z zadziorną babką (siedemdziesięcioletnia – złota Etno-Psota ), niewybredne żarty, rozgrzewający kielich gorzałki i żywiołowa muzyka, to znak rozpoznawczy roztańczonej grupy.

Za to Kurpie od Myszyńca wnieśli na scenę emocje partyzanckie wzmocnione śpiewnym humorem i tańcem. Zbigniew Piątkowski w duetach ze Stefanią Dąbkowską i Darią Kowalczyk wymalował akowskie losy Jaśka, przywołując historię życia swego ojca. To on w 1944 roku nie pozostał w domu, a poszedł spać do lasu. Poszedł do druhów z NSZ, którym nie w smak była sowiecka dyktatura. I nie pomogły prośby, ani groźby kobiet i przyjaciół. Nawet jeśli zostanie po nim tylko biały krzyż, to wie, że przyjdą po nim mściciele. Tak, to była opowieść nie tylko o umiłowaniu ojczyzny, ale także obowiązku, jaki niesie potrzeba wolności. A wszystko ubrane w muzykę wprost z Puszczy Zielonej, białe głosy i aktorską figlarność na scenie oraz w ludowy taniec budziło niekłamany podziw.

Furmani także rozgrzewali temat przewodni do czerwoności. Powracających z wojny witali chlebem i solą i krzyczeli od proga, by wzięli się do roboty, psia jego mać! Baby oczywiście szukały bohaterów, by mieć w nich oparcie. Wszyscy, jak obyczaj każe, zapraszali na potańcówkę w chałupie, bawili się po Bożemu i cieszyli się z wolności. Żywiołowo podkręcali tempo, zadziwiali, rozśmieszali, nie pozwalali popadać w letarg i mało niebieskich beretków nie pogubili, tak te kółka kręcili. Na wesoło i młodzi, i starzy wirowali na klepisku, porywali, pod czerwone spódnice zerkali, muzykantom dziękowali i obiecywali grać aż do rana. I nikt nie czekał na galę. Wszyscy, zintegrowali się w tańcu.

Etno-Lelis z Henrykiem Kuleszą powrócił do najefektowniejszych źródeł kultury kurpiowskiej. Zachwycił patriotyzmem i wyśpiewaną a capella opowieścią o Polsce, kłosach zbóż, o kromce chleba i Bogu. W wystąpieniu rymem przekonywał, że warto do Mińska przyjeżdżać, bo tu poloneza wodzą i chwalił polskie pieśni, co jednocześnie nie przeszkodziło mu zachwalać kurpsioskiego jałowcowego piwa.

Za to figlarni, wystrojeni w ubrania z lumpexu Młodzi i z duchem przekonywali przy kielichu, że wszystko co nasze Polsce oddamy. Ukazywali w skeczach polskie perypetie, bawili się słowem i wyciągali z rękawa ojczyźniane piosenki. Wszyscy mocno w nie się wsłuchiwali, bo kabareciarze obiecywali cud, gdy zwycięży orzeł biały i polski ród.

Zespół Wspomnienie ze Starych Bylin wpierw ochoczo wyśpiewywał wśród topoli Budowlanki. Potem, już na scenie, śpiewając Tyle razy byłaś we krwi skąpana, przybliżył historię Polski, w którą wplótł, niczym w warkocz, ludzkie losy i miłości. Przy trelach klarnetu wychwalał wolność oraz radosną wieś potrzebną na trudny czas.

Retro Band przypomniało wszystkim, że za mundurem panny sznurem. Biało-czerwone barwy, fałdowane spódnice, subtelne wachlarze przypominały o przedwojennych gustach, a i wplecionego żartu także nie zabrakło. Na tę okazję przygotowały wszakże ponad sto kołdunów i jako kokietki-kobietki z koniakiem w ręku, rzucały się ułanom na szyję. Zabrakło, tylko konia, ale już nie mazura, którego na zakończenie zatańczyły.

Iwowiankom także nie zabrakło ikry. Wracali piosenką do Lwowa, wspominali na wesoło pochody pierwszomajowe, zachwalali pralkę Franię, wkręcali wszystkich w przekręconą historię i pytali o sens UE. Nie zapomnieli o polskiej marce, jak Chopin z mazowieckim mazurkiem w tle, warszawski Zygmunt Waza, Święty Krzyż czy katedra Jana. Nie zapomnieli także o tej ojczyźnie małej i wielkie szczęście czeka na każdego nad pobliskim Świdrem.

A nastawieni bojowo i długo strojeni Srebrzanie przeciągnęli w wielkim śpiewnym skrócie przez wszystkie polskie epoki. Szczególnie groźne, w beretach, okazały się dwie Krysie, Bogusia oraz Grażynka, które szabelką na moskali machały, ruszały na wojenkę z pierwszą kompanią i goniły Niemca na Polskę napalonego. Oczywiście go pobiły – rzecz jasna piosenką Siekiera, motyka..., chociaż deszcz przeszkadzał, psia jego mać. Okazywało się przy okazji, że wolności nadal nie było, ale humoru (czasami przez łzy) Polakom nigdy nie brakowało. Ten się przydał w czasach socjalizmu, kartek na żywność i pustych półek. Przyznawali potem z goryczą, że ta z trudem wywalczona wolność bardzo im teraz doskwiera. Proponowali, by na wakacje pojechali parlamentarzyści, bo gdy ich nie będzie w sejmie, atmosfera się oczyści... to raczej nie zaszkodzi i tak nie ma z nich korzyści... Widzowie, smagani co i rusz ostrym słowem (Krysia Miros) oraz dźwiękiem akordeonu i gitary Wielgów żywo klaskali. Na koniec, na dziesięciolecie, zaśpiewali Srebrzanom gromkie sto lat i wtórowali z nimi, że teraz jest wojna...

Wrzosowianie przypomnieli, że niejedna dziewczyna ułana kochała, a Kurpie z Jednorożca figlarnie, psotnie i bardzo przewrotnie przywoływali także kuluary relacji męsko damskich, śpiewali patriotyczne pieśni i zapewniali, jak to na wojence ładnie.

Rzakcianki polską wolność wplotły w kwietne piosenki. Przekonywały, że w ich zapachu i urodzie jest Polska.

Mistowianki przywitały widzów w biało-czerwonych barwach. Historie o wojnie i o tym, jak chłop przy chłopie siedział w okopie, opowiadał dziadek (Zofia Wojdyna-Fortuna – Srebrna Etno-Psota). Wyśpiewana wolność i swoboda zapędziła wprost do łoża, oczywiście z żołnierzem miłym.

Wisienki także trochę świntuszyły, wspominały Piłsudskiego i przekonywały, że niepodległość jest dobrem cennym

Przełomiaki śpiewali także o miłości, także tej ludzkiej, nie tylko tej do ojczyzny.

Zebrani goście poddawali się nastrojowi i podśpiewywali, smakowali gulaszu z ZSA i słodkości od Gromulskiego. Wszyscy dali się poznać jako smakosze życia. Uśmiechnięci, pełni wigoru i humoru w niczym nie okazywali, że wkroczyli już dawno w trzeci etap życia.

***

Wszystkie kabaretowe zespoły są wygrane, ale pięcioosobowe jury najwyżej oceniło występy dwóch zespołów – ŚWIĘTOKRZYSKICH JODEŁ i KURPIÓW od MYSZYŃCA, które zdobyły po 190 punktów na 200 możliwych. Tuż za nimi byli FURMANI z sumą 179 punktów. Pozostałe zespoły miały od 161 do 101 oczek z wyjątkiem Przełomiaków, którzy nie mieli repertuaru o radościach wolności i zdobyli tylko 38 punktów.

W sumie kwota nagród finansowych wynosiła 5 tysięcy złotych i pochodziła z dotacji POWIATU MIŃSKIEGO. Pierwszej trójce przyznano po 600 i 500 zł.

No i tytuł ETNO PSOTY 2018. Tu wybór był jeszcze trudniejszy, ale honorową nagrodę organizatora otrzymała jodłanka Maria NAWROT za gest Kozakiewicza podczas grania roli babci. Na ETNO PSOTKĘ zasłużyła Zofia Fortuna z Mistowianek, która po chłopsku rozprawiała się ułudzoną wolnością kobiet.

Postanowiliśmy także urządzić śpiewaczy konkurs o używkach wolności. Zgłosiło się 14 chętnych solistów i duetów, którym nie w smak był alkohol i pijane życie. Wszyscy popisali się inwencja słowną i muzyczną, o czym już wkrótce napiszemy.

A w przerwach i w czasie gali do tańca grały połączone kapele kielecko-kołbielsko-kurpiowskie.

Już wkrótce co wytrawniejsze fragmenty pokaże nasza telewizja... Występy wszystkich zespołów nagramy na płyty DVD.

Numer: 16 (1072) 2018 Autor: (tr, jaz)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *

 

Dodano dnia: 2018-04-18 godz. 06:53 :: przez: Grzes

Gratuluję